Jesienne liście chrzęściły pod stopami Hermiony, gdy rozluźniła uścisk na zardzewiałej konewce i wylądowała na leśnej ziemi. Gęste drzewa nad głową zasłaniały ostatnie promienie słońca, rzucając cień na otoczenie, mimo że była dopiero nieco po szóstej wieczorem. Po włożeniu świstoklika do torebki z koralikami Hermiona wyciągnęła różdżkę, aby rzucić zaklęcie Lumos. Oświetlona końcówka wskazywała jej drogę, aż znalazła rzeźbę smoka na pobliskim drzewie, oznaczającą wejście dla gości do rumuńskiego rezerwatu smoków.
Przezroczysta zasłona, wibrująca magią, otaczała rezerwat ochronną kopułą. Hermiona poczuła instynktowną ciekawość, jakie zaklęcia są wystarczająco silne, aby powstrzymać tak potężne bestie, gdy nagle fioletowa smuga rozcięła rześkie wieczorne powietrze i ukazała stojącego kilka metrów dalej Charliego. Na policzkach Charliego pojawił się natychmiastowy uśmiech, a na dolnej wardze widoczna była rana.
Na słodką Kirke, nie była pewna, czy kiedykolwiek była tak szczęśliwa, widząc go.
Szeleszczące liście przetoczyły się po ziemi, gdy Hermiona zbliżyła się do niego, pozwalając Charlie'emu objąć ją mocno swoimi muskularnymi ramionami.
— Kiedy powiedziałem, żebyś przyjechała, kiedy tylko zechcesz, nie sądziłem, że to nastąpi tak szybko — powiedział Charlie, odsuwając się od niej. Przesunął palcami po rudych lokach, które powróciły do poprzedniej długości po tym, jak Molly kazała mu je ściąć na ślub Billa i Fleur. — Wszystko w porządku, siostrzyczko?
Hermiona przechyliła głowę.
— Wiesz, że nie możesz już tak do mnie mówić. Zwłaszcza teraz, kiedy Ron i Susan są zaręczeni.
— Oczywiście, że mogę — odparł Charlie, szturchając ją łokciem w ramię. — Zawsze będziesz dla mnie jak rodzina.
Hermiona przewróciła oczami. Dalsza dyskusja byłaby bezcelowa. Pomimo tego, że rozmawiała o tym z Charliem co najmniej tuzin razy, nic się nie zmieniło. W głębi serca kochała go za to jeszcze bardziej.
Poszła za Charliem przez szczelinę w barierach ochronnych, które automatycznie się zamknęły po ich przejściu. Świat zewnętrzny stał się wspomnieniem, gdy Hermiona zanurzyła się w otaczającym ją pięknie, rozciągającym się jak okiem sięgnąć. Bujne drzewa wyznaczały drogę do polany otoczonej dużymi, poszarpanymi górami, których szczyty wznosiły się tysiące stóp w niebo. W oddali rozlegało się ryczenie smoków, ale żadna z tych majestatycznych bestii nie była widoczna. Jej płuca wypełniły się świeżym, czystym powietrzem, a potem poczuła delikatny zapach kolacji unoszący się z pobliskiej stołówki. Była w rezerwacie smoków dopiero od kilku minut, a już czuła się bardziej spokojna niż przez ostatnie miesiące.
— Imponujące, prawda? — zapytał Charlie, dostrzegając podziw, który bez wątpienia malował się na jej twarzy.
Hermiona wpatrywała się w strome zbocza, które stanowiły dom dla setek smoków. — Rezerwat musi być ogromny.
— Ponad dwieście mil kwadratowych. Znacznie większy niż ten w Walii, prawda?
Hermiona zachichotała.
— Znacznie.
Zafascynowana, nie mogła oderwać wzroku ani stóp od okolicy, wędrując po pobliskich terenach, podczas gdy Charlie opisywał każde miejsce, które mijali. Każdy opiekun smoków, którego spotykali, witał Charliego miłym „dzień dobry" lub uprzejmym skinieniem głowy. Nic dziwnego, że Charlie był w dobrych stosunkach ze swoimi kolegami. Charlie kochał smoki, ale kochał też wszystkich, którzy podzielali jego pasję.
Być może — miejmy nadzieję — weekend spędzony w otoczeniu tej pasji ponownie rozbudzi coś w Hermionie.
Po pokazaniu jej rozległych pastwisk, na których hodowano owce przeznaczone do karmienia, Charlie zakończył wycieczkę w kręgu domków położonych między pniami drzew.
CZYTASZ
[T] Carpathian | Dramione
FanfictionRozległe góry rumuńskiego rezerwatu smoków stanowiły idealną okazję do odnalezienia siebie na nowo. Bujna przyroda. Majestatyczne bestie. Miało to być ucieczką dla Hermiony. Tyle że nie była jedyną osobą, która miała taki plan. Minęły cztery lata, o...
![[T] Carpathian | Dramione](https://img.wattpad.com/cover/407926603-64-k352822.jpg)