Prolog

232 13 4
                                        

- Multi, proszę! Zostaw to, wyjdźmy stąd... błagam! Zaraz się to wszystko zawali! - krzyczałem ile sił w płucach, jednak odpowiedziała mi jedynie cisza zakłócana gruchotem upadających odłamów reaktora. - Multi?!

Nic z tego. Wiedziałem już, że nie mogę liczyć na to, że mnie posłucha. Patrzyłem na jego podświetloną błyskiem rdzenia sylwetkę. Kitel lekko trzepotał w powietrzu, jak biały gołąb próbujący wydostać się z komina, w którym ugrzązł. Całkiem byłbym skłonny wtedy powiedzieć, że i jego włosy pokryła w pełni sadza.

Odwrócił powoli głowę w moją stronę. Wzrok miał martwy, przeżarty pustką, a jednak wypełniony po brzegi drapieżnością, jaką to są obdarowane najbardziej nieprzewidywalne stworzenia. Tęczówki zdawały się nie tętnić życiem, a zielonkawym światłem. Zrozumiałem, że ta bijąca z jego oczu jadeitowa barwa, to już nie tylko refleksja tego wszystkiego dookoła, a on sam.

Emanował tą niesamowitą energią, o której mi powtarzał, że nie będę jej w stanie pojąć.

———————
Autor okładki: an_thalier (można zobaczyć na platformie X)

Mogę ci zaufać?Stories to obsess over. Discover now