W królewskiej jadalni jak zwykle było spokojnie.
Chwila... przecież tam nigdy nie było spokojnie. Powodował to młodszy z książąt, który zawsze miał w sobie pełno energii i często jako pierwszy rozpoczynał rozmowę. Teraz jednak jego krzesło było puste.
– Ciekawe, kiedy przyjdzie August – powiedział Leon, siedemnastoletni młodzieniec z elegancko ułożonymi blond włosami i zielonymi oczami.
– Dokładnie w tym momencie! – usłyszeli radosne wołanie. Po chwili do jadalni wszedł August, którego rude włosy były jeszcze bardziej rozczochrane niż zwykle. Młodszy o dwa lata książę usiadł na krzesło obok brata. Miał uśmiech na twarzy, a w jego brązowych oczach błyszczały iskierki szczęścia. – Wiem, że znowu się spóźniłem, ale testowałem nowy miecz. Dostałem go wczoraj od kowala i... – przerwał, wyczuwając dziwną atmosferę. Uśmiech powoli zniknął z jego twarzy, gdy zobaczył poważne miny rodziców i starszego brata. Wyglądali na spiętych.
– Czy coś się stało? – zapytał, nawet nie ruszając jedzenia.
– Dzisiaj po południu będzie tu twój przyjaciel – odpowiedział król Ramiro, mężczyzna z brązowymi włosami i zielonymi oczami, który siedział u szczytu stołu.
– Silver? – książę od razu się domyślił.
– Nie tylko on. Księżniczka Lydia oraz Daphne również przybędą – dodał Leon, natomiast August zmarszczył brwi.
– Chwila. Księżniczka, rozumiem. Ale Silver, czarodziej z Lunarii i Daphne, zwykła dziewczyna z wioski? Dlaczego oni mają stawić się w zamku? I dlaczego dowiaduję się o tym dopiero teraz? – starał się, by jego głos nie brzmiał zbyt pretensjonalnie, ale czuł narastającą irytację.
– Ciągle jesteś czymś zajęty. Zamykasz się w pokoju lub spędzasz czas na placu treningowym – odparł Ramiro. – Uznaliśmy, że najlepiej będzie powiedzieć to dzisiaj. Ta sprawa... dotyczy również ciebie.
August westchnął.
– Rozumiem – mruknął, choć tak naprawdę niczego nie rozumiał. Zaczął jeść, uznając, że drążenie tego tematu nie ma sensu.
Po śniadaniu wrócił do swojego pokoju. Na biurku leżała otwarta księga z biblioteki pod tytułem „Sztuka Tworzenia Łuków". Za półtorej miesiąca Leon kończył osiemnaście lat, a August chciał podarować mu własnoręcznie wykonany łuk.
Zaczął go robić kilka miesięcy wcześniej i po paru nieudanych próbach, w końcu był na dobrej drodze do skończenia. Zostało mu tylko ostatnie szlifowanie, jednak nie wiedział, jak się za to zabrać. Wziął książkę do ręki, po czym zaczął czytać kolejny raz o tym, w jaki sposób uformować drewno na samym końcu.
Czytał ten sam rozdział kilka razy, nie mogąc zrozumieć, jak to zrobić. To było o wiele trudniejsze, niż się wydawało. Zanim się zorientował, minęło kilka godzin i nastało południe. Zjadł z rodziną obiad w jadalni, a gdy skończyli, do stołu podszedł Lucius, kanclerz królestwa.
– Wasza Wysokość, goście przybyli – oznajmił sztywno, wyprostowany jak zwykle. Jego fioletowe, długie włosy były związane z tyłu, a ciemnobrązowe oczy przenikliwe i chłodne. Ramiro kiwnął głową, po czym wstał od stołu, a zaraz po nim zrobiła to pozostała trójka. Zeszli do głównej sali, gdzie już czekały trzy rodziny.
Księżniczka Lydia stała wraz ze swoimi rodzicami, królową Rosaline i królem Edmundem. Od każdego z nich biła dostojność, widoczne szczególnie w idealnie dopasowanym, niebieskim garniturze króla do jego czarnych włosów i brązowych oczu, a także szmaragdowej, długiej sukni królowej oraz naszyjniku, który lśnił na jej szyi. Miała też perfekcyjnie ułożone, rude, bardzo długie włosy, które były w połowie spięte z tyłu. Zarówno matka Silvera, jak i Daphne wyglądały skromniej, ale na ich twarzach było to samo zmartwienie, co członków rodziny królewskiej.
YOU ARE READING
Ścieżka czterech serc
FantasyNikt by nie przypuszczał, że czwórka nastolatków będzie musiała uratować świat. A jednak przepowiednia wyraźnie wskazuje, że to oni mogą zniwelować trującą mgłę, która rozprzestrzenia się po królestwach. Mimo strachu, wyruszają w podróż, nie chcąc d...
