Deszcz uderzał o szyby autobusu tak mocno, że świat za oknem zamieniał się w rozmazane smugi świateł. Lena siedziała przy samym końcu, z podciągniętymi pod siebie nogami i słuchawkami w uszach, choć muzyka od dawna już nie grała. Telefon pokazywał kilka nieodebranych wiadomości od Julii.
„Gdzie jesteś?"
„Mama robi kolację."
„I serio się pospiesz, bo zje wszystko bez ciebie."
Lena uśmiechnęła się pod nosem.
To zawsze wyglądało tak samo.
Od dzieciństwa.
Ich dom był dla niej bardziej domem niż własne mieszkanie na drugim końcu miasta. Kiedy miała dziewięć lat, pierwszy raz przyszła do Julii po szkole i została do wieczora. Kiedy miała trzynaście — zaczęła tam nocować niemal co weekend. W wieku siedemnastu znała już każdy dźwięk tego domu: skrzypienie schodów, stukot kubków odkładanych przez Annę na blat, ciężkie kroki Marka wracającego późno z pracy.
A teraz miała dwadzieścia lat i dalej wracała tam jakby nic się nie zmieniło.
Mimo że zmieniło się wszystko.
Autobus zatrzymał się gwałtownie. Lena poprawiła kaptur bluzy i wysiadła w chłodne, mokre powietrze. Ulica była prawie pusta. Lampy odbijały się w kałużach, a wiatr wciskał mokre kosmyki włosów pod jej kołnierz.
Dom Julii stał na końcu spokojnej uliczki — duży, ciepło oświetlony, z szerokimi oknami i jasnym tarasem. Lena znała go lepiej niż własny pokój.
Drzwi otworzyły się jeszcze zanim zdążyła zapukać.
— Nareszcie — powiedziała Julia, łapiąc ją za rękę. — Zamarzłaś.
— Trochę.
— Mama już zaczynała dramatyzować, że autobus cię porwał.
Lena weszła do środka i od razu otoczyło ją ciepło. Zapach świeżego pieczywa, pieczonego czosnku i perfum Anny mieszał się w coś dziwnie znajomego. Bezpiecznego.
Zdjęła buty.
I wtedy ją zobaczyła.
Anna stała przy kuchennym blacie tyłem do nich, mieszając coś w garnku. Miała na sobie luźny kremowy sweter zsuwający się lekko z jednego ramienia i ciemne jeansy. Włosy spięła niedbale wysoko, ale kilka pasm opadało jej na kark.
— Mówiłam, że przyjdzie — rzuciła Julia.
Anna odwróciła głowę.
I jak zawsze przez krótką sekundę Lena miała wrażenie, że zapomina jak oddychać.
— Jesteś cała mokra — powiedziała Anna spokojnie. — Chodź tutaj.
To „chodź tutaj" brzmiało zbyt miękko. Zbyt ciepło.
Lena podeszła bliżej, próbując zachowywać się normalnie. Naprawdę próbowała.
Anna przyłożyła chłodną dłoń do jej policzka.
— Lodowata.
— Autobusy chyba nienawidzą ludzi po dwudziestej — zażartowała Lena.
Anna uśmiechnęła się lekko.
I właśnie ten uśmiech był problemem.
Nie jej oczy. Nie głos. Nawet nie to, jak wyglądała.
Tylko sposób, w jaki patrzyła.
Jakby widziała człowieka naprawdę.
— Idź się ogrzać — powiedziała Anna. — Zanim się przeziębisz.
CZYTASZ
Po Kryjomu
Romance20-letnia Lena od dzieciństwa przyjaźni się z Julią. Spędza z jej rodziną każdą wolną chwilę i wszyscy traktują ją jak własną córkę. Nikt jednak nie wie, że Lena skrywa sekret - zakochuje się w matce swojej najlepszej przyjaciółki, charyzmatycznej i...
