Zgodnie ze sztuką frontyspis jest częścią czwórki (tudzież dwójki) tytułowej i inaczej jest nazywany stroną przytytułową. Zazwyczaj jest wakatem (czyli bez najmniejszego śladu druku) i na tym poprzestańmy. O dawnych i obecnych elementach książki, mam nadzieję, dowiecie się w jednym z opowiadań.
Wykorzystam wakatowość frontyspisu i nabazgram sobie tu, co mi się żywnie podoba. A zacznę od krótkiego wyjaśnienia, czym jest kodeks. W ten sposób będziecie już mieli pewną wiedzę, gdy opowiadanie Cum Gratia... ujrzy światło dzienne. Otóż kodeks, to najstarsza forma znanej nam dzisiaj książki. Zastąpiła zwoje i ewoluowała aż do znanych nam dziś egzemplarzy papierowych. Tyle z historii książki.
A co tu znajdziecie? Wszystko i nic. Czasem w mojej głowie wykiełkuje pomysł na tyle ambitny, by nie poszedł do szuflady, ale nie na tyle rozbudowany, by stał się osobną książką (choć raz się udało, czego efektem jest dylogia Córka Rycerza & Żona Rycerza). Nie trzymam się jednego gatunku, eksperymentuję, próbuję, a także pozwalam swojej głowie na swoiste co by było, gdyby...
To ostatnie odnosi się do mojego największego dzieła - Kazimierzówny. Jestem tak zaangażowana w tę historię i bohaterów, że często pozwalam swojej głowie odpływać w różne zakątki. Jest to nic innego jak tworzenie fanfików z fanfika. Oficjalnie uważam się za największą psychofankę tej historii.
Ale nie tylko o tym tu poczytacie.
To co?
✍ Do zobaczenia i miłej lektury ✍
