nasze piękne spotkanie <3

10 1 2
                                        

Obudziłem sie w samotny lecz słoneczny sobotni poranek. Po krotkim westchnieniu wstałem z łóżka i odsłoniłem zasłony, pozwalając promieniom wkraść się do mojego pokoju. Kolejny melancholjny poranek po śmierci mojek dziewczyny...Zszedłem na dół do kuchni, gdzie czekała na mnie moja mama.
-hej misiu, jak sie trzymasz? -spytała mnie kobieta otulona w fartuch kucharski.
-jak trzymał, tak trzymał... -mruknalem i usiadlem przy stole. Mama dala mi talerz z nalesnikami, moimi ulubionymi, z jej cieplym usmiechem na ustach.
-odpoczywaj sobie. ale przed tym, jak zjesz to mógłbyś mi kupic ziemniaki na dzisiejszy obiad?
Nie odpowiedzialem jej, cicho przeżywając. Po chwili wstałem bez słowa i poszedłem do pokoju się ubrać, obrazajac kobiete w moich myslach. zalozylem na siebie bluze i dresy, leniwie ulozylem wlosy i umylem zeby. wzialem pieniadze od mamy i bez slowa wyszedlem z domu.

Z airpodsami w uszach i dloniach w kieszeniach szedlem przez ulice, ignorujac znajome twarze chcace sie ze mna przywitac. czy nie widza ze jestem zajety? warczalem na nich cicho, odwracajac wzrok... w sklepie, jak zawsze, bylo tloczno. nie podobalo mi sie to. wzialem kilo ziemniakow i czekalem e kolejce z godzine w trakcie kiedy ludzie cos do mnie gadali. brak pospiechu kasjerki ktora wygladala na nowa mnie zaniepokoil. kobieta ruszala sie tak wolno i tak wkurzajaco nieogarniecie ze mi grala na nerwach bardziej niz tromba bomba na mandolinie...zaczalem sie wiec pchac, ucinajac ludzi w kolejce. ich kurzyki w moja strone byly jak miod dla moich uszy, zagluszone moja anielska muzyka ma sluchawkach.
-i..i....i.i.j.i.i..ile ziemniaczkow..? -kasjerka wymemlala w moja strone, wystraszonym wzrokiem spogladajac na mnie.
-nie wiem. policz sobie. kilogram -warknalem patrzac prosto w jej lekliwe oczy.
-prosze Pana, ja musze dac ilosc...
-policz sobie, powiedzialem. z 6, moze 7 ziemniakow.
-...o.o.o.o.o....ookej... -lekliwie policzyla worek moich ziemniakow- poltora zloty...
-nie...to nie mozliwe... -wyjalem portfel. poczulem sie wkurzony na jej persone, wiec zaplacilem jej jednogroszowkami i wyszedlem bez paragonu.

szedlem poddenerwowany ta sama ulica, gdy jakis klijent ze sklepu do mnie poszedl i szarpnal.
-ej mlody, co ty sobie myslisz?!
-co ja? co pan sobie mysli. ja tylko ide do domu.
-uciales mnie w kolejce!
-no i? spiesze sie..
Mezczyzna sie zamachnal, ale szybko ucieklem. biegnac do domu nie spojrzalem przed siebie, za siebie, w lewo ani w prawo...w ostatnim skrecie, kiedy juz go zgubilem, moim ocza ukazal sie samochod. uderzyl mnie, stracilem przytomnosc oraz moja torba ziemniakow rozsypala sie po autostradzie. czy to juz moj koniec?

moja mama, rozpaczona, w szpitalu siedziala przy moim lozku. spiaczka nie jest latwa rzecza do pogodzenia sie z. pewnego dnia, gdy zaczalem powoli otwierac oczy, dajac jej iskierke nadziei...prad sie wylaczyl w szpitalu. maszyny trzymajace mnie przy zyciu przestaly dzialac, konczac moje cierpienia i dobre mysli oraz szczescie matki.

lecz obudzilem sie raz jeszcze. biale chmury otaczaly mnie, a ja sam stalem na jednej z nich. przed moim oczami nagle ukazal sie aniol z duzymi, bialymi skrzydlami i oslepiajaca aureola...

You've reached the end of published parts.

⏰ Last updated: Jan 09 ⏰

Add this story to your Library to get notified about new parts!

&quot;jestes mym aniołkiem&quot;Stories to obsess over. Discover now