Żabomaniaczka

19 3 4
                                        

Dlaczego ludzie chwają ciała? przecież po odejściu ducha możnaby je uznać za przedmiot, jak każdy inny, do wykorzystania. Jeśli ktoś został zabity: trofeum mordercy, jeśli zatruty: przestroga dla innych. Dlaczego religia nakazuje pochuwek? Dlaczego zależy jej na skorupie, skoro duch trafił już do zaświatów?

Podniosłam się z fotela i zaczęłam krążyć po pomiszczeniu. Nigdy nie zrozumiem dlaczego ale tak myśli mi się najlepiej. Powtarzalne czynności pozwalają mi lepiej się skupić niż cisza. Nienawidze ciszy, myśli wydają się być zagłośne, do tego dochodzi dzwonienie w uszach i szum w głowie. To jest zdecydowanie nie dla mnie.

Na czym to ja? A właśnie: Czy nie lepiej by było wykorzystać ciało? choćby do hodowli roślin , które na szczątkach rosną najlepiej; do karmienia zwierzyny, która żywi się padliną, do nauki, doświadczeń, czy innych eksperymentów? Czemu ludzie testują na szczurach, skoro udowodniono, że ciało świń jest bardziej do ludzkiego podobne?

Rozejrzałam się wokoło, a mój wzrok padł na węża w przesroczystym terrarium, które otwirane było jeno od strony do której nie miałam dostępu, więc choćbym chciała wyjąć jadowitego gada nie miałam takiej możliwości.

Można tu wogule trzymać zwierzęta? Pewna jestem, że pani z naprzeciwka ma, a raczej miała, żabę, i jej ją zabrali. Tradycyjna "równość" ma tu coś do rzeczy, czy poprostu jej nie lubili i to dlatego? Wszyscy są równi, ale niektórzy są równiejsi.

Swoją drogą bidna kobieta, trafiła do wariatkowa po tym jak jej syn przedawkował orzechy. Co prawda puźniej się okazało, że to była alergia, ale to sprawa na inny moment. W każdym razie biadaczka popadła w paranoje, na szczęście puźniej jej przeszło, i ją wypuścili. Jednak zwolniona z pracy i nie zarabiając już z funduszu pieniądze powinna była wziąć za pryjorytet, jej stan niestety nie wrucił całkiem do normy, więc kompletnie "przetrwaniem" nie zaintetesowana zaczęła hodować żaby. Ale jaką piękną miała kolekcje!: szare, brązowe, zielone, w paski, kropki, ciapki, małe, duże, wydające najrużniejsze odgłosy; każdej nadała imie, każdą mogła rozpoznać choćby po jednym wydanym przez nie dźwięku..

Ta sielanka nie trwała niestety zbyt długo. Ci z domu bez klamek wkońcu odkryli, gdzie zapodziała się ich była towarzyszka, o której słyszeli, że wariatka i lepiej się z nią nie zadawać; i siłą zabrali do twierdzy z której PONOĆ nikt jeszcze nie uciekł. Nie pozwolono jej zabrać żadnej żaby, choć gotowa była urzyć wszelkich środków byleby nieopuszczać swojej nowej rodzinki. Staruszka była sprytniejsza niż mogliby się spodziewać, bo ukryła Gabrysię, małą żabkę o ciemnozielonej skurze, chowając ją w kieszeni płaszcza, który miała na sobie.

