Rozdział 1

11 2 0
                                        

Jak ja nienawidzę poniedziałków, ale muszę wstać pieniądze same się nie zarobią a lodówka sama się nie zapełni. No właśnie nie powinnam myśleć o jedzeniu ostatni posiłek jadłam wczoraj w południe. Musiałam dziś  dostać się do tej pracy.
Wstałam z łóżka i poszłam do toalety, umyłam zęby i twarz. Wróciłam do pokoju i wyciągłam z szafy czarną spódniczkę do połowy uda, biały top i zarzuciłam na to białą koszulę, nie chciałam przesadzić a nie wiedziałam jak się ubrać na takie coś. Rozmowę na stanowisko sekretarki w jakiejś firmie inwestycyjnej. Z tego co wyczytałam w nocy z internetu to było jakieś imperium finansowe wykupywali mniejsze firmy i prowadzili je ma szczyt.
Wyszłam z mieszkania miałam tam 30 minut metrem. Siedziba firmy znajdowała się na Manhattanie więc wolałam wyjść wcześniej z mieszkania.
Jadąc metrem zastanawiałam się nad swoim życiem, za trzy dni minie 8 lat od  wypadku, przez któryego straciłam brata,który zginął na miejscu oraz mame ją przetransportowali do szpitala a tam okazało się że urazy czaszki są zbyt duże żeby przeżyła, ojciec też trafił do szpitala był tam w śpiączce przez 3 miesiąc. Ja wyszłam z tego z dwoma ranami jedną tuż pod linią włosów na tyle głowy a drugą na biodrze. Miałam 12 lat a pozostałam sama ojciec po wybudzeniu z śpiączki znienawidził mnie i obwiniał ze względu na to że wracaliśmy wtedy z mojego turnieju tańca. Przez następne pięć lat zajmowali się mną dziadkowie ale oni też umarli tam w wieku 17 lat zostałam sam zostawili mi po sobie mieszkanie w starej kamienicy na Broklyn-Bushwick oraz 20tysięcy dolarów na rachunki przez pieniądze się skończyły jedynym winowajcą tego był mój były chłopak.
Na szczęście byłam na miejscu zanim zaczęłam o nim myśleć. Wysiadłam na stacji Manhattan i ruchyłam w stronę biurowców. Po 5 minutach spaceru stałam przed wielkim przeszklonym biurowcem. Wziełam wdech i weszłam do środka. Lobby bo chyba tak to się nazywa było użądzone w bardzo zimnych klimatach, mało kolorów wszystko czarno-biało-szare podeszłam do recepcji.
-Dzień dobry, nazywam się Olivia Hayes i byłam umówiona na rozmowę o pracę na stanowisko sekretarki - powiedziałam miło do brunetki na oko miała 28 lat.
- Jest pani pewna, że to stanowisko jest wolne? - zapytała - Wydaje mi się, że pomylono coś bo wczoraj dostała się na nie inna dziewczyną.
- Naprawdę?- zapytałam nie dowierzając w to co słyszę.
- Tak, ale mogę mieć dla pani propozycje. - powiedziała.
- Szef szuka co prawda asystenta ale myślę, że może Pani u niego spróbować, znając jego chcę posiadania władzy widział pani CV więc mogę zawołać koleżankę i zaprowadzi panią do niego. - zaproponowała uprzejmie.
-TAK! - Wykrzyczałam a po chwili zasłoniłam usta ręką - Przepraszam.
Kobieta się uśmiechnęła i przełożyła telefon do ucha.
- Mia, kochana przyszła byś na dół u zaprowadziła panią do Ethana - powiedziałam do urządzenia - Nie, nie będzie miał do ciebie problemu bo masz ją tam tylko zaprowadzić.
Kobieta odłożyła telefon a już po chwili dołączyła do nas brunetką z zielonymi oczami.
- Witam nową panią asystent - powiedziała miło.
- Nie wiadomo czy wogóle się dostanę - odpowiedziałam i podałam jej rękę.
- Jestem Mia- przedstawiła się.
- Miło mi poznać ja Olivia.
- Dobra chodź zaprowadzę Ci do biura pana mam zły chumor- za żartowa chyba.
Ruszyłyśmy do windy Mia kliknęłam przycisk z cyfrą 50 było to chyba ostatnie piętro bo wyższych cyfr już nie było.
- Czemu chcesz zostać jego asystentką to jakbyś weszła sam do paszczy lwa - zapytała odrazu po zamknięci drzwi windy.
- Jest aż taki zły? - zapytałam.
- Zły to mało powiedziane, lepiej mu w drogę nie wchodzić podobno jego była dziewczyną go wykorzystała i przez to stracił zaufanie do ludzi oprócz swojego brata Eliota on jest zajebisty - powiedziała akurat dojechałyśmy, winda się otworzyła a Mia wyszła pierwsza, ruszyłam za nią.
- Zaczynamy jazdę- powiedziała i zastukała do drzwi a po chwili je otworzyła. Po wejściu do środka zobaczyłam skórzaną kanapę dwa biurka jedno puste za nim stało białe krzesło, na drugim natomiast znajdował się stos papierów, laptop oraz pojemniki z jakimiś przyborami papierniczymi za nim stało krzesło tylko, że czarne było odwrócone do nas tyłem. Ktoś kto na nim siedział miał brązowe włosy po chwili zaczął się do są odwracać.
- O KURWA- krzyknął chłopak.
Dopiero po chwili zauważyłam, że ma słuchawki w uszach. To ma być ten straszny szef, zastanawiałam się. Spojrzałam na rozbawioną brunetkę i domyśliłam się, że to raczej nie on.
- Olivia to jest Eliot o którym Ci mówiłam brat Ethana - zaśmiała się.
- Okej, cześć jestem Olivia- powiedziałam lekko zestresowana.
- Elo, Eliot jestem a ty kim tajemniczą blondyno? - zapytał.
- Będzie nową asystentką twojego brata, który powinien tu być a nie ty - odpowiedziała za mnie Mia.
- Czekaj, czekaj a on nie chciał asystenta po tej drami z Grace - zapytał zmieszany.
- No tak ale nie ma go tu a potrzebuje kogoś w końcu znaleźć- powiedziała szybko -Nikt oprucz tej wariatki z własnej woli się nie zgłosi na to stanowisko- wskazałam na mnie.
- No ale przecież on jej nie przyjmie nie ma szans- powiedział Eliot
- To ty ją zatrudnij- powiedziała Mia
- Nie mogę przecież on by mnie zabił.
- To chyba nici z naszego wyjścia do restauracji dziś- westchnęła dziewczyna.
-Nie, dobra spróbuję ją zatrudnić ale jesteś pewna, że tego chcesz? - zapytał mnie.
Tak- powiedziałam, nie miałam innego wyjścia.
-Okej no to witam w firmie mojego brata.

Nie dla takich jak jaOnde histórias criam vida. Descubra agora