PROLOG

74 8 5
                                        

Zerwałam się z łóżka, gdy po raz piąty wybrzmiał dźwięk budzika.

- Agata! Czemu mnie nie obudziłaś? Głucha jesteś? - Wpadłam do pokoju przyjaciółki i spojrzałam na jej łóżko, gdzie spała w najlepsze. Machnęłam ręką i pobiegłam do kuchni zrobić kawę, którą pewnie jak zwykle wypiję zimną.

Poleciałam pod prysznic, ubrałam się i popędziłam na przystanek. Kurwa, na bank się spóźnię, gdzie jest ten autobus?

Weszłam do biura o siódmej pięćdziesiąt sześć, dosłownie w punkt. Spojrzałam w stronę, gdzie zazwyczaj kierowałam pierwsze kroki, ale gdy zobaczyłam stos dokumentów piętrzących się na moim biurku, aż przetarłam oczy ze zdumienia. Wiedziałam, że praca sekretarki w znanej firmie HomeLover nie będzie łatwa, ale dzisiaj miałam nadzieję urwać się wcześniej z pracy.

Wzięłam głęboki wdech i pomyślałam o Arturze, zawsze mnie to uspokajało. Drzwi oraz okna w jego gabinecie były zasłonięte. Dziwne. Zazwyczaj robił to, tylko wtedy gdy zamykaliśmy się razem na małe co nieco. Poczułam nieprzyjemne ukłucie poniżej brzucha. Może miał jakieś ważne spotkanie, a moja wyobraźnia jest po prostu zbyt wybujała?

- Są ze sobą dwa lata? Dziwię się, że tak długo z nim wytrzymała. - Usłyszałam głos Niny z kuchennej części biura. - Przed chwilą widziałam jakąś kobietę wchodzącą do jego gabinetu, a zaraz potem zasunął wszystkie okna.

Ludzie gadali za naszymi plecami, nic nowego. Rozliczali nas z każdego roku, a akurat dziś wypadała druga rocznica naszej znajomości. Nina trafiła w punkt, ale naprawdę nie miała innych zajęć, tylko plotkowanie na boku? Zazwyczaj mam to gdzieś, jednak myśl o jakiejś kobiecie w gabinecie Artura mnie zaniepokoiła.

Otworzywszy drzwi, stanęłam jak rażona piorunem. Mój partner wsadzał kutasa w jakąś napompowaną lalę! Zdziwiona patrzyłam na blondynkę i jej długie włosy, za które właśnie ciągnął ją Artur. Jej duży biust bujał się w tył i przód, aż ciężko było oderwać od niego wzrok. Artur ugniatał jej tyłek, miał problem z uchwyceniem jednego pośladka całą ręką. Ich jęki wybrzmiewały w mojej głowie niczym najgorszy koszmar. Wzdrygnęłam się, gdy ich głowy zwróciły się w moją stronę, ale nie mogłam oderwać nóg od ziemi. Zauważyłam tylko kpiący uśmiech tej... wywłoki, dziwki, szmaty... Chyba tak powinnam ją nazwać. Wzrok mojego szefa i partnera określiłabym na przepraszający, ale mało mnie on teraz interesował.

Czemu on mi to zrobił? Czy te dwa lata nic dla niego nie znaczyły? Nienawidziłam go w tym momencie z całego serca. Chyba zaraz zrobię mu krzywdę, a tej blond ździrze wydrapię oczy!

Odwróciłam się w końcu na pięcie, wróciłam do swojego gabinetu i usiadłam za biurkiem. Czekałam, aż przyjdzie przepraszać... Powie, że to był błąd, że on tego nie chciał i bla, bla, bla...

- Laura... - Artur wszedł, zapinając rozporek.

- Zamknij się. - Popatrzyłam na niego najbardziej lodowatym wzrokiem. - Jesteś zwykłym... Nie mam nawet odpowiedniego słowa na to, co przed chwilą zrobiłeś. Odchodzę! Tak, właśnie, odchodzę od ciebie i z twojej firmy. Możesz wrócić i skończyć, co zacząłeś. Przepraszam, że przeszkodziłam i życzę udanego dnia. Wszystkie moje rzeczy odeślij na mój adres.

Wzięłam torebkę oraz płaszcz i wyszłam z biura, nie dając mu dojść do słowa. Nie mogłam się przy nim rozkleić, bo pewnie udobruchałby mnie czułymi słówkami, a ja bym się na nie nabrała. Z dumnie uniesioną głową skierowałam się wprost do domu. My, kobiety, bywamy naiwne. Myślimy, że jak już przybył po nas książę na białym koniu, to do końca świata będziemy żyć jak księżniczki w pałacu.

W drodze powrotnej opowiedziałam Agacie, co się stało, na szczęście zdążyła już wstać i obiecała skoczyć po jakieś słodkości na poprawę humoru.

- Kochana, tak mi przykro... Kupiłam to, co najbardziej lubisz. Nie masz co płakać po takim dupku, on jeszcze nie wie, co stracił. - Agata przytuliła mnie mocno. Czułam, że najchętniej zdjęłaby ze mnie cały ten ciężar.

- Dzięki, na ciebie zawsze mogę liczyć. - Uśmiechnęłam się smutno, a po policzku zaczęły mi spływać łzy.

Po kilku godzinach rozmów, płaczu i butelce wina, podjęłyśmy decyzję, że wybierzemy się wieczorem do klubu. Popijając kolejną lampkę, zaczęłyśmy się szykować. Wcisnęłam na siebie czarną, pokrytą cekinami sukienkę na cienkich ramiączkach. Sięgała mi zaledwie do połowy ud, ale w końcu byłam wolna. Nikt nie będzie mnie już umoralniać. Kasztanowe włosy rozpuściłam i zakręciłam na lokówce w delikatne fale, przez co sięgały mi do połowy pleców. Zrobiłam szybki i delikatny makijaż, bo nie lubię się malować. Na nogi założyłam czerwone dziesięciocentymetrowe szpilki oraz narzuciłam płaszczyk tego samego koloru. Telefon zostawiłam w domu, nie chciałam czytać durnych SMS-ów Artura.

- Agata! - Spojrzałam na jej czarny kombinezon z głębokim dekoltem i połyskujące szpilki. - Wyglądasz jak milion dolarów!

- Ta noc będzie nasza i, proszę, nie rozmawiajmy o tym palancie, bo wrócimy do domu. - Agata przerzuciła torebkę przez ramię.

Zaśmiałam się.

- Dobrze, moja najlepsza przyjaciółko. - Cmoknęłam ją w policzek i wyszłyśmy na ciemną, pełną ludzi ulicę.

W końcu był piątek, miałam się tylko zabawić, aby choć na chwilę zapomnieć o Arturze, ale nie wiedziałam jeszcze, że ten wieczór zmieni w moim życiu tak wiele...

PijawkaStories to obsess over. Discover now