Trzy lata temu miałam spełnić swoje największe marzenie.
Mistrzostwa... Do dziś pamiętam tamten dzień z każdym najmniejszym szczegółem. Zapach lodowiska, światła skierowane na taflę i tłum ludzi czekających na mój występ. Byłam przerażona, ale jednocześnie najszczęśliwsza na świecie. Tyle lat treningów prowadziło właśnie do tej chwili.. Mój program szedł idealnie. Aż do ostatniej kombinacji.Wybiłam się do najtrudniejszego elementu całego układu. W powietrzu wszystko wydawało się w porządku... dopóki nie dotknęłam lodu.
Płoza uciekła.
Poczułam potężny ból..A potem zrobiło się ciemno.
Obudziłam się dopiero w szpitalu. Lekarze powiedzieli mi, że miałam ogromne szczęście. Skończyło się na lekkim wstrząśnieniu mózgu i długiej rehabilitacji, ale gdybym upadła odrobinę inaczej... mogłabym już nigdy nie stanąć na własnych nogach. To zdanie siedziało mi w głowie przez kolejne miesiące.
Po roku wróciłam na lód. Moje ciało było gotowe.. Moja głowa już nie.
Za każdym razem, kiedy miałam wykonać trudniejszy skok, przed oczami widziałam tamten upadek. Nogi odmawiały mi posłuszeństwa, a serce waliło tak mocno, że miałam ochotę uciec z lodowiska.
Przez jakiś czas naprawdę myślałam, że moje marzenie właśnie się skończyło. Ale rok później powiedziałam sobie dość. Nie zamierzałam pozwolić, żeby jeden upadek odebrał mi całe życie. Zaczęłam trenować jeszcze ciężej niż wcześniej. Pilnowałam diety, ćwiczyłam siłę, rozciągałam się każdego dnia, a kilka razy w tygodniu jeździłam do fizjoterapeuty, który pomagał mi rozluźnić mięśnie po wyczerpujących treningach. Powoli odzyskiwałam siebie. Przynajmniej tak mi się wydawało.
Ostatnie tygodnie wyglądały u mnie dokładnie tak samo. Pobudka przed świtem. Trening. Siłownia. Dieta. Fizjoterapeuta. Powrót na lód. A wieczorem tylko prysznic i łóżko. Nie narzekałam. Sama wybrałam takie życie. Po tym, co wydarzyło się trzy lata temu, wiedziałam, że jeśli chcę wrócić do dawnej formy, muszę pracować dwa razy ciężej niż wcześniej.
Muzyka rozbrzmiewała po niemal pustej hali, a ja po raz kolejny przejeżdżałam swój program. Każdy ruch miał swoje miejsce. Każdy krok ćwiczyłam setki razy. Byłam tak skupiona, że nawet nie zauważyłam, kiedy na lodowisku pojawili się kolejni ludzie. Dopiero głośne śmiechy sprawiły, że odwróciłam głowę. Przy wejściu stała grupa mężczyzn ubranych w stroje hokejowe. Zatrzymałam się i powoli podjechałam do bandy. Ich trener spojrzał na zegarek, a potem na telefon.
- Chyba ktoś pomylił godziny... Jesteśmy pół godziny za wcześnie. -Wyłączyłam muzykę i odpięłam telefon od głośnika.
-Zostało mi jeszcze trzydzieści minut. Jesteście trochę za wcześnie? -zapytałam z lekkim uśmiechem. Mężczyzna westchnął.
- Wygląda na to, że tak.- Kilku hokeistów już chciało wejść na lód, ale trener zatrzymał ich stanowczym głosem.
- Nikt nie wchodzi.-Wszyscy spojrzeli na niego z niezadowoleniem.
- To jej czas. Poczekacie.- Poczułam lekkie zakłopotanie. Nie lubiłam, kiedy ktoś czekał przeze mnie. Zwłaszcza grupa zawodowych hokeistów.
- Naprawdę mogę już skończyć. To nie problem... - powiedziałam, chwytając za telefon.
- Nie.-Spojrzał na mnie spokojnie.
- Twój czas jest tak samo cenny jak nasz. Dokończ trening. -Niepewnie przygryzłam wargę.
