1

74 8 2
                                        

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.

Ups! Ten obraz nie jest zgodny z naszymi wytycznymi. Aby kontynuować, spróbuj go usunąć lub użyć innego.



28.03.2025

— Ty jesteś nienormalna — rzuciłam, obrzucając dziewczynę sceptycznym wzrokiem.

Przede mną stała dziewczyna z ogromną, papierową reklamówką, która prawdopodobnie była zapełniona jedzeniem oraz dwoma butelkami czerwonego wina. Ledwo, to trzymała.

— Od razy nienormalna — sarknęła, wymijając mnie w progu i weszła do mieszkania. — Po prostu umilam ci wieczór. — dodała, wzruszając ramionami.

Pokręciłam z politowaniem głową, ale zamknęłam za nią drzwi i ruszyłam za nią.

Salon prezentował się w odcieniach czerni i bieli, co zresztą było motywem przewodnim całego mieszkania. Panował tu minimalizm, prosta, czarna kanapa, przed nią mały stolik kawowy i oczywiście duży telewizor. Pod kanapą znajdował się biały, miękki dywanik. Przy ścianach stały białe meble, a na nich minimalistyczne ozdoby. Korytarz prowadzący do salonu był pokryty monotonicznymi obrazami przedstawiającymi mój zawód.

— Mogłabyś dodać tu trochę roślin czy coś — powiedziała, stawiając na stolik kawowy torbę. — Ponuro tu.

— Ta, wszystkie rośliny jakie tu były gniły po tygodniu — zironizowałam i podeszłam do niej. Z ciekawości zajrzałam do torby. — Planujesz nakarmić stado wilków? — parsknęłam, widząc cztery, wielkie opakowania sushi.

— No bo widzisz — zaczęła, drapiąc się po karku, a ja już wiedziałam, że nie będziemy siedzieć tu same.
W ostatnim czasie moje mieszkanie było schroniskiem dla bezdomnych.

— Nie żartuj sobie. — wycedziłam, rzucając w nią poduszką. — Kto tym razem?

— Mateusz i Szymon. — odpowiedziała, a w tym samym czasie zadzwonił dzwonek do drzwi. Ostatni raz spojrzałam na blondynkę, dając jest znak, że ostatni raz to się dzieje.Otworzyłam drzwi, ale moim oczom ukazało się więcej niż dwie osoby.

— Mirella! Jak miło cię widzieć! — wykrzyczał Zawistowski, rzucając się na mnie. Gdyby nie to, że się przytrzymałam drzwi, to byśmy polecieli na podłogę.

— Ta, ciebie też — odpowiedziałam smętnie i odepchnęłam go od siebie. Byłam zła, bo zawsze działo się to samo.

— No uśmiechnij się w końcu, mamy alkohol. — dodał i wskazał na Badowskiego, który faktycznie trzymał w ręce reklamówkę z asortymentem. Wywróciłam oczami a gestem ręki zaprosiłam ich wszystkich do środka.

Żaba, Lila, Badowski i Sobel. Z każdym z nich przywitałam się.

— Z tego co słyszałam miały być dwie osoby, a nie cztery, nie żeby coś oczywiście — oznajmiłam podchodząc do kanapy, gdzie każdy już na niej siedział.

— Tak właściwie, to miał wbić jeszcze Oskar, ale jest pantoflem. — oznajmił Żabson, czego nie skomentowałam.

O kiedy wróciłam do Polski Klara zadbała o to, abym czuła się tu jak w domu. Zapoznała mnie ze swoimi znajomymi, którzy ucieszyli się na nową osobę w grupie. Byłam jej wdzięczna za pomoc w odnalezieniu się na nowo, ale z czasem ci ludzie mnie po prostu wkurwiali. Na przykład jak dzisiaj.

Ignorując irytację, zaczęłam rozmawiać z dziewczynami na babskie tematy. Lila opowiadała o swojej nowej współpracy, była zachwycona i szczęśliwa, bo to było jej marzenie. Klara zaczęła rozmowę o tworzeniu nowego albumu razem z Badowskim dla Oskara. Którego poznałam parę dni temu, ale jakoś nie był skłonny do wychodzenia. Znajomi tłumaczyli, że ma kłopoty w raju, nie komentowałam.

Opowiedziałam im o swoim ostatnim wybiegu w Londynie, który był ostatnim w tym sezonie. Następny mam dopiero w grudniu, co mnie cieszy, bo mogę się skupić na sobie. Z kolei współpracę też mam zakończone i póki, co nie muszę stawiać się na sesjach zdjęciowych.
Tak minął nam wieczór, gdzie chłopaki popijali drinki, które własnoręcznie zrobili. Próbowali zdemolować kuchnie robiąc mohito, ale i tak im się nie udało, więc skończyli popijając jagermaistera z redbullem.

