ROZDZIAŁ I Droga do wioski, której nie było na mapach

4 1 0
                                        

Młodzieniec szedł obok wozu, prowadząc konia za uzdę. Droga była wąska, lecz zadbana, a koleiny świeże. Ktoś tędy jeździł. Częściej, niż wynikałoby to z map.

Ścieżka przeciskała się przez coś, co mogłoby być ścierniskiem, niekształtnym i obojętnym na wszelki próbny siew. Nikt jednak tu niczego nie uprawiał. Powietrze niosło ze sobą dziwną, zastałą woń, której samo istnienie było sygnałem o zaburzeniu porządku natury.

— Daleko jeszcze? — zapytał chłopak.

— Nie — odpowiedział dziadek.

Młodzieniec rozejrzał się.

— Przecież tu nic nie ma.

Dziadek nie spojrzał na niego. Zwolnił konia.

— Jeszcze nie — powiedział.

Las pojawił się nagle, bez ostrzeżenia. Po prawej stronie drogi drzewa rosły blisko siebie, proste, zbyt równe. Nie było tam podszytu ani śladów zwierząt. Ziemia wyglądała, jakby nic nie chciało na niej zostać. Cisza dochodząca z gęstwiny była inna niż ta znana z dróg — cięższa, przesiąknięta pustką.

— Bywałeś tu wcześniej? — zapytał chłopak.

— Tak.

— I nigdy nie mówiłeś.

— Nie było potrzeby.

Zrobił jeszcze kilka kroków. I wtedy to usłyszał.

Najpierw dźwięk tak cichy, że można go było pomylić z wiatrem. Potem jęk — przeciągły, urwany, jakby ktoś próbował krzyczeć, ale zabrakło mu sił w połowie. Dochodził z głębi lasu.

Koń zarżał nerwowo i stanął.

— Co to było? — zapytał chłopak.

Jęk powtórzył się. Wyraźniej. Nie było w nim paniki, raczej coś, co trwało zbyt długo.

— Dziadku?

Starzec napiął lejce. Przez chwilę patrzył przed siebie, jakby liczył kroki.

— To zwierzę — powiedział po dłuższej pauzie.

— Nie brzmi jak zwierzę.

Młodzieniec wpatrywał się w las.

— Zostaw — powiedział dziadek ostrzej.

Odwrócił głowę. Chłopak zobaczył łzę spływającą po jego policzku. Jedną.

Dziadek starł ją rękawem i ruszył wóz.

Las został za nimi, ale dźwięk nie zniknął od razu. Przygasł. Jakby coś zdecydowało się czekać.

Droga skręciła i dopiero wtedy pojawiła się wioska.

Bez tablicy czy znaku.

Domy stały blisko siebie. Przy studni gromadzili się ludzie — dorośli poruszali się ostrożnie, dzieci biegały swobodnie.

— Co oni robią? — zapytał chłopak.

— Żyją — odpowiedział dziadek.

— Wygląda to inaczej.

— Są stąd — powiedział po chwili.

Zatrzymali się przed gospodą. Szyld skrzypiał, ale był świeży.

„Pod Białą Świecą"

Chłopak obejrzał się jeszcze raz w stronę lasu. Między drzewami nic nie było widać. Miał jednak pewność, że to nie znaczyło, że nic tam nie ma. 

Pierwszy CzytającyStories to obsess over. Discover now