Dzień zaczynał się spokojnie. Niebo swoim czystym przejrzystym błękitem zapierało dech w piersiach i dodawało koloru w życiu zwykłych ludzi. Słońce w całości darowało swoje promienie ku ziemi, oświetlając między innymi cały kontynent.
Tego dnia Leonard - świeżo mianowany, a co zaskakujące bardzo młody, setnik Mantherski oddawał się swojemu treningowi. Jako jeden z niewielu żołnierzy w Cantherze trzymał tak niesamowitą dyscyplinę. Skoro świt szlifował swoją szermierkę. Mężczyzna mimo swojego stopnia i młodego wieku, był niesamowicie ceniony w mieście. Ponoć sam król Edweld usłyszał o 24-letnim setniku z Canthery, który swoimi umiejętnościami dowódczymi jak i szermierczymi budził zarówno podziw jak i lęk.
Będąc już dziesiętnikiem, co bardziej ciekawe również młodym, bo 20 letnim, wykazywał się skutecznością na polu bitwy i podczas powierzanych mu zadań. Tych drugich przez wzgląd na swoje nietypowe dla dziesiętnika umiejętności miał sporo. W bitwach dowodził swoimi ludźmi niespotykanie mądrze i odważnie. Jego podwładni wracali często bez najmniejszego zadrapania.
Swoje umiejętności pokazał dosadnie podczas Bitwy pod Badwin, gdy Imperium Arwiny najechało Manther. W zaledwie kilka chwil jego ostrze rzuciło na ziemię sześciu zbrojnych, którzy zaatakowali go grupą. Wystarczyło kilka niezwykle skutecznych a zarazem zabójczych cięć, aby adwersarze, którzy go zaatakowali, zostali tylko wspomnieniem.
Zza rogu ściany koszar wyłoniła się sylwetka mężczyzny. Facet ten miał brązowe włosy, ułożone w średniej długości irokeza. Nosił pancerz oficera wyższego. Nie była to zbroja różniąca się od reszty, natomiast miała ona lekkie różnice, które wskazywały na stopień oficerski.
Leonard zauważywszy oficera, przerwał trening i odwrócił się w jego stronę.
— Czołem Sierżancie Rethon — przywitał się Leonard.
— Witaj — odpowiedział. — Ty znowu na nogach o tej porze?
— Na to wygląda sierżancie.
— Awansowali cię — zauważył trafnie. — Wiesz co to oznacza?
— Oczywiście Sierżancie.
— Dobra, darujmy sobie te etykiety — powiedział i machnął ręką. — Mam do ciebie jedno małe pytanie Leonardzie.
Leonard spojrzał się lekko podejrzliwie na Sierżanta. Nie ma co się jednak dziwić. Rethon był jednym z tych oficerów, z którym w ciągu kilku lat służby zamienienie kilku zdań było co najmniej wyczynem.
— Jak ty to robisz?
— A tak dokładniej? — zdziwił się pytaniem Leonard.
— Widzisz... Będąc szeregowym wyróżniałeś się już na tle innych. Walczyłeś lepiej, byłeś zwinniejszy i silniejszy, zarówno fizycznie jak i mentalnie. Potem będąc dziesiętnikiem odbiegałeś umiejętnościami dowodzenia od swoich o wiele starszych kolegów. Mimo, że miałeś pod sobą tylko dziesięciu ludzi, robiliście robotę za setkę. Teraz po ledwo siedmiu latach od rozpoczęcia służby, zostałeś Setnikiem — rozwinął Rethon.
Leonard na krótką chwilę milczał. Zaskoczyła go wizyta Rethona, a jeszcze bardziej jego pytanie.
— Może to zasługa mojego ojca.
— Widziałem jak i trenowałem wielu potomków wojskowych. Wierz mi lub nie, ale żaden z nich nie odstawał tak bardzo jak ty.
— Swoją cegiełkę dołożyła także ciężka praca.
— Bez wątpienia - odpowiedział i pomachał głową przytakująco. — Natomiast w tobie jest coś więcej chłopcze. Nawet po zaginięciu twojego ojca nic się nie zmieniło, trenowałeś równie ciężko jak i teraz.
— Mój ojciec chciałby, abym nic nie zmieniał w takiej sytuacji — odpowiedział. — Wypełniam jego wolę, na razie tylko tyle mogę zrobić.
