Czerwone światło alarmowe migało gdzieś głęboko pod Cave'em.
Krótki błysk.
Cisza.
Kolejny błysk.
Quackity otworzył oczy powoli, wpatrując się przez kilka sekund w kamienny sufit nad swoim łóżkiem. Cave nocą był dziwnie głośny. Krople wody spadały z sufitu gdzieś w oddali, generatory buczały nierównym rytmem, a tunele zawsze wydawały z siebie ten cichy, pusty pogłos, jakby całe miejsce oddychało pod ziemią.
Ale tego dźwięku wcześniej nie słyszał.
Metaliczny alarm. Krótki. Urwany.
Usiadł na łóżku i przetarł twarz dłonią.
Obok, po drugiej stronie pokoju, Graf spał rozwalony pod ścianą z kocem zsuniętym prawie na podłogę. Nexe coś mruknął przez sen. Ewron nawet się nie poruszył.
Tylko Quackity nie mógł przestać patrzeć w stronę ciemnego korytarza prowadzącego głębiej pod Cave.
Błysk.
Tym razem wyraźniejszy. Czerwone światło przecięło na sekundę ściany tunelu. Quackity zmarszczył brwi.
Multi znowu nie spał.
W sumie nigdy nie spał normalnie.
Czasami znikał na całe noce w swojej fabryce uranu i wracał dopiero rano zmęczony tak bardzo, jakby ledwo trzymał się na nogach. Innym razem siedział godzinami przy stole, wpatrując się w stare mapy kopalni albo zapisując coś w notatnikach, których nikomu nie pozwalał dotykać.
A potem były te momenty, których Quackity nie potrafił wyjaśnić.
Drzwi zamykane za szybko.
Ukryte windy.
Metaliczny zapach chemikaliów na jego rękach.
I dekontaminacja.
Zawsze pieprzona dekontaminacja.
Jeśli ktoś chciał wejść do głównej części fabryki, musiał przejść przez małe, szczelne pomieszczenie obok wejścia. Multi kazał tam stać nieruchomo, podczas gdy z rur pod sufitem spływała lodowata woda o ostrym chemicznym zapachu.
„Procedura bezpieczeństwa" powtarzał za każdym razem tym swoim spokojnym głosem.
Nikt nie protestował.
Promieniowanie w QSMP było realnym problemem. Wszyscy wiedzieli, że południowe tunele od miesięcy są skażone. Zwierzęta rodziły się chore. Niektóre rośliny świeciły nocą słabym zielonym światłem. Ludzie kaszleli częściej niż wcześniej.
Ale Multi traktował to inaczej niż wszyscy.
Jak obsesję.
Quackity wstał powoli z łóżka, starając się nikogo nie obudzić. Kamienna podłoga była lodowata pod stopami.
Alarm rozległ się znowu. Krótki syk metalu.
Tym razem zaraz po nim usłyszał coś jeszcze.
Krzyk.
Urwany niemal natychmiast. Quackity zamarł.
Cisza wróciła tak nagle, jakby dźwięk nigdy się nie pojawił. Przez chwilę słyszał tylko własny oddech.
Potem gdzieś głęboko pod Cave'em ciężkie metalowe drzwi zatrzasnęły się z głuchym hukiem.
Quackity spojrzał w stronę śpiących chłopaków.
Nikt niczego nie usłyszał. Albo nie chciał usłyszeć.
Przełknął ślinę i ruszył w stronę korytarza.
Powietrze stawało się chłodniejsze z każdym krokiem. Im głębiej schodził, tym mocniej czuł w powietrzu znajomy chemiczny zapach chloru i mokrego metalu.
YOU ARE READING
Dekontaminacja
FanfictionPod Cave'em coś oddychało. Wszyscy wiedzieli, że fabryka uranu Multiego jest dziwna. Zbyt cicha nocami. Zbyt szczelnie zamknięta. Zbyt sterylna jak na miejsce zbudowane pośrodku wilgotnych tuneli QSMP. Ale nikt nie zadawał pytań. W świecie, w którym...
