Rozdział pierwszy : Dług

233 24 13
                                        

Siedzę przy oknie w małej kawiarni przy Commonwealth Avenue, jak co wtorek, kiedy mam wolne od wszystkich obowiązków. Lubię to miejsce, bo mogę posiedzieć w kącie oparta plecami o murek, czytać książkę wypożyczoną z kampusowej biblioteki i nikt mi nie przeszkadza.

Przerzucam kolejne strony, zatopiona w lekturze, lecz co jakiś czas myślę o zajęciach, seminarium, pracy, którą powinnam dopiąć na ostatni guzik, i podczas krótkich przerw, w głowie układam kwoty za rachunki, sprawdzając czy mi starczy w tym miesięcy na czynsz, prąd, telefon, i jeszcze czy zostanie na jeden przelew, który zawsze wysyłam tacie.

Przenoszę wzrok ma ekran telefonu, gdyż wyświetla się nieznany numer. Nie zastanawiając się dłużej, odbieram od razu, bo mogą dzwonić z uczelni.

- Halo?

Po drugiej słyszę nieznajomy dla mnie męski głos.

- Dzień dobry. Czy rozmawiam z Isabellą Hart?

Isabella. Nikt już tak dawno nie użył mojego pełnego imienia. Dla znajomych jestem Bellą, dla taty kochaniem, dla wykładowców panną Hart.

- Tak - odzywam się niepewnie. - Kto mówi?

- Oficer Delgado, komisariat District A-1. Pański ojciec, Thomas Hart, znajduje się u nas. Prosił, żeby się z panią skontaktować.

Na sekundę cały świat wiruje mi przed oczami.

- Jest u was? - powtarzam idiotycznie, jakbym nagle przestała rozumieć angielski. - Co... co się stało? Czy...

- Żyje. - Oficer ucina krótko, jakby się spodziewał, że chce zapytać o wypadek i czy tata żyje. - Jest zdenerwowany i ma drobne obrażenia. Nic poważnego. Proszę przyjechać.

- Drobne obrażenia? - dopytuję.

- Panno Isabello, proszę po prostu przyjechać.

Chciałabym zapytać o tysiąc rzeczy. Czy ktoś go pobił? Czy miał wypadek? Czy to jakieś nieporozumienie? Ale w tym jak wypowiada to zdanie jest pewna aura, która skutecznie zamyka mi usta.

- Dobrze - ledwo jestem w stanie wypowiedzieć te słowa. - Już jadę.

Rozłączam się i przez chwilę siedzę nieruchomo. Tata nie pije, nie wdaje się w bójki po barach, tylko żyje wśród książek, w swojej małej księgarni w Charlestown. Należy do tego gatunku ludzi, których nie jesteś w stanie sobie wyobrazić, że siedzą w kajdankach, a jednak stało się coś, co go skutecznie musiało wyprowadzić z równowagi, iż tam trafił.

Wychodzę z kawiarni tak szybko, że omal nie zostawiam plecaka przy stoliku. W ostatniej chwili chwytam go i wybiegam na zewnątrz. Wiatr uderza mnie w twarz jak policzek. Natychmiast żałuję, że nie wzięłam grubszej kurtki. Naciągam kaptur i ruszam w stronę stacji metra, nie mogąc od siebie odpędzić myśli i wizji co mógł zrobić tata, że siedzi na komisariacie.

W wagonie jest tłoczno. Stoję przy drzwiach i próbuję normalnie oddychać, próbując odgonić od siebie te niepojęte myśli, które ciągle kotłują się w mojej głowie. To nie może być nic naprawdę strasznego, powtarzam sobie. Może ktoś włamał się do księgarni, a tata próbował zareagować?

Kiedy wysiadam, ruszam szybko w kierunku komisariatu. Po chwili już wchodzę do środka, przy recepcji podaję nazwisko, a po chwili pewna pani prowadzi mnie długim korytarzem. Tata siedzi na krześle w małym pokoju przesłuchań. Ma rozciętą wargę, plaster na łuku brwiowym i rozczochrane włosy. Dostrzegam, że próbuje zachować się neutralnie, ale jego złączone lekko drżą.

Kiedy mnie dostrzega, podnosi się tak gwałtownie, że krzesło skrzypi o podłogę.

- Kochanie... - zaczyna z wyraźną ulgą.

Moja Słodka Bella (+18)Stories to obsess over. Discover now