We've updated our Content Guidelines.
Review the latest guidelines to keep sharing stories safely.

First and last chapter

16 1 0
                                        

PoV: Aizawa Shota/Eraser Head

Przez ostatnie lata największą ilość zgonów odbyło się w starym opószczonym laboratorium które było pod przykrywką psychiatryka dziecięcego. Nieświadomi rodzice przekazywali tu swoje pociechy kiedy ich zachowanie było zbyt "niepokojące" dla każdego.

A to miejsce.. Było za bardzo niepokojące, zbyt mroczne.. Staliśmy przed dużym – opuszczonym przez wiele lat – budynkiem. Negatywna energia która biła z niego była.. Nie do opisania. Rzadko kiedy mniewałem takie uczucia, lecz czułem niepokój..

Spojrzałem na mojego dobrego przyjaciela – Yamadę Hizashi'ego. Wiedziałem że on też czuł to samo. Każdy zgromadzony czuł to samo

Razem z nami byli było kilkoro uczniów z UA. Szkoły w której nauczałem – Bakugo Katsuki, Todoroki Shoto, Kirishima Ejiro, Kaminari Denki oraz Shinso Hitoshi. Według Nezu – Dyrektora placówki – Nadawali się do misji. Nie wątpiłem w to.

— Nie rozdzielać się — Powiedziałem cicho, trochę chłodno lecz spokojnie.

Kiedy każdy był gotowy ruszyliśmy do środka. Po przekroczeniu progu, do nozdrza wleciał mi smród zgniłych rozpadających się ciał, krwi, pleśni i nie tylko. Najwidoczniej nie tylko ja czułem ten smród. 

Przez jakiś czas szliśmy w ciszy, od czasu do czasu zagłuszającej przez deszcz trafiajcy na posadzkę w ciężkim stanie. Wątpiłem by dało radę ją naprawić.

Kroki odbijały się głucho od ścian. Budynek był zbyt duży jak na ciszę, która w nim panowała. Zbyt… świadomy.

Zatrzymałem nas gestem dłoni, gdy poczułem to pierwszy raz.

Nie dźwięk.

Nie ruch.

Obecność.

Nie była agresywna. Nie była nawet wroga.

Była… uważna.

— Czujecie to? — mruknął cicho Todoroki.

Bakugo nie odpowiedział, ale jego postawa się zmieniła. Kirishima przestał się uśmiechać. Shinso zmarszczył brwi, jakby coś próbowało dostać się do jego głowy.

To nie był pojedynczy Dar.
To było coś, co powstało z długiego przebywania w tym miejscu.

Ruszyliśmy dalej, wolniej. W końcu dotarliśmy do dawnej sali obserwacyjnej. Jedno z luster było pęknięte, drugie całkowicie czarne, jakby ktoś je od środka zamalował. Sprzęt leżał porozrzucany, ale nie zniszczony. Raczej… porzucony w pośpiechu.

I wtedy to zobaczyłem.

Siedział na podłodze, plecami opartymi o ścianę, w miejscu gdzie kiedyś musiało stać łóżko. Sylwetka była drobna, za drobna jak na kogoś, kto powinien przetrwać tu tyle lat. Zielone włosy opadały na twarz, zasłaniając oczy. Ramiona obejmowały kolana w geście, który widziałem setki razy u dzieci… ale nigdy w takim miejscu.

Nie poruszył się, gdy weszliśmy.
Nie drgnął, gdy Bakugo syknął przekleństwo.

Oddychało spokojnie. Zbyt spokojnie.

— To… dziecko? — szepnął Kaminari.

— Nie — odpowiedziałem odruchowo. Sam nie wiedząc czemu.

Postać podniosła głowę powoli. Ruch był płynny, wyćwiczony. Jakby nauczył się, że nagłe gesty kończą się źle.

Oczy miał zielone. Zbyt jasne w tym
mroku.

— Nie powinniście tu być — powiedziało cicho.

Głos był młody. I stary jednocześnie.

— Jak się nazywasz? — zapytałem, robiąc krok do przodu.
Zielono włosy przez chwilę milczał. Jakby sprawdzał, czy odpowiedź jest bezpieczna.

Rezydent: Echo LaboratoriumStories to obsess over. Discover now