⊰I⊰

74 5 5
                                        

zanim zaczniemy chcę powiedzieć że jest to mój pierwszy ff w życiu oraz ze mam dysleksje wiec przepraszam za błędy miłego czytania(⁠≧⁠▽⁠≦⁠)
⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹
pov:nexe
Był to dzień jak każdy inny, Przemierzałem rynek w stronę zamku króla.

Słońce stało już dość wysoko, a jego promienie kładły się długimi cieniami u stóp kamienic. Po obu stronach placu wznosiły się one w różnych kolorach - jedne otynkowane na biało i żółto, inne z surowej cegły, z wysokimi oknami i spadzistymi dachami krytymi czerwoną dachówką, która lśniła w porannym świetle.

Między kamienicami, na środku rynku, stały stragany. Było ich kilkanaście - płócienne daszki naciągnięte na drewniane stelaże, towary poukładane na prostych stołach. Przekupki przeciągały się, poprawiały jabłka i bochenki, a gdzieniegdzie już rozbrzmiewały pierwsze okrzyki zachęcające do kupna. Pachniało chlebem, suszonymi ziołami i wilgotnym drewnem. Między straganami kręcili się pierwsi kupujący. Kobieta z koszem jaj, chłopak ciągnący wóz z workami zboża, kilku starszych mężczyzn gawędzących przy stoisku z miodem.

Przechodząc koło karczmy, zauważyłem kogoś mi dobrze znanego. Był to Natan - rozmawiał ze zwierzakiem. Chłopak od razu mnie wypatrzył i wskazał ręką, żebym do niego podszedł. Oczywiście uczyniłem to, ale trochę inaczej, niż przewidział. Bo zamiast podejść jak normalny człowiek, zacząłem biec w jego stronę, a kiedy byłem już blisko, rzuciłem mu się na szyję.

- Natan!!! - krzyknąłem z ekscytacją, przytulając się do chłopaka.

Rycerz spojrzał na mnie ze zdziwieniem i rozbawieniem, a na jego ustach zawidniał uśmiech.

- Hejka, Nexe - odwzajemnił gest. - Słuchaj, jest taka sprawa... Zauważyłeś pewnie, że ostatnio nie spędzaliśmy za dużo czasu razem.

Kiwnąłem głową.

- Noo... I co z tego wynika? - zapytałem z ciekawością, ale i zdziwieniem - rzadko kiedy Natan poruszał takie tematy.

- Więc... wpadłem na taki pewien pomysł...

- Natan, do rzeczy - przerwałem mu.

- Okej, okej - odpowiedział, unosząc ręce w geście poddania. - Co ty na to, żeby dzisiaj wieczorem pójść na naszą łąkę, tak jak za starych czasów? - zapytał z lekką nutą strachu w głosie.

- Z wielką chęcią. Dawno tam nie byliśmy i może w końcu nikt nie porwie cię w trakcie naszego spotkania.

Chłopak zaśmiał się cicho.

- Miejmy nadzieję, ale oni zawsze czegoś ode mnie chcą, jak spędzamy razem czas! - wykrzyknął z rozbawieniem.

Oboje zaczęliśmy się śmiać. Rozmawialiśmy tak jeszcze chwilę.

- Nexe, a po co szedłeś w stronę zamku? - zapytał nagle.

O czym on mówi...?

- Co masz na myśli? - odpowiedziałem, czując, że coś mi świta, ale nie wiedziałem jeszcze co.

- Ehm... no szedłeś chyba do króla... nie?

- ...

Japierdole, faktycznie.

- JA MUSZĘ LECIEĆ! - krzyknąłem, odbiegając od chłopaka.

Zanim oddaliłem się daleko od karczmy, usłyszałem jego śmiech - ten szczery i wesoły. I właśnie tego dźwięku mi brakowało.

Przed głównymi wrotami przystanąłem na sekundę, żeby złapać oddech. Trzy miesiące. Tyle już byłem posłańcem, a wciąż za każdym razem, gdy stawałem przed tą bramą, czułem w brzuchu znajome ukłucie niepokoju.

Strażnicy spojrzeli na mnie z góry. Jeden z nich - ten z blizną na brodzie - uśmiechnął się krzywo.

- Znów ty? Coraz częściej tu zaglądasz.

- Mam robotę - odparłem, starając się brzmieć pewniej, niż się czułem.

Machnął ręką, przepuszczając mnie.

Wnętrze zamku przywitało mnie chłodem i półmrokiem. Wciąż nie przywykłem do tego, jak ogromne są te korytarze. Albo jak głośno niosą się tu kroki. Kamienne ściany, wysokie sklepienie, pochodnie rzucające długie cienie - wszystko to robiło na mnie wrażenie za każdym razem.

Ruszyłem przed siebie, starając się iść pewnym krokiem. Przez te trzy miesiące zdążyłem zapamiętać główną trasę - prosto, potem w prawo, mijając wielką salę, potem schody na górę. Ale wciąż zdarzało mi się pomylić zakręty. Raz wpadłem do kuchni zamiast do komnaty doradców. Kucharz rzucił we mnie chochlą.

Dziś nie mogłem sobie pozwolić na pomyłkę.

Minąłem wielką salę - pusta, tylko ogień trzaskał w kominku, a na ścianach wisiały ogromne gobeliny. Kiedyś, za pierwszym razem, stałem tu i gapiłem się jak dziecko. Teraz już nie zwalniałem, ale kątem oka wciąż łapałem te wszystkie detale - wyblakłe wzory, postacie rycerzy, sceny z dawnych bitew.

Skręciłem w korytarz prowadzący do schodów. I wtedy usłyszałem za sobą kroki.

- Hej! Ty! Posłaniec!

Przystanąłem i odwróciłem się. szedł w moją stronę zaha, prawa ręka króla.

- Król cię wzywa. Mówi, że masz iść od razu, jak tylko się zjawisz.

Kiwnąłem głową i przyspieszyłem. Trzy miesiące, a wciąż czułem, jak serce bije mi szybciej, gdy słyszałem „król cię wzywa".

Może to minie. Kiedyś.

Ale na razie wbiegłem na schody i modliłem się, żeby tym razem nie pomylić piętra.

⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹⊰⁠⊹
nooo, to jak wam się podoba?

za ile będzie kolejny rozdział? może nawet za rok(żartuje)
no to widzimy się w kolejnym rozdziale milego dzionka/n(⁠ㆁ⁠ω⁠ㆁ⁠)
788 słów ewidentnie za malo :c

kropla krwi✧ (NEWRON)Historias para obsesionarse. Descúbrelo ahora