Mimika Leonarda zmieniła się diametralnie. Jeszcze minutę temu był lekko uśmiechnięty. Teraz jednak spoważniał. Zaginięcie jego ojca było zawsze dla niego nieprzyjemnym tematem. Czuł w takich momentach przytłaczającą bezradność. Wiedział, że nie może z tym nic zrobić. Korytarze starych kopalń Talenu są pełne niebezpieczeństw, a wyruszenie na poszukiwania samemu byłoby zwykłą głupotą. Poza tym w Cantherze wiązały go rozkazy.
— Wybacz — powiedział Rethon, widząc minę Leonarda. — Zdajemy sobie sprawę, że to dla ciebie trudne. Jednak jak zapewne wiesz my też niewiele możemy zrobić — dodał po chwili.
Leonard nie zważając na stojącego obok niego Rethona, wyciągnął miecz i podszedł do kukły stojącej naprzeciwko niego. Mimo, że na placu znajdowała się, jedna z ważniejszych osób związana z wojskowym życiem Canthery.
Rethon zaś założył ręce za plecy i podszedł od boku i stanął dwa i pół metra dalej, przyglądając się świeżemu Setnikowi. Stał on w milczeniu dobrą chwilę, co nie było dla niego problemem, bo był cierpliwy. Tym razem nie dał rady jednak wytrzymać.
— Wiesz... — westchnął głośno, przyglądając się od boku twarzy setnika. — Trenowałem już wielu zdolnych żołnierzy. Byli zwinni, silni, wytrzymali czy odpowiedzialni. Żaden z nich nie bał się większych wyzwań. Ba! Oni sami się do nich rwali. — kontynuował z podniesionym lekko tonem. — Wielu z nich wygrywało starcia z o wiele bardziej doświadczonymi czy zwyczajnie lepszymi pod aspektem fizycznym. Kładli rycerzy doświadczonych w bitwach i turniejach, Czempionów z krajów północnych i Olańczyków silnych jak woły. Walczyli w wielu starciach, z których to z resztą lwia część wracała w jednym kawałku. Trenowali bardzo długo i ciężko, przekraczali własne granice o długie kilometry. Jednak w dalszym ciągu nie mogliby równać się ciebie.
Po słowach Rethona Setnik mocno uderzył w kukłę ostatnie cztery razy i odwrócił się do niego. Następnie podszedł bliżej, wcześniej jednak chowając miecz do pochwy pewnym ruchem. Stając naprzeciwko, Leonard omiótł wzrokiem oficera i krótko po tym zadał pytanie.
— W takim razie co jest we mnie takiego wyjątkowego? — zapytał z nutą irytacji w głosie.
— Pasja — wyjaśnił pewnie Rethon. — Pasja chłopcze — powtórzył, wyraźnie podkreślając pierwsze słowo. — Bynajmniej ja to widzę w ten sposób.
Leonard zmrużył lekko oczy. Czuł rzecz jasna, że to co Rethon mówi jest po części prawdziwe i miał racje. Po części jednak się mylił.
— Znaczna większość żołnierzy, po dwóch czy trzech latach traktuje służbę jak każdą inną pracę. Nawiasem mówiąc, zderzają się ze ścianą. Ty zaś wyglądasz na niewzruszonego.
Rethon spojrzał na przelatującego nad ich głowami ptaka. Był średniej wielkości, z piórami o biało - czarnej maści. Sierżant sprawował się lepiej jako żołnierz aniżeli przyrodnik, natomiast gdyby zapytano się go o to jak nazywa się ten ptak, to bez wątpienia stwierdził by, że to czajka.
— Tak czy inaczej... pełnisz od niedawna ważną funkcję w Cantherze — zmienił temat Rethon, kierując ponownie wzrok na Leonarda. — Gratuluje jeszcze raz. Jak tak dalej pójdzie, to za dziesięć lat może zostaniesz Generałem — uśmiechnął się lekko sierżant.
— Dziękuję.
Po niedługiej chwili oficer skierował się do miejsca, z którego przybył, aż zniknął za zakrętem.
YOU ARE READING
Setnik
FantasyLeonard, młody setnik, a zarazem żołnierz służący w armii Królestwa Mantheru, zostaje wyznaczony wraz ze swoimi ludźmi do niebezpiecznej wyprawy. Na północnych rubieżach królestwa zawitała krzywda i ból w dotychczas niespotykanej skali. Każdego dnia...
