ROZDZIAŁ 1

23 5 1
                                        

UROKI ASPEN

Aspen, było cudowne. Naprawdę cudowne, śnieg skrzył jakby ktoś posypał go brokatem, a wstające słońce już dawało znać, że będzie to świetny dzień na jazdę po stoku. 

Okropieństwo. 

Nieświadomie musiałam wykrzywić twarz w grymasie, bo poczułam ostre szturchnięcie łokciem w bok. Harry James, mój najlepszy przyjaciel posłał mi ostrzegawczy wzrok w kierunku rodzicielki, wymownie patrzyła na mnie w lusterku kierowcy. Szybko wymusiłam uśmiech, który raczej nie do końca ją przekonał, ale wystarczył by skupiła się na widokach Aspen, niż na mnie. Westchnęłam ciężko pod nosem i oparłam głowę o ramię Harrego. 

-Będzie dobrze zobaczysz. - Wyszeptał w moje włosy. Prychnęłam w odpowiedzi. Niemiał pojęcia w co go wpakowałam, to jego pierwszy wyjazd na tak długo. Cały grudzień w Aspen wraz z rodziną Shellby. To nigdy nie kończyło się dobrze, a ten rok nie będzie lepszy. Nie gdy Jeffrey, w ramach odpoczynku nie bierze udziału w tegorocznych mistrzostwach snowboardingu. Zawsze jakoś udawało mi się to przetrwać. Nikczemne rodzeństwo zajmowało się treningami na stoku i dogryzało mi tylko wtedy gdy upadałam w eleganckim stylu na pupę podczas nauki jazdy na desce. 

-Nie wiesz co mówisz. Jeff w tym roku będzie z nami przez cały wyjazd. Przekonasz się jak okropny jest on i jego siostra. - Harry poklepał mnie pocieszająco po ramieniu. James nigdy nie brał na poważnie moich opowieści o rodzeństwie. Jego najdłuższy wspólny wyjazd trwał tydzień, TYDZIEŃ. Co on może zauważyć przez tydzień i to raz w roku, gdy rodzeństwo trzymało się od nas z daleka przez ich zawody. Najgorsze działo się gdy tylko wyjeżdżał. Głupie odzywki i dokuczanie ze strony Alex działy się co parę sekund. Czasami myślałam, że to dzięki Harremu udaje się jej wstrzymać od odzywek. W końcu jakąś tam reputację ma do utrzymania. Jednak z drugiej strony to Jeffrey dawał mi popalić gdy tylko na horyzoncie pojawiał się mój przyjaciel. Nigdy tego nie mogłam zrozumieć. 

-Ubierajcie się, zaraz będziemy na miejscu. - Głos mojego ojca rozbrzmiał w samochodzie. Musiałam się wychylić by zobaczyć, że samochód państwa Shellby już stał na podjeździe a tuż przy nim była wbita w śnieg czarno-jaskrawo pomarańczowa deska, o którą opierał się Jeffrey ze znużonym wyrazem twarzy. Alex była zraz obok niego i dumnie trzymała różowe narty. Jedynie ich rodzice byli szeroko uśmiechnięci. 

Zaparkowaliśmy na podjeździe i się zaczęło. Ściski, uściski, przytulanki. Rodzeństwo trzymało się na uboczu jedynie przywitali się z moimi rodzicami, a mnie i Harrego ominęli szerokim łukiem. Wszystko w normie.

-Jennifer, skarbie z roku na rok robisz się coraz piękniejsza. Czy ten chłopiec obok to twój narzeczony? - Pani Izabell Shellby złapała mnie pod ramię chichotając. 

-Huh? Przecież to...-Głośne parsknięcie mi przerwało. Jeff patrzył na mnie z rozbawionym wyrazem twarzy. 

-Ona i narzeczony? Kto by ją chciał... - Wymamrotał i szybkim krokiem udał się do domu, gdy tylko Isabell do niego ruszyła wściekła.

Tak, wszystko w normie. 

-AH! Rzeczywiście, nie poznałam go przez te włosy. -  Po chwili zachichotała i szybko podbiegła do mojego zdezorientowanego przyjaciela. Pokręciłam głową w niedowierzaniu i całkiem sama zaczęłam kierować się w stronę domu. 

