W Nowym Jorku była ciemna deszczowa noc i choć większość ludzi nie spało młoda dziewczyna ubrana w cienki dres wzbudzała zainteresowanie przechodniów. Dziewczyna wydawała się nie przejmować tym tylko szła jak w transie do tylko sobie znanego celu.
-Nie jest ci zimno? Usłyszała wreszcie nieznajomy głos ale nie odwróciła się tylko skręciła w ciemną uliczkę i w drapała się na dach za pomocą drabiny przymocowanej do budynku.
-Dam radę. Szepnęła gdy podeszła do krawędzi budynku trzęsąc się ze strachu i zimna. Krople deszczu zaczęły mocniej spadać tak jakby chciały ostatni raz pożegnać się z blądynką, która biorąc głęboki wdech zrobiła krok do przodu ale zamiast spaść poczuła mocny uścisk na swoich ramionach.
-Mam nadzieję że się potknęłaś a nie chciałaś skoczyć. Oparł bardzo naiwnie nieznajomy, ale nastolatka milczała wpatrzona w wysokie budynki więc mówił dalej: -Chodzi odprowadzę cię do domu.
-Nie! Wrzasnęła wyrywając się z jego uścisku i o mało co nie spadła by.
-Uważaj bo zaraz spadniesz. Kiedy dziewczyna spojrzała na swojego wybawce zamurowało ją. Spider-Man uśmiechną się wesoło choć nikt nie mógł tego zobaczyć.
-I dobrze. Psujesz mój plan. Warkęł wściekła nastolatka popychając mocno bohatera, chłopak mimo sprzeciwu dziewczyny i jej zachowania ponownie chwycił ją.
-Puszczaj mnie! Myślisz że możesz wszystko bo jesteś jakimiś pie*onym super bohaterem! Jesteś tylko kolejnym pupilkiem Avengers'ów który…. Przerwała widząc jak Spider-Man na nią parzy, jego oczy przepełnione były bólem i smutkiem oraz czymś czego blądynka nie mogła określić. Co mi odbiło? Przecież ja go wcale nie znam.
-Prze…pra…szam nie po… win… nam. Zająknięła się spuszczając wzrok na swoje dziurawe buty które już dawno powina wyrzucić do kosza. - Dla tego… chcę to… skączyć. Świat… nie jest… idealny ale… jest na nim za dużo zła… nie wytrz… ymuje już tego… tej presji… tego wszyst… kiego. Jestem śmieciem! Wrzasnęła w przestrzeń i skoczyła, spadając poczuła się wolna ale to nie trwało długo bo Spider-Man złapał ją zanim spotkała się z ziemnią. Szarpiąc się chciała się mu wyrwać ale on chwycił ją mocniej mówiąc głośno:
-Albo dasz się odprowadzić do domu albo będę zmuszony aby prowadzić cię do domu dziecka. Co wybierasz? Spytał stanowczo zamaskowany.
-Odwal się! Chce…. *westchnęła *Wolę dom dziecka. Odparła nawet na niego nie patrząc.
-Na serio? Wolisz dom dziecka?
-Taakk sam pytałeś o moje zdanie.
-Mam jeszcze jedno rozwiązanie. Odparł nie pewnie chłopak.
-Wolę dom dziecka.
-Dobra, jak masz na imię i nazwisko?
-Sophie tyle powinno Ci wystarczyć.
-Uh. Mruknął Spider-Man prowadząc ją do najbliższego domu dziecka.
***
Dom dziecka do którego została za prowadzona nastolatka wyglądał w środku i na zewnątrz jak przedszkole. Kolorowe ściany i sufit były w różnych obrazkach a na dywanie widniały małe zwierzątka.
-Zabrałeś mnie do przedszkola? Spytała wrednie, rozglądając się zaskoczona.
-Tak wygląda tylko dół młoda damo. Odparła wyniośle niska kobieta w okularach będąc najwyraźniej opiekunką. Spider-Man wyjaśnił po części to co o niej wie, ale nastolatka ich nie słuchała tylko wpatrywała się w tęczowe drzwi z kłódka.
-Jestem Pani Komoly a ty Sophie tak. Jak masz na nazwisko i ile masz lat?
-Mam czternaście lat, moje nazwisko nie istnieje. Odpowiedziała grzecznie.
-To nie jest odpowiedź na moje pytanie. Pani Komoly westchnąła teatralnie i spojrzała na Spider-Man.
-Moje nazwisko brzmi Lechuza. Odparła zrezygnowana nastolatka.
-Dobrze Sophie, zaprowadze cię do pokoju. Kiedy ruszyły do jednego z wielu pokojów zauważyła że kolory zniknęły z sufitu i podłogi a ściany zostały przytłumione. Nastolatka poczuła się dziwnie wchodząc do małego pokoju bez okna i z poniszczonym łóżkiem.
-Śniadanie jest o szóstej, potem wyślę cię do rodziców. Myślałaś że ich nie znam ? Tylko rozpieszczony bachor by z tamtąd uciekł. Odparła wyniośle wychodząc z pokoju i go zamykając na klucz. Pani ich nie zna! Sophie rozpłakała się opadają na kolana.
Tydzień później
-Wróciłam. Powiedziała bez energii nastolatka wchodząc do kuchni.
-Co tak późno? Spytał ojciec podchodząc do przestraszonej dziewanny.
-Nauczyciel nas zat…. Zanim zdążyła zareagować upadła bezwładnie na szafkę.
-Łżesz! Krzyk rozległ się w całym budynku. Sophie przestraszona ostatkiem sił wybiegła z domu i choć wiedziała że rodzice ją znajdą nie mogła tam zostać. Świat jest nie sprawiedliwy! Blądynka siedziała w parku na trawie i patrzyła jak rodzice z dziećmi wracają do domu. Mnie nigdy nie spotyka nic dobrego! Moim błędem było że się urodziłam! Księżyc powoli pojawiał się na niebie a zło wychodzilo ze swoich kryjówek, ale dziewczyna wolała zostać w parku niż wracać do domu.
-To niebezpieczne tak tu siedzieć. Odparł chudy chłopak z czekoladowymi oczami w za dużej bluzie.
-Mogłam bym powiedzieć to samo do ciebie. Warknęła dziewczyna naciągając na głowe kaptur, chłopak nie zrażony usiadł obok niej i zaczął ją obserwować.
-Co się gapisz? Nastolatka odsunęła się.
-Kojarzę cię. Wyznał z wielkim uśmiechem.
-Spadaj. Nie znam cię więc się nie zbliżaj bo zadzwonię na policję! Gwałtownie wstała i —to był błąd —upadła na trawę.
-Nic ci nie jest. Spytał zmartwiony
-Nie twój interes. Warknęła próbując wstać ale jej obolałe ciało odmówiło posłuszeństwa więc chłopak podał jej rękę.
-Czego nie rozumiesz w słowie „Spadaj“?
-Pomogę Ci wstać i odejdę.
-Nie wierzę ci! Lepiej będzie jak odejdzie teraz. Powiedziała Sophie widząc swoją matkę na horyzoncie : - Jak chcesz mi pomóc to odejdzi i to JUŻ PROSZĘ! W jej oczach pojawiły się łzy a głos zaczął się jej łamać.
-Pomogę Ci. Chłopak uparcie nalegał.
-Proszę. Szepnęła gdy jej rodzicielka stanęła obok z przerażającą miną.
-Co tu się dzieje? Spytała głosem który mógłby zamrozić nawet ogień.
-Upadłam a on zaoferował mi pomoc. Wyjaśniła pośpiesznie dziewczyna, wstając.
-Aha, wracajmy do domu robi się zimno. Kobieta odwróciła się zarzucając przy tym swoimi długimi rudymi włosami. - Sophie!
-Już idę mamo. Przestraszona nastolatka podbiegła do kobiety. Chłopak odprowadził je wzrokiem aż nie zniknęły za drzewem. Co z tą dziewczyną jest nie tak? Muszę jej pomóc tylko jak? Nie przyjmie pomocy od Spider-Man a jako Peter nic nie zrobię. Peter wyszedł z parku ubrany w strój Spider-Man i postanowił przyjrzeć się Sophie oraz jej rodzinie. ______________________________________
Zachęcam do pisania komentarzy i oceny
ESTÁS LEYENDO
Za słaba by Walczyć.
FantasíaSophie jest wyśmiewana w szkole a w domu znęcają się nad nią rodzice spotkanie z przyjaznym pajączkem zmienia jej życie o sto osiemdziesiąt stopni ale. Czy dziewczyna poradzi sobie z tym wszystkim? A może tajemniczy nieznajomy pokaże jej jak żyć pe...
