⛧ ⛧ ⛧
Od wielu wieków trwali ciągle w miejscu. Chociaż, może były to tysiąclecia? Czas przemijał w końcu w dziwny sposób, gdy wasz początek sięgał kolejno samego stworzenia Świata oraz narodzin ludzkości.
Ich losy były splecione ze sobą już od momentu, gdy ich oczy się spotkały (a może nawet i wcześniej – w końcu to wszystko mogło być częścią już dawno ułożonego planu, zapisanego w gwiazdach, które, nieświadomy tego, własnoręcznie rozświetlał na niebie) czy tego chcieli, czy nie.
Och, ale w tamtym momencie chcieli tego tak bardzo!
Mimo to, ich miłość, choć czysta i piękna, nie przyniosła im za wiele dobrego. Zapłonęła żywym ogniem, niefortunnie zajmując ich obojga i wnet, nim się obejrzeli, spłonęli w swoich objęciach.
Doprawdy, była ona najpiękniejszą katastrofą, jakiej Świat miał okazję doświadczyć.
Kobieta, dla której poszedł na wojnę z Niebem.
Anioł, dla którego bez wahania porzuciła Raj.
Żadne z nich tego nie pożałowało i oboje zrobiliby drugi raz to samo.
Nawet jeśli skończyło się w taki sposób.
Nawet jeśli utraciła życie, swoje dawne ciało i człowieczeństwo. Nawet jeśli musiała patrzeć na cierpienie swojego ukochanego, kiedy jego twarz wykrzywiała się w grymasie obrzydzenia na widok swojej nowej formy, tak oddalonej od tej czystej i anielskiej.
Nawet jeśli musiał nauczyć się latać na nowo. Nawet jeśli resztkami sił wyciągał z niej pozostałości świętej energii, która wtedy raniła również i jego spaczone grzechem ciało.
Ponieważ, nawet jeśli żadne z nich nie zaznało już cienia dawnej beztroski, to mieli kogoś, kto dzieliłby z nimi ciężar ich decyzji. Mieli kogoś, kto pomógłby im poskładać się z powrotem w całość, pomimo tego, że za każdym razem brakowało coraz to więcej elementów.
Mieli siebie nawzajem. I nawet śmierć nie dała rady ich rozłączyć.
I byli szczęśliwi, naprawdę byli!
Cieszyli się, mogąc trwać u swego boku, mogąc decydować sami o sobie, mogąc najzwyczajniej w świecie kochać się bez ograniczeń czy wyrzutów skierowanych w ich stronę.
Byli swoimi najlepszymi przyjaciółmi, powiernikami, kochankami. Ramieniem do wsparcia się. Ramieniem do wypłakania łez.
Jednak, skłamałby, gdyby powiedział, że taka kolej rzeczy utrzymała się na wieczność. Och, choć jak bardzo chciałby, żeby tak było!
Trzysta tysięcy lat to mnóstwo czasu, by się kochać – ale również wystarczająco, by się zranić.
Z biegiem lat, jego nienawiść i uprzedzenia do potępionych dusz zaczęły płonąć coraz to żywszym ogniem – proporcjonalnie do jej nienawiści do Nieba.
Chociaż jej była cicha, ukryta głęboko w sercu, w zakamarkach jej grzesznej duszy.
Jego natomiast stawała się coraz głośniejsza (choć ograniczała się jedynie do ostrych słów).
YOU ARE READING
KONIEC CZASÓW | hazbin hotel
Fanfiction[09.04.2026] Lucyfer zostaje sam. ⛧ ⛧ ⛧ postacie: morningstarowie, ale głównie skupione na lucyferze narracja trzecioosobowa