- Naprawdę nie trzeba...- powiedziałam, ciszej
- Trzeba.-Przez chwilę patrzyłam na niego w milczeniu. Nie znałam go. A jednak właśnie dał mi do zrozumienia, że mój trening jest równie ważny jak ich. Westchnęłam cicho. Może to był znak. Może powinnam w końcu przestać uciekać. Włączyłam muzykę jeszcze raz. Powoli wróciłam na środek tafli. Serce biło mi jak szalone. Nie dlatego, że miałam wykonać trudny układ. Bałam się ludzi. Od tamtych mistrzostw każda publiczność wywoływała we mnie ten sam strach. Bałam się, że znowu się przewrócę. Że wszyscy będą patrzeć. Że znowu wszystko stracę. Wzięłam głęboki oddech.
Pierwsze dźwięki muzyki ponownie wypełniły halę. Odbiłam się od lodu i ruszyłam. Najpierw spokojne przekładanki, długie łuki i miękkie przejścia między krokami. Ramiona poruszały się w rytm melodii, a każdy ruch starałam się wykonywać z największą dokładnością.
Usłyszałam śmiechy.
- Co ona robi? - rzucił któryś z hokeistów.
- Jakieś wygibasy...- Udawałam, że tego nie słyszę. Przyspieszyłam.
Weszłam w sekwencję kroków. Trójki przeplatały się z mohawkami i choctawami, a po chwili płynnie przeszłam do camel spina. Obrót zmienił się w sit spin, a na końcu wykonałam Biellmann spin.
Śmiechy ucichły.
Wybiłam się do podwójnego axla.
Czyste lądowanie.
Potem potrójny salchow.
Następnie kombinacja toe loopów.
Nie słyszałam już żadnych komentarzy.
Tylko muzykę.
I własny oddech.
Przez te kilka minut czułam się tak, jak kiedyś. Jak przed tamtym wypadkiem. Kiedy muzyka ucichła, wyhamowałam przy bandzie. Odpięłam telefon od głośnika i spojrzałam w stronę trenera.
- Już skończyłam. Możecie zaczynać.- Usiadłam na trybunach i zaczęłam zdejmować łyżwy.
- To było naprawdę piękne.-Podniosłam wzrok. Trener patrzył na swoich zawodników.
- Widzicie? Tak wygląda ciężka praca.- Zapadła cisza. Po chwili spojrzał na jednego z nich.
- Evans. Podejdź tutaj.- Mężczyzna westchnął i ruszył w naszym kierunku. Już po jego minie było widać, że nie jest zadowolony.
- Przeproś.- Evans prychnął.
- Nie mam zamiaru. Sama chciała zejść z lodu. Ten cały pokaz był bez sensu.- Dopiero wtedy spojrzałam dokładniej na jego koszulkę.
Nazwisko.
Herb.
I nagle wszystko stało się jasne. To nie była zwykła drużyna. To byli jedni z najlepszych hokeistów w kraju.
- Naprawdę nie trzeba. Nic się nie stało - powiedziałam szybko, nie chcąc robić z tego większej afery. Schowałam łyżwy do torby i podniosłam się z miejsca. Najchętniej po prostu bym wyszła.
- Zostań na chwilę - odezwał się trener. Posłusznie się zatrzymałam. Trener odszedł, zostawiając mnie samą z Evansem. Spojrzałam na niego niepewnie.
- Serio... nie musisz przepraszać. To naprawdę...
- To dobrze.- Przerwał mi chłodnym tonem.
- Nara.- Odwrócił się i ruszył w stronę lodu. Patrzyłam za nim przez kilka sekund.
- Ty tak na serio...? -mruknęłam sama do siebie. Nawet się nie obejrzał. Zacisnęłam dłoń na pasku torby i ruszyłam w stronę wyjścia.
YOU ARE READING
Thin Ice
PoetryNa lodzie każdy ruch ma znaczenie. Jeden błąd może zniszczyć wszystko. Rose Brown miała wszystko, czego pragnęła. Talent, ciężką pracę i marzenie, które przez lata prowadziło ją na sam szczyt świata łyżwiarstwa figurowego. Do czasu, gdy jeden moment...