***

Wiedziałam, że gdy Jeff z nami zostanie coś pójdzie nie tak. Ogrzewanie padło, więc zamiast siedzieć w swoim pokoju i popijać kakao, zostałam zmuszona kotłować się w salonie na kanapie między Jeffem a Harrym, który w ogóle nie czuł napiętej atmosfery. Chłopak z zachwytem wpatrywał się w rozpalany kominek przez mojego i Jeffa ojca. Sam wspomniany również nie wydawał się być zachwycony zaistniałą sytuacją. Ciągle wbijał mi łokieć pod żebra i uśmiechał się niewinnie jak gdyby nigdy nic. Jego siostra zmyła się zaraz po tym gdy dowiedziała się o awarii i stwierdziła, że woli marznąć na wzgórzu niż w domu. 

Jeden problem z głowy. 

Zadrżałam i potarłam ręce o uda by się rozgrzać, Harry od razu to zauważył i objął mnie ramieniem. Za to z drugiej strony Jeffrey rozłożył się niczym panicz i całym bokiem opierał się o mój bok. Westchnęłam, byłam zmęczona. Marzyłam by położyć się do łóżka i zasnąć. Ode chciało mi się nawet tego kakao. 

-Może chcesz herbaty Jennie? - Harry potarł moje ramie.- Hm? 

-Nie dzięki.- Szturchnęłam go w policzek. Uśmiechnął się. James był naprawdę przystojny. Miał bujne blond włosy i brązowe oczy, oraz ciepły uśmiech a jego skóra wydawała się wiecznie opalona. W szkole miał rolę tego zawsze uśmiechniętego i głośnego gościa. Choć teraz gdy zaczął ćwiczyć zrobił się postawniejszy i bardziej męski. Nie jednokrotnie widziałam jak dziewczyny na uczelni zagadywały do niego. Nie mogę jednak powiedzieć tego samego o Jeffreyu. Fakt Jeff był przystojny, piekielnie przystojny. Czarne włosy były po bokach wygolone a góra żyła własnym życiem. Zimne niebieskie oczy oraz śnieżnobiała cera. Zdecydowanie był przeciwieństwem ciepłego i słonecznego Harrego. Byli jak dzień i noc. Nawet pod względem charakterów. 

-A kakao? - Pokręciłam głową na nie. - A może...

-Chyba powiedziała, że nie chce. Więc zamknij się w końcu. - Tak. Zdecydowanie różne charaktery. 

-Jennie, zawsze trzeba namawiać by coś przyjęła. Jest zbyt wstydliwa i uprzejma, ale co ty możesz o niej wiedzieć. - Spojrzałam zaskoczona na blondyna, który teraz patrzył pewnym siebie wzrokiem na Jeffa. 

-A może po prostu nie lubi gdy ktoś na nią naciska i pod presją zgadza się na twoje wygłupy, byś dał jej w końcu spokój? Nie pomyślałeś, że możesz ją tym dręczyć? 

-HA! I kto to mówi! Ty raczej wiesz wszystko o dręczeniu jej. - Okej to się zaczęło wymykać z pod kontroli. Szybko położyłam i rękę na ich klatkach i odepchnęłam od siebie, po czym wstałam. 

-Chyba zapomnieliście, że tu jestem. - Założyłam ręce na ramiona i spojrzałam na nich wściekła.  

-Niestety nie dajesz o sobie zapomnieć. - Jeff wstał z kanapy i stanął tuz przede mną. -Ten cholerny pies szczeka o tobie za każdym razem gdy tylko otworzy gębę. Jennie to Jennie tamto, ile można tego słuchać.- Warknął. 

-Nikt nie kazał ci tu być. - Dźgnęłam go palcem w klatkę piersiową. - Więc zamknij się do cholery, bo to ja co roku mszę o tobie wysłuchiwać. Jeffrey znowu wygrał mistrzostwa, Jeffrey dostał propozycję dołączenia do drużyny reprezentacyjnej, Jeffrey to taki świetny chłopak, taki miły i uśmiechnięty. Prawda jest taka, że ty również jesteś psem tylko dzikim, bo zawsze szczerzysz zęby udając, że to uśmiech. I znam cię tak dobrze jak ty mnie. Czyli wcale, a teraz jeśli pozwolicie idę do pokoju mam dość marznięcia. 

W pokoju było jeszcze zimniej. Mimo iż słońce świeciło mocno na niebie i wpadało przez okno. Widać było przez nie ogromny stok, który był moją zmorą od dziecka. Nienawidziłam jazdy na desce czy nartach, ale przecież to był największy urok Aspen. Wielki stok i co roczne mistrzostwa snowboardingu. Czyli co roczne świętowanie wygranej Jeffa. 

Choć w tym roku będzie inaczej. 

 Lepiej.

A przynajmniej mam taką nadzieję. 


WINTER LOVEHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora