1

2 0 0
                                        

Korytarze liceum Seoul Heighs zawsze pachniały tak samo: mieszanka tanich perfum połączona z lekkim zapachem kawy z automatu i dusznego oczekiwania na dzwonek.
Dla Hyunjina ten zapach był synonimem klatki.

Hyunjin stał przy swojej szafce, tępo wpatrując się w odbicie w malutkim lusterku. Poprawił koszulę mundurku szkolnego, choć leżała idealnie.
Czuł na karku czyjeś spojrzenie - ciężkie,parzące a zarazem znajome. Nie musiał się odwracać, bo już wiedział kto stoi za jego plecami.

-Znowu unikasz wzroku, Jinnie? - Głos blondyna był cichy, wręcz pieszczotliwy, ale w tym wszystkim kryła się nuta, która sprawiała, że Hyunjinowi zacisnęło się gardło.

Hyunjin odetchną głęboko i zamkną szafkę z głośnym trzaskiem. Felix stał oparty k ścianę, z tym zdwoim słodkim, niewinnym uśmiechem, który kupował każdego nauczyciela i każdą dziewczynę w tej szkole. Słońce wpadające przez okno za nimi podkreślało jego piegi, sprawiając, że wyglądał jak jakiś niesamowity obraz. Ale hyunjin znał ramę tego obrazu - była ostra i raniła do krwii.

-Nie unikam. Po prostu mam lekcje - odparł Hyunjin, próbując wyminąć niższego chłopaka.

Felix błyskawicznie wyciągną rękę, chwytając go mocno za nadgarstek. Uścisk był za mocny. Zdecydowanie za silny jak na „przyjacielski"  gest.

-Myślałem że zjemy razem lunch na dachu. Przecież obiecała - szepną Felix, przyciągając go bliżej. - Chyba nie chcesz, żebym znowu poczuł się... zignorowany? Wiesz, ci się wtedy dzieje.

Hyunjin poczuł znajomy dreszcz strachu wymieszany z czymś, czego nienawidził najbardziej: chorą potrzebą aprobaty Felixa. Pamiętał ostatni raz, gdy Felix poczuł się „zignorowany".
Skończyło się na zniszczonych szkicownikach Hyunjina i tygodniu milczenia, które bolało bardziej niż jakąkolwiek kłótnia.

-Felix, puść mnie. Ludzie patrzą - wycedził przez zęby Hyunjin, choć w głębi duszy wiedział, że nikt nic nie powie. Wszyscy widzieli w nich nierozłączny duet, ideał przyjaźni. Nikt nie widział songów na psychice, które Felix zostawił z chirurgiczną precyzją.

Felix poluzował uścisk, ale nie puścił go całkowicie. Zamiast tego czule wygładził kołnierzyk Hyunjina.

-Niech patrzą. Niech widzą, że do siebie należymy - Felix uśmiechną się szerzej, a w jego oczach błysnęło coś mrocznego. - Widzimy się po dzwonku.
Uśmiechną się mrocznie dodając - Jinnie, nie spóźnij się.

Hyunjin patrzył, jak Felix odchodzi lekkim krokiem, machając do znajomych z innej klasy. Serce Hyunjina waliło jak oszalałe. Wiedział, że to, co ich łączy, to nie miłość, a skomplikowana sieć uzależnienia, z której nie potrafił - a może wcale nie chciał - się wyplątać.
Był więźniem słońca, które zamiast grzać, powoli go spalało.

HyunlixStories to obsess over. Discover now