Odkąd ją poznałam jej go zazdrościłam bo to nie byle jaki płaszcz, tylko taki porządny, Nazwała bym go nawet taratatką a to bardzo szanowane przeze mnie słowo. Czy kapota polska z szamerunkiem nie brzmi cudnie!? 'Odzienie to ma wspaniałe złociste zdobienia, biegnące wzdłuż brzegów kapoty i rękawów w misternym szamerunku, który połyskuje przy każdym ruchu noszącego. Tkanina jest ciężka, o barwie ciemnej - brunatnej. Krój taratatki długi, sięgający niemalże do kostek, dopasowany w ramionach, a ku dołowi nieco rozszerzony, aby nie krępował ruchów. Kołnierz niski, stojący, obszyty złotą taśmą, świadczy o dbałości o szczegół i zamiłowaniu do rodzimej, minionej już, mody. Całość stroju łączy w sobie prostotę dawnego obyczaju z okazałością należną polskiemu szlachcicowi.' Z tego co słyszałam dostała go w spadku po ojcu, bo ten niestety nie doczekał się syna, a przekazywany z pokolenia na pokolenie tradycyjny polski strój, jest jednak strikte męską częścią garderoby; oczywiście wpełni zdaję sobie z tego sprawę, i 'wcale' nie zamierzam wykorzystać faktu, że kolejny w linii świętej pamięci spadkobierca zmarł niestety pare miesięcy temu, i przekonać sąsiadki aby to mnie ten płaszcz piękny przepisała.

Ale wracając; przez trzy tygodnie był spokuj, Aurelia codzień łapała muchy by zwierze nakarmić. Czasem chciałam jej w tym pomóc, ale ona uwarzała, że nikt tak jak ona tego nie zrobi, i ta dzisiejsza młodzież to wogule się nie zna na rzeczy, i nic nie motrafi porządnie zrobić. Ci z góry ( patrzący przez kamery pod sufitem ), pewnie myśleli, że staruszce już do reszty odbiło, gdy widzieli jak po całym ośrodku goni muchy, bo pewno to przez obsesje w którą wpadła mieszkając ze swoją żabią rodziną, sama zaczeła łapać owady i kto wie co z nimi robić. Z pewnością nie widzieli Gabrysi w jej sypialni, bo kobieta będąc tu uprzednio poznała rozstawienie kamer w całym ośrodku, i wiedziała doskonale których kątów nie widać. Schowała więc żabę za wazonem na stoliku kawowym w wystarczającej jak dla małego gada wielkości przezroczystym, plastikowym pudeku po cukierkach, które przysłała jej rodzina; ona dorobiła tylko dziurki drutami na których dziergała swetry. Dostałam od niej taki jeden, zielony z żabą, i bardzo miękki i ciepły założe się, że gdyby Aurelia któregoś dnia otworzyła sklep, kolejki nie miałyby końca.

Jednego dnia Aurelia potknęła się i wpadła na stolik, ten walną głośno o ściane, i wazon przewalił się na pudełko zalewając wszystko wodnistym błotem, powstałym w wyniku zmieszania wody z wazonu z wilgotną ziemią w mieszkanku Gabrysi. Konsystencja oewnie podobna do wrocławskiego śniegu na drugi dzień, czyli taka ciapa. Kobieta chciała jak najszybciej to sprzątnąć, ażeby ci z gury nic nie zauwarzyli, ale było na to za zapuźno, bo zwierzęcia nigdzie nie było.

Do pokoju zaalarmowany chałasem wpadł Eliasz, jeden z terapeutów, akurat w momencie jak Gabrysia wesoło skakała wzdłórz ściany na przeciwko wejścia. Jakież to musiało być komiczne, zdaje ci się, że znowu coś rozwalili, a zamiast tego widzisz wesoło skaczącą żabkę, zostawiającą za sobą ślady błota. Puźniej była z tego niezła afera, przeszukali staruszce pokój a zwierze zabrali, z przestrogą, że samotnia ( izolatka ) jest aktualnie pusta. Raz miałam okazje ją odwiedzić i szczeże powiem tragedia, ale ten pokoik szło by zamienić w piwnice na kiszonki, bo jakby wyłączyć tam ogrzewanie temperatura trzyma się na około 8-10° więc perfekcyjnie.

Ale Co robi tu wąż? To zwierze któregoś z psychologów, ale czemu jest na widoku? Czy nie powinni go trzymać u siebie? Czy to aby nie niebezpieczne, aby mająca półtora metra długości jadowita zielona mamba zdolna zabić człowieka, od tak przebywała w najwidoczniejszym miejscu strefy wspulnej ludzi którzy mają niepokolei w głowie? Nie wiem, i zapewne prędko się nie dowiem.

OVERTHINKERWhere stories live. Discover now