Krąży po naszym świecie legenda mówiąca o istnieniu niezwykłej budowli, którą jest wieża. Wieża ogromna, większa niż ktokolwiek byłby sobie w stanie wyobrazić,składająca się z dwunastu swego rodzaju kręgów co jeden to mniejszy od poprzedniego,które ciągną się podobno aż do samego nieba jeśli nie dalej. Jednocześnie nikt nie jest w stanie dostrzec wieży z odległości przez otaczającą ją gęstą i mroczną mgłę. Nikt nie wie gdzie wieża się zaczyna ani kończy ponieważ żaden człowiek,który wyruszał na podróż nigdy jej nie odnalazł, a przynajmniej nikt kto miałby ją odnaleźć nie powrócił by o tym opowiedzieć. Jedyne co jest wiadome w sprawie tej budowli to fakt, że jeśli w ogóle taka konstrukcja istnieje to nie jest możliwym aby została ona stworzona przez człowieka. Mówi się, że to ON zbudował wieże pośrodku oceanu i traktuje je jako swoje królestwo. ON jest uważany przez mieszkańców naszej osady za istotę nadludzką, wszechwiedzącą i wszechmocną. Traktują go jak Boga.
Wszystko zaczeło się ponad dwadzieścia lat temu kiedy byłem dopiero noworodkiem, nasz burmistrz Anton Poles oraz jego zastępca Kordian Mastt pewnego wieczoru , po jak przypuszczam bardzo ciężkiej pracy udali się do pobliskiego baru by wypić kilka piw tak jak mieli to ci panowie w zwyczaju. W drodze do baru okazało się,że główna droga została zablokowana przez złamane gałęzie drzew, co u nas jest czymś bardzo częstym, silne wiatry,które występują u nas praktycznie co drugi dzień są w stanie porwać drewniane dachy domów, skazując przy tym mnóstwo rodzin na życie bez dachu nad głową. Poles i jego zastępca wybrali więc drogę prowadzącą przez niewielki las, widać bardzo przyciągał ich smak alkoholu zważywszy na to, że droga, którą wybrali wydłuża dotarcie do baru o jakieś pół godziny.
Podczas wędrówki, która zapewne do najciekawszych nie należała, Kordian Mastt natknął się na coś nienaturalnego pomiędzy licznymi krzewami. Mówione jest, że nawet zamarł na kilka dobrych minut,co było dosyć śmieszną atrakcją dla Burmistrza. Ale kiedy wreszcie Mastt odzyskał zmysły wykrzyczał z całej swojej siły niezrozumiałe dla Burmistrza zdania, a potem upadł bezwładnie na ziemię rozbijając sobie przy tym głowę, z której to natychmiast zaczęła płynąć krew. Anton Poles początkowo zagubiony jak dziecko we mgle stał miotając się to w kierunku leżącego i krwawiącego Kordiana a to w kierunku w którym wpatrywał się wcześniej jego zastępca. I tak po dosyć długiej chwili bezsensownego miotania się Burmistrz zaczął wzywać pomoc w jedyny sposób jaki był mu znany, czyli po przez głośny, nieznośny dla człowieczego ucha krzyk, który ku ździwieniu natychmiast przyniósł efekty. Grupka rolników przechodząca akurat niedaleko od miejsca zdarzenia, na znany każdemu krzyczący głos zbiegła się i rozpoczęła swego rodzaju akcje ratunkową. Dwójka z chłopów złapała Kordiana za ręce i nogi a trzeci oświecał drogę latarką i w taki oto sposób rozpoczęli jego transport do najbliższego szpitala.
Anton Poles został jednak na miejscu nie wiadomo czy to ze strachu czy głupoty z której był bardzo dobrze znany. Wpatrywał się w dokładnie to samo miejsce na, które wcześniej spoglądał Kordian i również on dostrzegł pomiędzy krzewami coś... Nienaturalnego. Ten jednak nie zamarł jak jego Zastępca a ruszył bardzo powoli w kierunku owego nienaturalnego zjawiska.
Była już ciemna noc, mówiono nawet że najciemniejsza jaka kiedykolwiek zastała naszą osadę, ciemność sprawiała, że nawet najjaśniejsze światło latarki nie byłoby w stanie oświetlić drogi. Dlatego też dojście chłopów z Kordianem do szpitala trwało tak długo,że Zastępca Burmistrza sam zaczął się już wybudzać a wraz z tym rozpoczął wydawanie dźwieków, które chłopi uznali za efekt uboczny uderzenia się w głowę. Kiedy dotarli już do pobliskiego szpitala Kordian już całkowicie się wybudził i rozpytywał każdego - Czy ty też to widziałeś?! Widziałeś to prawda?! - Nikt nie wiedział o co może chodzić Zastępcy a wszelakie sposoby rozpączecia z nim rozmowy nie przynosiły jakichkolwiek efektów. Kordian Mastt majaczył całą noc.
YOU ARE READING
Dwunasta Wieża
ParanormalKrąży po świecie mit, który mówi o ogromnej wieży zlokalizowanej na oceanie. Wieża tak ogromna że nikt nie wie gdzie się zaczyna i gdzie kończy, dookoła spowita jest gęstą mgłą dlatego nikt nie jest w stanie zobaczyć wieży z daleka. Nie wiadomo kto...
