We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

Prolog

11 1 0
                                        

Ciemność.

Znałam ją dobrze. I zawsze się jej bałam.
Nie była zwykłą ciemnością — pustą, spokojną. Ta żyła. Oddychała gdzieś w kątach, w szczelinach między betonowymi ścianami. Zawsze miałam wrażenie, że coś się w niej czai. Że obserwuje. Czeka.

Siedziałam na zimnej podłodze, podciągając kolana do piersi. Beton był wilgotny i lodowaty, a w powietrzu unosił się zapach stęchlizny. Czas odmierzały tylko krople wody spadające gdzieś z sufitu.

Kap.

Kap.

Kap.

Słuchałam ich w milczeniu.

Jak tu trafiłam?

Jeszcze niedawno byłam zwykłą dziewczyną. Ledwo skończyłam liceum. Ledwo skończyłam osiemnaście lat. Powinnam myśleć o studiach, pracy, przyszłości.

Zamiast tego siedziałam zamknięta w piwnicy.

Znałam to miejsce. Za dobrze.
To była moja kara.

Betonowe ściany były mi znajome. Pęknięcia w podłodze. Stare, zabite od zewnątrz okno, przez które wpadała tylko cienka, szara szczelina światła. Nigdy nie wystarczało go, żeby zobaczyć wszystko — tylko tyle, żeby wiedzieć, że nadal tu jestem.

Nie było tu nic.

Żadnych wygód.

Żadnej wody.

Żadnej toalety.

Tylko plastikowe wiadro stojące w kącie.

Tym razem nawet nie było potrzebne.
Nie jadłam. Nie piłam. Nawet nie wiedziałam już jak długo.

Dni przestawały mieć znaczenie w miejscu, gdzie nie było światła.
Spędzałam tu prawie cały czas. Tylko na chwilę pozwalano mi wyjść na górę, żeby zrobić pracę domową. Żebym nadal wyglądała jak normalna córka. Jak ktoś, kto ma normalne życie.

Kiedyś było inaczej.

Kiedyś mnie bili.

To było prostsze.

Ból znikał po kilku dniach.

Ale siniaki zostawiały ślady. A ślady prowadziły do pytań. Nauczyciele zaczynali się przyglądać. Ludzie zaczynali pytać.

Więc znaleźli lepszy sposób.

Ciszę.

Teraz moim jedynym zadaniem było siedzieć tutaj... i być cicho.

Problem w tym, że nie zawsze się dało.
Bo był jeszcze głos.

Pojawiał się niespodziewanie.

Czasami szeptał coś z kąta piwnicy. Czasami brzmiał jakby był tuż obok mnie. Czasami... jakby był w mojej głowie.

Nie wiedziałam, czy jest prawdziwy.

Czasem dawał rady.

Czasem mówił rzeczy, które brzmiały jak pocieszenie.

Czasem tylko milczał... a ja mimo to czułam jego obecność.

Jakby ktoś siedział w ciemności razem ze mną.

Jakby czekał.

Nie wiem, kim jest.

O ile w ogóle istnieje.

Ale z każdym kolejnym dniem zaczynam się zastanawiać, czy to nie jest znak, że powoli... wariuję.

A może...
może w tej piwnicy naprawdę nie jestem sama.

UPADŁY ANIOŁStories to obsess over. Discover now