Nieprzytomnie słodka noc

13 1 0
                                        

( * pierwszy fragment pochodzi z Rycerza Siedmiu Królestw, wyd. 2026, przekład Michała Jakuszewkiego )

— Chłop­cze, zo­staw tę szka­pę i zaj­mij się moim ko­niem.

Jeden z jeźdź­ców zsu­nął się z sio­dła tuż przed staj­nią. Mówi do mnie — uświa­do­mił sobie Dunk.

— Nie je­stem chłop­cem sta­jen­nym, panie.

— Je­steś na to za głupi, co? [...] Jeśli nie po­tra­fisz sobie po­ra­dzić z ko­niem, to znajdź mi tro­chę wina i ładną dziew­kę.

— Wy... wy­bacz, panie, ale nie je­stem też słu­żą­cym. Mam za­szczyt być ry­ce­rzem.

— Smut­ne czasy na­sta­ły dla ry­cer­skie­go stanu — stwier­dzi­ło ksią­żąt­ko.

Na szczę­ście w tej samej chwi­li jeden z chłop­ców sta­jen­nych pod­biegł do niego i przy­bysz wrę­czył mu wodze swej wspa­nia­łej, czer­wo­no­gnia­dej klacz­ki. W mgnieniu oka za­po­mniał o Dunku, który skrył się z ulgą w staj­ni, by za­cze­kać na ko­niu­sze­go.


Ale Dunk nie potrafił zapomnieć.

Wciąż powracał myślami do przedziwnej wymiany zdań, choć z każdą mijająca godziną sylwetka księcia coraz częściej jawiła mu się w nieprzyjemnym szkarłacie. Czerwona od stóp do głów — jakby spadł właśnie na niego krwawy deszcz. Tonął w odcieniu takim samym, jaki rozlał się z paskudnej rany konia, ugodzonego książęcą kopią. To zdarza się niedoświadczonym rycerzom — pomyślał Dunk, wciąż nie do końca wierząc w niecne intencje Aeriona. — Taki rycerz sam sobie wyrządza największą krzywdę. Stary mu przecież o tym opowiadał.

Wieczorem dość szybko opuścił namiot Fossowayów. Raymun, nagle wezwany przez swojego kuzyna do pomocy, uśmiechnął się przepraszająco i zostawił Dunka samego sobie, zapewniając go przed tym kilkukrotnie, że jeszcze się spotkają. Tamten w odpowiedzi jedynie serdecznie odwzajemnił gest.

Zanim jednak Dunk zdążył w ogóle rozprostować kości i rozpocząć poszukiwania Jaja, poczuł, że przypadkiem w kogoś uderzył. Natomiast gdy zaczął żywo przepraszać, unosząc przy tym ręce w obronnym geście, jego oczom ukazały się srebrzystozłote włosy, a następnie twarz, o której namiętnie rozmyślał już od kilku godzin. Dunk, ty przygłupie, skarcił się w myślach, dlaczego nie patrzysz pod nogi i musisz wpadać akurat na królewskiego wnuka?!

Aerion Targaryen we własnej osobie zmierzył Dunka nieprzychylnym spojrzeniem i niemal od razu otworzył usta. Ostatecznie jednak przymknął je, a w jego oczach pojawił się blady błysk zaciekawienia, jak gdyby sam widok Dunka okazał się ciekawszy od pełnej wyzwisk wiązanki, jaka niewątpliwie nawiedziła książęcy umysł.

— Czy my się już gdzieś nie spotkaliśmy? — zapytał zamiast tego.

— Wziął... wziąłeś mnie za chłopca stajennego, panie.

— Oh. Doprawdy — zacmokał Aerion, nadal nie odrywając wzroku od stojącego przed nim wielkoluda. — Taki wyrośnięty, a jaki ciemny. Wiesz, że za atak na mnie możesz stracić rękę? — dodał groźnie, ponownie mierząc Dunka od stóp do głów. Tym razem wyraz jego twarzy krył w sobie zaczątek nadąsania. — A skoro teraz wlazłeś we mnie całym cielskiem... Oj, nie wróżę ci zbyt dobrego losu.

Dunk, usłyszawszy groźbę, zbladł i bez zastanowienia klęknął przed księciem. Ze stresu prawie stracił czucie w nogach, a odgłos mieczy wyciąganych przez towarzyszących Aerionowi gwardzistów sprawił, że zakręciło mu się w głowie.

Nieprzytomnie słodka nocOù les histoires vivent. Découvrez maintenant