ROZDZIAŁ 1

92 11 45
                                        

  Peter był zmęczony.

  Naprawdę bardzo zmęczony. Przespał zaledwie dwie godziny, spóźnił się na pierwszą lekcję, zapomniał o sprawdzianie z hiszpańskiego. A do tego Ned nie zjawił się dzisiaj w szkole, a Flash miał aż nazbyt dobry humor na dokuczanie właśnie jemu.

  Dlatego właśnie liczył na spokojnie i luźno spędzony czas w laboratorium razem z Tonym.

  Parker czasami nadal w to nie dowierzał. Już nie chodziło o samo to, że znał samego Anthony'ego pieprzonego Starka! Nie dowierzał i po części bał się tego, jak bardzo ten mężczyzna stał mu się bliski.

  Było mu też głupio. Głupio, bo tak po prostu zastąpił wujka Bena w jego życiu. Ale nie żałował. Nie miał czego żałować. I mimo że nigdy nie przyznał się do tego na głos ani nawet w myślach, kochał Tony'ego Starka jak swojego własnego ojca.

  Więc odetchnął z ulgą, gdy w końcu wyszedł z budynku, a na szkolnym parkingu dostrzegł samochód należący do Happy'ego.

  Nie czekając, ruszył w jego stronę, a gdy wsiadł, od razu oparł głowę o szybę.

  — Cześć, dzieciaku. — Przywitał się, o dziwo zadowolony, mężczyzna.

  Peter przymknął oczy, naprawdę zastanawiając się, dlaczego to nie może być on.

  — Hej, Happy. — Odpowiedział równie cicho, patrząc, jak Harold sprawnie wycofuje się i wjeżdża na główną drogę.

  Przez chwilę jechali w ciszy, aż po paru minutach zatrzymali się na pierwszym czerwonym świetle.

  — Jak tam w szkole?

  — Dobrze. — Zbyt krótka odpowiedź, pomijając fakt, że jednak nieszczera.

  Hogan obrócił głowę, czekając na to, aż chłopiec zacznie dalej mówić, opowiadając wszystko z takimi szczegółami, że czuło się, jakby naprawdę tam było. Ale to nie nadeszło. Piętnastolatek nadal siedział w tej samej pozycji i patrzył gdzieś przed siebie, wyraźnie pogrążony w myślach.

  Albo był zmęczony. I właśnie to założył dzisiejszy kierowca Parkera. Peter musiał być najzwyczajniej w świecie zmęczony. Bo dzieciaki często były zmęczone, prawda? Zwykły nastolatek po szkole, który nie miał ochoty mówić.

  A jednak Peter Benjamin Parker nie był zwykłym nastolatkiem. Więc zdecydowanie coś tutaj nie pasowało.

  Happy nie drążył tematu. Po prostu pozwolił, by dojechali w całkowitej ciszy pod samą wieżę.

  Młody bohater szybko wyszedł z pojazdu i skierował się do windy. A gdy starszy mężczyzna patrzył, jak odchodzi, potajemnie miał nadzieję na to, że gdy będzie odwoził go z powrotem, chłopiec będzie się odzywał.

  Szkoda, że tego wieczoru nie odwiezie Petera do domu. Ani nigdzie więcej.

  ***

  W momencie, w którym Peter wszedł do laboratorium, poczuł się nieco spokojniej. Bo to, że właśnie się tutaj znajdował, oznaczało, że przetrwał ten dzień. Przetrwał cały tydzień, a jutro nareszcie będzie miał okazję normalnie się wyspać.

False Hatred Stories to obsess over. Discover now