Mała przyczepka w zachodnim Santa Quesa wystarczała mi za dom przez osiemnaście długich lat. W tych kilku metrach kwadratowych dorastałam, marzyłam i próbowałam odnaleźć siebie. Teraz, stojąc w drzwiach, wiem, że każdy krok oddala mnie od wszystkiego, co znałam.
Bez pośpiechu ścielę wąski materac kocem w czerwoną kratę. Ostatni raz przyglądam się przestrzeni, która przez tyle lat była moim światem. Z każdym ruchem czuję, jak zostawiam za sobą kawałek wspomnień.
Czasem zastanawiam się, co czuje ktoś, kto wchodzi w miejsce po kimś, dla kogo ta przestrzeń była całym życiem.
Cała ta przeprowadzka zaczęła się od listu - dokumentu, który przyszedł kilka dni po śmierci mojego ojca. Okazało się, że zostawił mi część majątku, choć nigdy nie brał udziału w moim życiu. Dean Wallace. Słynny producent muzyczny, którego znałam tylko z nazwiska i z gazet. Oddał mnie do sierocińca, zanim nauczyłam się mówić.
Jedyną osobą, która wtedy się mną zaopiekowała, była ciotka Fran. Wychowała mnie najlepiej, jak potrafiła — skromnie, ale z miłością.
Przysiadam na łóżku, w dłoni ściskając stary pamiętnik. To mój azyl. W środku myśli, marzenia i łzy z ostatnich dwóch lat. To właśnie te strony ratowały mnie, kiedy rzeczywistość robiła się zbyt ciężka.
Między kartkami zdjęcie. Ja i Nathan, mój były. Wtedy myślałam, że był mi pisany przez los. Słodka iluzja, która skończyła się koszmarem.
Na zdjęciu jesteśmy na szczycie góry, śmiejemy się, szczęśliwi, choć auto złapało dwie gumy. Mieliśmy tylko siebie, namiot i trochę jedzenia. To wystarczało.
Głośny klakson przecina ciszę poranka.
— Jean, szybciej! Samolot nie będzie czekał wiecznie! — woła Kate z samochodu.
Zamykam pamiętnik, ostatni raz rozglądam się po przyczepie. Opieram się o drzwi, chłonąc zapach drewna i kurzu, po czym delikatnie przekręcam klucz w zamku.
Zielonkawy jeep Katelynn już czeka. Silnik mruczy, z rury wydechowej unosi się para. Kate siedzi za kierownicą, zaciąga się papierosem. Żar podkreśla jej mocny makijaż i zmęczone oczy. Mimo chaosu, który zawsze ją otaczał, była moją skałą — jedyną osobą, która nie zniknęła, gdy wszystko inne się sypało.
W drodze na lotnisko mijamy zamglone ulice Venice i przecznicę Korteza, gdzie kiedyś surfowałam, szukając ciszy. Te wspomnienia wydają się należeć już do kogoś innego.
— Delfiny zaczynają migrację, nie? — mówi Kate, uchylając okno. Wypuszcza dym, patrząc gdzieś w dal.
— Tak. — Uśmiecham się lekko. — Tak jak my.
— Ciekawe, jak dużą chatę zostawił ten cały Dean. — Krzywi się. — Może w końcu wanna z hydromasażem za te wszystkie biedne lata, co? Tobie się przyda najbardziej. Ja przynajmniej miałam bieżącą wodę.
Uśmiecham się pod nosem, patrząc przez okno na słońce, które zaczyna rozlewać się po kalifornijskich klifach.
— Nie całe życie był sławnym producentem — mówię cicho. — Ale może... coś z tego zostało.
Nie wiem, co przyniesie ta podróż. Chciałabym wierzyć, że nie tylko zmianę adresu. Chciałabym odnaleźć siebie — tę część, którą gdzieś po drodze zgubiłam.
Fran zawsze powtarzała, że rodzina to nie więzy krwi, tylko ludzie, którzy zostają. I miała rację. Dali mi dom. Ciepło.
Ale coś we mnie wciąż było puste. Coś, co nie pozwalało ruszyć dalej.
Teraz czeka mnie coś nowego. Patrzę na Kate, która prowadzi, również zamyślona. W jej oczach widzę odbicie porannego nieba i wiem, że żadne z nas nie jest już tą samą osobą, co wczoraj.
YOU ARE READING
our sweet sound
RomanceJean jedzie do Hollywood po spadek po ojcu, którego nigdy nie znała i przypadkiem wpada na Drake'a Warrena, rockową gwiazdę Revelation, która powinna być poza jej zasięgiem. Iskra między nimi jest natychmiastowa, ale ich relacja musi zostać tajemni...
