1.

30 5 1
                                        

Pierwszy ocknął się Krystian „Król" Drozdowski. Oczy miał już otwarte zanim reszta nawet się poruszyła. Odruchowo dotknął karku. Potem powoli wstał, rozprostował plecy i rozejrzał się chłodnym spojrzeniem stratega.

— Nie jesteśmy tu przypadkiem... — mruknął do siebie.

Był ubrany w czarne, funkcjonalne spodnie, wojskowy sweter i ciężkie buty. Siwe skronie nadawały mu powagi, a prosty, opanowany ruch zdradzał latami wyrabianą dyscyplinę.

Na stole przed nim — kartka.

"Od teraz jesteście drużyną. Macie czas, żeby się poznać. Gry wkrótce się rozpoczną."

Pochylił się nad nią, przeliterował słowa. Gdy chciał powiedzieć coś więcej — rozległ się dźwięk kaszlu i sapania.

Z kąta sali podniósł się Maciej „Ćpun" Sadowski. Wyglądał jak złożony z porażek.

Rzadkie, tłuste włosy kleiły się do czaszki, jedna brew przecięta, druga spuchnięta. Z czerwonych, zmęczonych oczu sączyła się nienawiść. Na twarzy blizna, która zaczynała się od skroni i ciągnęła aż do szyi. W ręku miał plastikowy woreczek z białym proszkiem.

Jego wzrok natychmiast padł na siedzącego przy ścianie mężczyznę — Wiktora „Zeta" Żelaznego.

— Ty kurwo. — wypluł przez zaciśnięte zęby.

Zet nawet nie zdążył zareagować. Ćpun rzucił się na niego, przewracając ich obu na betonową podłogę. Zęby błysnęły, paznokcie wbiły się w koszulkę Zeta.

— Zniszczyłeś mi życie, ty jebany draniu! Pamiętasz mnie?! Pamiętasz, co mi zrobiłeś?!

Pozostali zaczęli się budzić. Krzyk, zamieszanie. Ktoś wrzasnął. Ktoś się cofnął. Ktoś się śmiał.

Zet zareagował chłodno, jak zawsze — próbując go zrzucić z siebie, splunął:

— Nie wiem, kim kurwa jesteś.

— Nie wiesz?! — Ćpun miał teraz oczy jak szklane kule. — Nie poznajesz mnie? Dwa lata temu się poznaliśmy. Dwa lata temu mnie przeleciałeś, nagrałeś i rozjebałeś mi życie.

Zet spojrzał na niego zmieszany, choć jego twarz dalej była chłodna. Jakby próbował przeliczyć fakty.

— To ja, Maciek. — wycedził, a jego głos brzmiał teraz nieco spokojniej, bardziej złowieszczo. — Przeleciałeś mnie, nagrałeś to, wysłałeś wszystkim. Rodzina się ode mnie odwróciła, straciłem pracę. I nie poznajesz mnie, bo wtedy wyglądałem inaczej. Byłem... innym człowiekiem. Ale ty... ty mnie stworzyłeś, kurwa. To ty mi zjebałeś życie ty kurwo.

Zet odetchnął i... wzruszył ramionami.

— Sorry, dalej nie kojarzę. Brzmi dramatycznie, ale... może ci się coś popierdoliło?

— Może ci się zaraz rozjebie ryj — warknął Ćpun, ale zanim znów ruszył, Król krzyknął:

— Zamknąć się, kurwa, obaj!

Król wszedł między nich. Spojrzał ostrym wzrokiem — taki, co zatrzymuje szarżę. Ćpun syknął, ale odsunął się.

— Wytłumaczycie nam to wszystko — powiedział Król chłodno. — Natychmiast.

Ćpun przeciągnął palcem po języku, wyciągnął woreczek, usiadł pod ścianą. Wysypał biały proszek na dłoń. Przesypał na stół. Z kieszeni wyjął kartę kredytową i telefonem szybko utworzył dwie kreski kokainy. Wciągnął jedną bez zawahania.

— Powiedziałem już wszystko — rzucił. — Reszta nie wasza sprawa.

_______

— Ale o co tu kurwa chodzi...? — powiedziała z przeciągłym westchnieniem Luna Walewska, podnosząc się z podłogi z gracją baleriny.

Do ostatniego oddechuOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz