Witam w moim pierwszym ff, jest o blacharach. Jest dość mocny, więc polecam nie czytać osobom z problemami, bądz słabej głowie.
Mam nadzieje że się spodoba. <3
—————
W jesienny wieczór Albert, Vasquez, Erwin i Pierre siedzieli w Burger shocie gadając o jutrzejszym wyścigu.
Albert tego wieczoru był jeszcze bardziej podekscytowany, a już od kilku dni, jak to Erwin mówił "latał jak smród po gaciach", wkurzał tym wszystkich, wszystkich oprócz Vasqueza. Nikt jednak nie wiedział, że to nie miał być tylko dzień ważnego wyścigu. Albert od kilku miesięcy planował wyznać miłość swojemu najlepszemu przyjacielowi.
Mimo nieznania pełnego planu Vasquez rozumiał jego podekscytowanie oraz był z niego niesamowicie dumny.
Speedo sam przygotował tor, nagrody, ustalił wpisowe, zorganizował reklamę.
Wszystko ogarnął.
Sindacco próbował mu w czymś pomóc, lecz bezskutecznie, co wyszło Albertowi na dobre.
-Jutro start jest zaplanowany na dziesiątą. Vaski pójdziesz ze mnią chwilę wcześniej, żeby upewnić się że wszystko jest gotowe? — poprosił go podekscytowany szarooki.
-Tak, pewnie. Ale mogę się założyć że wszystko jest już przygotowane od 3 dni — wyrażając zgodę jeszcze bardziej ucieszył Speedo.
-Dzięki, to spotkajmy się o ósmej pod bs'em, tam zaparkuje auto i pojedziemy jednym — ustalił.
Latynos machnął tylko głową potwierdzając jego słowa, oraz wyszedł z budynku rzegnajac się.
Postanowił, że pojedzie do domu wcześniej, żeby dobrze się wyspać przed tym ważnym dla przyjaciela dniem.
Przejeżdżając obok posterunku policji, niespodziewanie zaczęło schodzić mu powietrze z przedniej opony w aucie.
Brunet uznał że przebita opona nie powstrzyma go przed dotarciem do mieszkania, a przez telefon poprosi Alberta o podjechanie jutro pod mieszkanie zamiast burgerownie.
Po 2 sygnale przyjaciel odebrał.
-Co tam? — Zapytał Speedo.
-Możemy spotkać się jutro pod apartamentami zam... — Starszy poprosił o zmianę lokalizacji spokania, lecz drugiej części zdania nie dokończył.
Albert wsiadając do auta pod Burger shotem nie rozumiał dokońca co się działo.
Z strony bruneta było słychać jakieś stłumione krzyki, rozbijające się szkło, nieznane huki oraz inne nie rozumiałe dla mężczyzny dźwięki.
-Halo, Vaski, wszystko okej? — Zapyał zagubiony szarooki czując że nic nie jest okej.
Nikt nie odpowiedział.
Jedyne co przykuło uwagę Alberta, były nowe dźwięki. Dźwięki ambulansu albo policji. Albo obu naraz.
Był zbyt zszokowany by myśleć co dokładnie wydaje takie dźwięki.
Białowłosy nie wiedział co ma robić.
Nie rozumiał co się stało, ale z tyłu głowy czuł że Vasquez mógł ulec jakiemuś wypadkowi po drodze do mieszkania.
Jednak jak bardzo nie chciał dopuszczać do siebie takiego scenariusza, miał rację.
-HALO VASQUEZ — Krzykną łamiącym głosem nie wiedząc co robić.
Po kilku sekundach cięższego oddychania zdał sobie sprawę ze krzyk nic tu nie pomoże. Więc uchylił okno, odpalił samochód i próbując się uspokoić, ruszył dość wolno jak na niego w stronę mieszkania przyjaciela.
Po przejechaniu kilka ulic, zaczą do niego dobiegać głośny dźwięk syren ambulansu.
Zatrzymał się kilka metrów od miejsca, gdzie owy dźwięk był najgłośniejszy. Wyszedł z auta jak oparzony i podbiegł jeszcze bliżej miejsca zdarzenia.
Albert momentalnie zamarł.
Jego najlepszemu przyjacielowi, osobie którą następnego dnia miał wyznać prawdę o jego uczuciach właśnie ratownicy medyczni wykonywali RKO.
Nie wiedział co się działo.
Widział tylko swojego ukochanego, leżącego na ziemi, zakrwawionego, najprawdopodobniej walczącego o życie.
Nie zwrócił nawet uwagi, kiedy pierwsze łzy zaczęły spływać po jego delikatnej skórze.
Kiedy lekarze już któryś raz zapytali, czy wszystko okej i poprosili o odsunięcie się.
Kiedy zaczęli wkładać nieprzytomnego bruneta do środka ambulansu.
Ockną się dopiero, kiedy pojazd wyruszył w stronę najbliższego szpitala.
Albert powoli ruszył w stronę auta.
Otworzył dzwi i otwierając szybę na max'a wybrał numer.
Nie wiedział w do kogo dzwoni, ale chciał porozmawiać z kimkolwiek zanim zrobiłby coś głupiego.
Odebrał Pierre, co lekko ucieszyło Alberta.
-haaalo, Albert żyjesz tam? — Powiedział beztrosko Pierre po chwili, czekania na jaką kolwiek reakcję szarookiego.
-Gdzie jesteś? — Wydusił z siebie w końcu roztrzęsionym głosem, w którym można było wyczuć płacz.
-W burger shocie. Co się stało.
Ty płaczesz? Jesteś z Vasquezem? — Zadał pytania za chaotycznie, niż powinien patrząc na stan przyjaciela, po czym wybiegł z lokalu w stronę losowego auta wybijając w niej szybę.
-Nie.. to znaczy.. tak.. on miał wypadek.. chyba.. EMS go zabrał — wyksztusił z siebie w końcu.
-A gdzie teraz jesteś? — Powtórzył pytanie
-Obok komisariatu.. — Odpowiedział z lekko większym opanowaniem Albert.
Pierre dojechał po niecałych 2 minutach. Wysiadł z auta oraz podszedł do szarookiego, który właśnie wysiadł z swojego.
- Co się stało? — Zapytał zakłopotany.
Albert staną przed nim, tępo patrząc się w jego oczy.
Pierre od razu zauważył jak bardzo chłopak jest roztrzęsiony przez drgające mu całe ciało, więc postanowił spróbować go trochę uspokoić zamykając w uścisku.
-Zadzwonił do mnie.. — Wydusił drżącym głosem Albert.
-Poprosił bym przyjechał jutro pod jego mieszkanie — Dodał powoli uspakajając oddech.
-Nie dokończył zdania, potem usłyszałszałem jakieś trzaski i syreny.
Przyjechałem tutaj i zobaczyłem jak wykonując mu sztuczne oddychanie.. — Opowiedział pod koniec już łamiącym głosem.
-Okej, spokojnie, spróbuj poprostu o tym nie myśleć — Próbował pocieszyć jakoś roztrzęsionego przyjaciela widząc jego stan.
-Albert, Albert halo, patrz na mnie — Dodał łapiąc za jego ramiona i spoglądając w jego oczy, widząc jak jego gadanie nie przynosi porządanych efektów.
Po kilku minutach mężczyzna uspokoił się na tyle aby mógł normalnie stać na nogach.
-Odwiozę cię do mieszkania, okej? — Postanowił Pierre majac nadzieje, że Albert nie będzie protestować.
Na szczęście Speedo tylko delikatnie machną głową potwierdzająco.
———
Dziękuję za przebrnięcie przez pierwszy rozdział^^
Mam nadziej, że się podobało
VOUS LISEZ
Symbioza [Blachary]
FanfictionTen ważny dzień dla Alberta nie mógł stać się gorszy, a co jeśli miałby ciągnąć fale nieszczęścia? „Najbliższe osoby często ranią najbardziej i to nie zawsze celowo." Tw: Samookaleczanie, samobójstwo, strata bliskiej osoby
![Symbioza [Blachary]](https://img.wattpad.com/cover/410621025-64-k368816.jpg)