Peter był zmęczony.
Naprawdę bardzo zmęczony. Przespał zaledwie dwie godziny, spóźnił się na pierwszą lekcję, zapomniał o sprawdzianie z hiszpańskiego. A do tego Ned nie zjawił się dzisiaj w szkole, a Flash miał aż nazbyt dobry humor na dokuczanie właśnie jemu.
Dlatego właśnie liczył na spokojnie i luźno spędzony czas w laboratorium razem z Tonym.
Parker czasami nadal w to nie dowierzał. Już nie chodziło o samo to, że znał samego Anthony'ego pieprzonego Starka! Nie dowierzał i po części bał się tego, jak bardzo ten mężczyzna stał mu się bliski.
Było mu też głupio. Głupio, bo tak po prostu zastąpił wujka Bena w jego życiu. Ale nie żałował. Nie miał czego żałować. I mimo że nigdy nie przyznał się do tego na głos ani nawet w myślach, kochał Tony'ego Starka jak swojego własnego ojca.
Więc odetchnął z ulgą, gdy w końcu wyszedł z budynku, a na szkolnym parkingu dostrzegł samochód należący do Happy'ego.
Nie czekając, ruszył w jego stronę, a gdy wsiadł, od razu oparł głowę o szybę.
— Cześć, dzieciaku. — Przywitał się, o dziwo zadowolony, mężczyzna.
Peter przymknął oczy, naprawdę zastanawiając się, dlaczego to nie może być on.
— Hej, Happy. — Odpowiedział równie cicho, patrząc, jak Harold sprawnie wycofuje się i wjeżdża na główną drogę.
Przez chwilę jechali w ciszy, aż po paru minutach zatrzymali się na pierwszym czerwonym świetle.
— Jak tam w szkole?
— Dobrze. — Zbyt krótka odpowiedź, pomijając fakt, że jednak nieszczera.
Hogan obrócił głowę, czekając na to, aż chłopiec zacznie dalej mówić, opowiadając wszystko z takimi szczegółami, że czuło się, jakby naprawdę tam było. Ale to nie nadeszło. Piętnastolatek nadal siedział w tej samej pozycji i patrzył gdzieś przed siebie, wyraźnie pogrążony w myślach.
Albo był zmęczony. I właśnie to założył dzisiejszy kierowca Parkera. Peter musiał być najzwyczajniej w świecie zmęczony. Bo dzieciaki często były zmęczone, prawda? Zwykły nastolatek po szkole, który nie miał ochoty mówić.
A jednak Peter Benjamin Parker nie był zwykłym nastolatkiem. Więc zdecydowanie coś tutaj nie pasowało.
Happy nie drążył tematu. Po prostu pozwolił, by dojechali w całkowitej ciszy pod samą wieżę.
Młody bohater szybko wyszedł z pojazdu i skierował się do windy. A gdy starszy mężczyzna patrzył, jak odchodzi, potajemnie miał nadzieję na to, że gdy będzie odwoził go z powrotem, chłopiec będzie się odzywał.
Szkoda, że tego wieczoru nie odwiezie Petera do domu. Ani nigdzie więcej.
***
W momencie, w którym Peter wszedł do laboratorium, poczuł się nieco spokojniej. Bo to, że właśnie się tutaj znajdował, oznaczało, że przetrwał ten dzień. Przetrwał cały tydzień, a jutro nareszcie będzie miał okazję normalnie się wyspać.
YOU ARE READING
False Hatred
FanfictionCzas nie leczy wszystkich ran. Zwłaszcza tych zadanych przez najbliższych. Po wydarzeniach, które na zawsze zmieniły ich relację, Peter Parker i Tony Stark od dwóch lat żyją tak, jakby drugi przestał istnieć. Ale są historie, od których nie da...
