Prolog

3 1 2
                                        


Szłam wyboistą ścieżką, która ciągnęła się wzdłuż... niczego.

Nie było tu drzew, skał ani nawet nieba. Tylko biel i bezkres, który zdawał się nie mieć końca. Każdy krok sprawiał, że moje skrzydła stawały się coraz cięższe, jakby ktoś przywiązał do nich kamienie.

Słyszałam własne serce.

Bum. Bum. Bum.

Zdecydowanie nie byłam zadowolona z tego, że akurat mnie wysłano w to miejsce.

Miałam spotkać się z Serafinem.

Strażnikiem równowagi Wszechświata.

Brzmiało dostojnie, prawda?

Szkoda tylko, że obecnie na Ziemi i w Niebiosach trwała wojna, a wszystko to zaczęło się przez diabła we własnej osobie.

Szłam już chyba wieczność.

A wieczność dla anioła to naprawdę długo.

Kiedy w końcu dotarłam na miejsce, byłam tak zdyszana, że przez chwilę zapomniałam, po co właściwie tutaj przyszłam.

Ugięłam się wpół, opierając dłonie na kolanach.

Dopiero po chwili zauważyłam, że nie jestem sama.

Na schodach przede mną siedział wysoki, białowłosy mężczyzna.

Całe jego ciało było owinięte bandażami. Nie wyglądał jednak na kogoś, kto potrzebuje pomocy. Wręcz przeciwnie.

Jego obecność odbierała mi oddech.

Energia, która od niego emanowała, była tak przytłaczająca, że miałam wrażenie, iż zabiera całe powietrze z otoczenia.

Uniósłam głowę.

Pierwsze, co przykuło moją uwagę, to jego oczy.

Szare.

Nie był niewidomy, ale jego spojrzenie było... inne. Miałam wrażenie, że patrząc na mnie, widzi znacznie więcej, niż powinien. Jakby potrafił odczytać każdą moją myśl, każdy lęk i każde kłamstwo, zanim jeszcze zdążyłam je wypowiedzieć.

Skup się.

Podeszłam bliżej.

— Pewnie ciężko jest tylko siedzieć i pilnować wszystkiego, nieprawdaż?

Nie chciałam od razu przechodzić do rzeczy.

Najpierw musiałam wybadać, z kim mam do czynienia.

W końcu całe swoje życie spędzał tutaj, strzegąc porządku. Trudno było uwierzyć, że ktoś taki może być... normalny.

Anioł milczał.

Przez dłuższą chwilę po prostu mnie obserwował.

Potem powoli podniósł się ze schodów.

I wtedy zrozumiałam, jak bardzo różnił się od mężczyzn, których znałam zza muru.

Był ogromny.

Jego sylwetka całkowicie mnie przytłoczyła.

— Kto cię tutaj wpuścił... żywą? — zapytał w końcu. — Stało się coś, Shepfie?

Zamarłam.

Na jego twarzy pojawiło się coś, czego zupełnie się nie spodziewałam.

Przerażenie.

Przełknęłam ślinę.

Tego nie było w moim scenariuszu.

Kompletnie wyleciało mi z głowy, że on może jeszcze nie wiedzieć.

Sekrety niebiosStories to obsess over. Discover now