Rozmowy toczące się w salonie przerwał charakterystyczny dźwięk dzwonka do telefonu. Wszyscy spojrzeliśmy na urządzenie leżące na stoliku, należało do Mateusza, który prędko go wziął do ręki i przystawił do ucha.

— Zajęty jestem, a co? — powiedział — No jestem u znajomej Klary z chłopakami. Do studia? O tej porze? Człowieku jest zaraz pierwsza. Czekaj, zapytam. — przerwał, i spojrzał prosto na mnie. — Wbije tu jeszcze czterech ziomali, git? — zapytał, ale zanim zdarzyłam odpowiedzieć, wrócił do telefonu. — Jasne, wpadaj. Zaraz ci wyślę.

— Ty jesteś normalny? — zapytałam z pozoru spokojnie — Nie będziesz mi robić imprezy na chacie.

— Oni tylko na chwilę omówić nutę — odpowiedział Mateusz, po czym upił łyka że szklanki. Wywróciłam oczami i spojrzałam na Klarę, która posyłała mi przepraszające spojrzenie.

Wtedy jeszcze nie wiedziałam dlaczego.

— A znam ich chociaż? — zapytałam, wracając wzrokiem do degenerata. Ten tylko pokręcił głową na boki i zaczął rozmawiać z chłopakami.

Sama znów zaczęłam rozmawiać z dziewczynami na mniej ważne tematy. Zapominając o sytuacji śmiałam się z żartu jednej z nich, dopóki nie usłyszałam dźwięku dzwonka do klatki. Kiedy już chciałam wstać, wyprzedził mnie Zawistowski, który wręcz pobiegł do domofonu. Zaśmialiśmy się wszyscy kiedy potknął się o własne nogi i w ostatniej chwili złapał się ściany.
Nie minęły dwie minuty, a z korytarza zaczęły dobiegać nowe głosy, które wydawały się dziwnie znajome. Z wyczekiwaniem wpatrywałam się w przejście. Kiedy jednak wyłoniła się z niego pierwsza osoba diametralnie moje ciało zesztywniało.

W progu stał człowiek, który prawie rok temu wywrócił moje życie do góry nogami. Pokazał, co znaczy wolność w każdym tego słowa znaczeniu i beztroska. Jego włosy już nie przypominały platyny po przejściach, tylko zadbane, brązowe kosmyki.
Za nim pojawili się jego znajomi, których również znałam. Tadek, Krzysiu i Franek. Byłam głupia, że nie dopytałam Żaby, kto konkretnie przychodzi, bo miałabym szansę na ucieczkę.

Jako pierwszy wzrokiem odnalazł mnie pulchny mężczyzna, który wyszczerzył oczy na mój widok. Zauważalnie kopnął w kostkę Stanislawskiego, który także zwrócił na mnie uwagę. Ale on nie ukrywał swego zdziwienia. Krzysiek został w tyle, więc go nie widziałam, aż w końcu znów spojrzałam w stronę degenerata.

Nasze spojrzenia, jakby w powolnym tempie skrzyżowały się ze sobą. Dreszcz jaki przeszedł po moim ciele zjeżył każdy włos na skórze.

Niczego świadomy Mateusz wrócił na swoje wcześniejsze miejsce i zaprosił gestem dłoni chłopaków, którzy z każdym się przywitali zbiciem piątki. Nie przerywając kontaktu wzrokowego z szatynem, nerwowo upiłam ze słomki sok pomarańczowy.

— Zapomniałbym, Mirella, to Franek, Tadek, Krzysiek i Michał. — wskazywał pokolei na osoby, które doskonale znałam.

Nad nami zawisła niezręczna cisza, która przerywana była jedynie ciężkimi oddechami i nic nie rozumiejącymi spojrzeniami. Wpatrując się w czekoladowe oczy Matczaka, ujrzałam błysk, który zawsze był zwiastunem kłopotów.

— Tak właściwie, to się znamy — przerwał ciszę, Michał, dalej lustrując mnie wzrokiem. Wykrzywił usta w ten swój typowy, cyniczny uśmiech. — Co nie, lala?

Spotkanie go po tak długim czasie rozbiło moje poukładane życie w drobny mak, a zarazem sprawiło, że znów poczułam się wolna.

LLORET DE MAR | MATAOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz