~Lee Minho~
Był piękny sobotni dzień, wstałem o świcie słońca. Właśnie przeprowadziłem się rodzicami i nie mam pojęcia gdzie co jest. Wstałem więc i wybrałem ciuchy na dziś. Ubrałem się i zszedłem na dół na śniadanie, które już robiła moja mama. Wraz z matką usiadłem przy stole i zaczęliśmy jeść śniadanie, po krótkim delektowaniu się posprzątałem po śniadaniu i dałem swoim kotkom jedzenie. Po czym poszedłem do salonu, odpaliłem grę video i tak spędziłem połowę dnia. Skończyłem grać około godziny 21:49 wyłączyłem grę i poszedłem się wykąpać. Po wykąpaniu ubrałem się w piżamę i poszedłem spać.
Następnego dnia
Wstałem około godziny 12:23 ubrałem się i poszedłem pospacerować po okolicy. Idąc przez miasto zobaczyłem jakiś sklep, który był otwarty i postanowiłem do niego wejść. Postanowiłem kupić coś na dzisiejszą kolację. Idąc przez alejki wpadłem na wyższego od siebie chłopaka, był umięśniony, brązowe włosy lekko potargane. Miał na sobie zwykle szare dresy i obcisłą koszulkę która podkreślała jego mięśnie. Na sobie poczułem spojrzenie niebieskookiego mężczyzny. Czułem że policzki robią mi się czerwone.
- P-przepraszam... - powiedziałem jąkając się.
- Chodzić nie umiesz, idioto? - warknął na mnie.
- Przepraszam nie zauważyłem cię... - mruknąłem cicho i niepewnie.
Po chwili ciszy brązowowłosy odpowiedział:
- No dobra, następnym razem uważaj bo ci przypierdolę. - powiedział i odszedł.
Wziąłem to co uznałem że będzie dobre na kolację, poszedłem do kasy i zapłaciłem za to. W tym momencie telefon mi zadzwonił, więc odebrałem.
- Halo? Kto dzwoni? -spytałem gdy przyłożyłem telefon do ucha. - Coś się stało?
- Cześć Minho, gdzie jesteś? Nie ma cię już ponad dwóch godzin i zaczęłam się martwić.-odpowiedział cichy i łagodny głos mojej matki. - Wracasz już do domu? Czekam już na ciebie z obiadem.
- Tak, właśnie miałem już wracać. Za około 30 minut będę w domu. - odpowiedziałem.
- Dobrze, będę czekać, wracaj bezpiecznie do domu. Do zobaczenia. - po tych słowach sygnał się urwał co oznaczało że się rozłączyła.
Zaczęłam wracać do domu, szedłem i zobaczyłem uroczego małego rudego z białym brzuszkiem kotka. Maluch grzebał w śmieciach, pewnie szukał pożywienia, podszedłem powoli aby go nie wystraszyć. Wyciągnąłem kanapkę z szynką, którą kupiłem i podałem temu kociakowi. Te małe stworzenie niepewnie podeszło do kanapki i zaczęło powoli jeść. Pogłaskałem kotka i wstałem odejść. Jakoś 30 minut później wszedłem do domu.
- Wróciłem! - krzyknąłem. Ściągnąłem buty i kurtkę. Po czym poszedłem do kuchni. - Co dziś na obiad?
- Zrobiłam twoje ulubione, mam nadzieję że jesteś głodny. - powiedziała łagodnie moja matka.
Usiadłem przy stole, a mama postawiła przede mną talerz z parującym obiadem. Zapach od razu sprawił, że poczułem, jak burczy mi w brzuchu.
- Wygląda świetnie - powiedziałem cicho, chwytając za widelec.
- Cieszę się - uśmiechnęła się lekko i usiadła naprzeciwko mnie. - Jak minął spacer?
Zawahałem się na moment, po czym wzruszyłem ramionami.
- W porządku. Miasto jest... inne niż nasze poprzednie - odpowiedziałem wymijająco.
Matka przyjrzała mi się uważnie, jakby chciała zapytać o coś więcej, ale ostatecznie tylko skinęła głową.
- Przyzwyczaisz się - powiedziała łagodnie. - Zawsze tak jest na początku.
Jedliśmy w ciszy, która wcale nie była niezręczna. Czułem się spokojniejszy, jakby ten dom powoli zaczynał być naprawdę moim domem. Gdy skończyłem, wstałem i zaniosłem talerz do zlewu.
- Pójdę do siebie - oznajmiłem.
- Dobrze. Odpocznij - odparła rodzicielka.
Wszedłem po schodach do swojego pokoju i zamknąłem za sobą drzwi. Usiadłem na łóżku i spojrzałem w sufit. W głowie wciąż miałem obraz brązowowłosego chłopaka ze sklepu i jego chłodne spojrzenie.
- Co za typ... - mruknąłem do siebie.
Położyłem się na łóżku, nie zdejmując nawet bluzy. Zamknąłem oczy, próbując przestać o nim myśleć, ale im bardziej się starałem, tym wyraźniej widziałem jego twarz.
Nie miałem pojęcia, że to spotkanie nie było ostatnie.
