Chúng tôi đã cập nhật Hướng dẫn Nội dung.
Hãy xem các hướng dẫn mới nhất để tiếp tục chia sẻ câu chuyện một cách an toàn.

New start(?)

19 3 0
                                        

Samoloty zawsze brzmiały dla Sory tak samo. Nie miało znaczenia, czy ktoś nimi uciekał, czy wracał do domu. Ten sam niski dźwięk przecinał powietrze i zostawiał po sobie tylko ciszę.

Dziewczyna oparła czoło o zimną szybę samochodu. Seul nocą był oślepiający.
Setki neonów rozświetlały ulice, reklamy migotały na ogromnych ekranach, a sznury samochodów sunęły przez miasto jak niekończące się strumienie światła.
To miejsce było ogromne. Zbyt ogromne.
Sora czuła się w nim jak ktoś, kto pomylił drzwi i wszedł do czyjegoś życia. Jak ktoś kto za moment się pogubi i nie znajdzie drogi wyjścia. W tym momencie jej przemyślenia przerwał jej ojciec.
- Nie musisz się tak martwić -
Jego głos był spokojny, niemal profesjonalny. Jakby prowadził kolejną rozmowę z klientem, którego zobaczy może kilka razy w życiu a potem zapomni o jego istnieniu.
Sora nie odwróciła głowy od okna.
- Nie martwię się.
To było kłamstwo. Martwiła się wszystkim.
Nową szkołą, nowym miastem. Ludźmi, którzy będą zadawać pytania, na które nie chciała odpowiadać.
Ojciec westchnął cicho.
- Jutro zaczynasz szkołę. To dobry moment, żeby zacząć od nowa.
Od nowa.
To zdanie pojawiało się w jej życiu za często.
Ludzie uwielbiali mówić takie rzeczy, jakby zmiana miejsca mogła magicznie naprawić wszystko. Jakby wspomnienia nie potrafiły podróżować razem z tobą. Samochód skręcił w spokojniejszą ulicę i zatrzymał się przed wysokim apartamentowcem.
Budynek wyglądał jak coś z reklamy luksusowych mieszkań. Szklana fasada, idealnie przycięte krzewy przed wejściem i lobby, które przypominało bardziej hotel niż zwykły blok.
- Jesteśmy - powiedział jej ojciec.
Sora prychnęła po czym wysiadła z samochodu.
Chłodne nocne powietrze uderzyło ją w twarz. Przez chwilę stała nieruchomo i patrzyła w górę na ogromny budynek.
Nowy dom. Jeszcze rok temu mieszkała w zupełnie innym miejscu. Mniejszym. Cichszym. Tam wszystko było prostsze.
I wtedy jeszcze żył jej brat.
Na tę myśl coś ścisnęło ją w klatce piersiowej.
Sora szybko odwróciła wzrok i ruszyła w stronę wejścia do budynku.
Nie chciała o tym myśleć. Nie teraz.
Drzwi otworzyły się automatycznie, gdy tylko się do nich zbliżyli. W środku pachniało jakimś drogim środkiem czyszczącym. Podłoga była z jasnego marmuru, a za recepcją siedział starszy mężczyzna w eleganckim garniturze.
- Dobry wieczór, panie Lee - powiedział uprzejmie. Ojciec skinął głową.
Sora nawet na niego nie spojrzała. Obróciła się i ruszyła przed siebie.

Winda była cicha i szybka. Drzwi zamknęły się niemal bezgłośnie, a panel z numerami pięter zaczął powoli zmieniać cyfry Sora oparła plecy o ścianę windy.
Jej ojciec stał naprzeciwko z rękami w kieszeniach płaszcza. Wyglądał na zmęczonego, aż nazbyt.
Przez chwilę panowała cisza.
- Twoja szkoła jest niedaleko stąd - powiedział w końcu. - Dziesięć minut autobusem.
- Super.
Jedno słowo. Koniec rozmowy.
Ojciec przyglądał jej się przez moment.
- Sora.
- Co?
- Wiem, że to wszystko jest dla ciebie trudne.
Dziewczyna uniosła brwi. I znów dzisiejszego dnia prychnęła.
- Naprawdę?
Jego spojrzenie stwardniało odrobinę.
- Nie musisz być sarkastyczna.
- A ty nie musisz udawać, że nagle jesteśmy normalną rodziną.

Cisza w windzie zrobiła się ciężka.
Sora od razu pożałowała tych słów. Nie dlatego, że były nieprawdziwe.
Po prostu nie miała siły na kolejną kłótnię.
Na szczęście drzwi windy otworzyły się dokładnie w tym momencie.
Ojciec wyciągnął klucze i podszedł do drzwi mieszkania. Sora weszła do środka jako pierwsza. Mieszkanie było ogromne.
Salon był jasny i minimalistyczny. Białe ściany, szare kanapy i wielkie okna z widokiem na miasto.

Wyglądało idealnie. Zbyt idealnie.
Jak mieszkanie, w którym nikt tak naprawdę nie mieszka.
Sora rzuciła plecak na podłogę i podeszła do okna a widok który zastała był oszałamiający. Miasto rozciągało się pod nimi jak morze świateł.
Samochody wyglądały jak maleńkie punkty poruszające się po cienkich liniach ulic.
Przez chwilę Sora patrzyła na to wszystko w milczeniu.Tyle ludzi, Tyle historii.
A ona była tylko jedną z nich.
- Twój pokój jest po lewej - powiedział jej ojciec.
- Okej.
Nie ruszyła się jednak z miejsca.
Kiedy ojciec zniknął w swoim gabinecie, dziewczyna wyjęła telefon z kieszeni bluzy.
Ekran rozświetlił się delikatnym światłem.
Na tapecie wciąż miała stare zdjęcie.
Ona i jej brat.
Siedzieli na jakiejś ławce w parku. On obejmował ją ramieniem, a ona śmiała się do aparatu.
Wyglądali na szczęśliwych.
Jakby nic złego nigdy nie miało się wydarzyć.

Palec Sory zawisł nad ekranem.
Przez chwilę miała ochotę usunąć to zdjęcie.
Zacząć naprawdę od nowa.
Ale nie potrafiła.
Zablokowała telefon i odłożyła go na parapet.
- Nowe życie - mruknęła cicho.
Brzmiało jak kiepski żart.
Jutro zacznie szkołę. Nowi ludzie, nowe twarze, nowe pytania. A ona nie była pewna, czy ma siłę na odpowiedzi.
Nie wiedziała jeszcze jednej rzeczy.
W tej ogromnej szkole w Seulu był ktoś, kto wkrótce stanie się częścią jej życia.
Ktoś, kogo wszyscy omijali szerokim łukiem.
I ktoś, kto wbrew wszystkiemu... zacznie ją przyciągać.

DIVINELY - End Of Beginning | HyunjinNhững tác phẩm khiến độc giả say mê. Hãy khám phá bây giờ