Zapowiedź + ankieta (tu nie ma porno)

122 13 35
                                        

N: To taka... próbka. Na końcu będzie ankieta o tym, czy rozwijać to w wieloczęściowe opowiadanie, czy może jednak porzucić pomysł.

To AU, w którym większość rzeczy po Endgame się nie wydarzyła, soł nie ma tutaj Thunderbolts ani wątku kongresu, bo gdybym to rozwinęła w przyszłości, trochę by przeszkadzały. Po Endgame, czyli Endgame się wydarzyło i wiemy kto zrobił co. 
Ta część to crossover ze światem Earth-16832 z serii "Planet Hulk". 

+ kiedy pada słowo "bracie', to nie chodzi o, wiecie, brata-brata, a raczej takiego bro, z którym ma się pakt

***

Bucky lubił puszczać kaczki.

Był w tym dobry. Nauczył się tego z tego samego powodu, dla którego uczył się większości nowych rzeczy na Brooklynie, w starym, innym życiu. Żeby zaimponować Steve'owi Rogersowi. Trochę się popisać, zatrzymać na sobie to jego wiecznie wędrujące spojrzenie. Steve nie dawał się łatwo zachwycić, nawet jako dziecko, ale dwunastoletni Bucky Barnes sprawiał, że te jasnoniebieskie oczy rozszerzały się z podziwu częściej niż dla kogokolwiek innego. Cóż, poza poza Sarah Rogers.

Próbował nauczyć Steve'a, ale ten zawsze wolał siedzieć i patrzeć, jak Bucky rzuca. A Bucky'emu ten układ w zupełności odpowiadał.

Teraz nie było nikogo, kto mógłby patrzeć.

A jednak Bucky nadal lubił puszczać kaczki na jeziorze. Gdzieś pod spokojną taflą, pod łagodnymi kręgami fal, spoczywała pęknięta tarcza, którą wrzucił tam w... Bucky nie lubił o tym myśleć.

Właściwie nie lubił ostatnio myśleć o niczym.

***

Ktoś zapukał do drzwi i Bucky wiedział, że to Sam.

Miał co prawda bransoletkę z koralikami kimoyo podłączoną do całego systemu monitoringu, ale urządzenie leżało gdzieś na stoliku przy łóżku. Nie musiał jednak sprawdzać. Sam był jedyną osobą, która wciąż go odwiedzała. W lepsze dni Bucky czuł wdzięczność za tę upartą lojalność, choć bywała też irytująca.

W gorsze dni...

Gdy otworzył drzwi, Sam stał tam cały w gwiazdach i pasach. Dominująca biel jego munduru pasowała do niego jeszcze bardziej teraz, kiedy skronie powoli zaczynały mu siwieć. Bucky, patrząc na niego, nie potrafił powstrzymać myśli o własnej twarzy. Zmęczonej, wychudzonej, a jednak pozbawionej zmarszczek, z wciąż ciemnymi włosami.

Technicznie miał ponad sto jedenaście lat, ale naprawdę żył mniej niż połowę z tego, Steve'owi starzenie się zajęło niemal... Nie.

— Wszystko w porządku? — zapytał Sam, a Bucky uświadomił sobie, że po prostu stał w drzwiach i gapił się na niego bez słowa.

Sam nie wyglądał na zaskoczonego ani nawet szczególnie zaniepokojonego. Bardziej na pogodzonego z tym stanem rzeczy.

— Nic mi nie jest — powiedział cicho Bucky. — Wejdź.

Sam nie krył się z rozglądaniem po wnętrzu. Bucky podążył za jego spojrzeniem, próbując zobaczyć to miejsce cudzymi oczami.

Nie było duże. Drewniana chatka zbudowana dla dwojga, ale zamieszkana przez jedną osobę. Salon był w miarę uporządkowany. Trochę kurzu tu i ówdzie, samotna skarpetka rzucona na kanapę. Bywało gorzej.

— Herbaty? — zapytał Bucky, bardziej z przyzwyczajenia niż z gościnności. Nie miał ochoty jej parzyć.

— Daruj sobie te swoje wygotowane liściaste paskudztwo — mruknął Sam.

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Feb 17 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

Stucky | 18+ i nie tylkoWhere stories live. Discover now