Biiip. Biiip. Biiip.
– No i czego bipczysz? – mruknęłam pod nosem, wyciągając rękę w stronę telefonu na nocnej szafce.
Czwarta rano. Niestety wiedziałam, że to nie sen i że ten alarm to nie budzik.
Matko kochana, będę dziś nieprzytomna w pracy.
Przeklęta cukrzyca. Moja stara znajoma, z którą niby już się oswoiłam, ale wciąż miałam jej po dziurki w nosie. Życie według wykresów. Ciągła kontrola, niekończące się nakłucia, skóra w siniakach. I wieczne alarmy, nawet jeśli robiłam wszystko zgodnie z właściwą dietą. Podałam sobie insulinę, zjadłam kolację bogatą w białko i zdrowe tłuszcze, i co? I dupa. Pompa krzyczy o niskim poziomie cukru. Trzeba coś na zawołanie zjeść. O pieprzonej czwartej rano!
Kto wymyślił to cholerstwo? Co to za gówniana niesprawiedliwość, że nagle komuś trzustka odmawia posłuszeństwa? Po prostu budzisz się pewnego dnia, mając osiem lat, czujesz się cholernie zmęczona i osłabiona, rodzice zabierają cię do lekarza i jeb. Diagnoza. Twoja trzustka nie produkuje insuliny, bo tak. Bo jej się znudziło.
Poczułam znajomy ucisk w żołądku. Wściekłość i zmęczenie, które szły ze sobą w parze jak stare, toksyczne małżeństwo, które nie potrafi się rozstać.
Zwlokłam się z łóżka i poczłapałam do kuchni. Włączyłam światło spod szafek, a ciepły blask rozlał się na szare blaty i mleczne fronty. Wyciągnęłam z lodówki sok i wypiłam go wprost z butelki. Odczekałam kilka minut, ale byłam pewna, że dalszy sen i tak by już na mnie nie spłynął, więc po prostu przystąpiłam do robienia śniadania, żeby mnie znowu za godzinę nie ścięło. Wstawiłam mleko w małym rondelku, a później dosypałam do niego płatki owsiane. W międzyczasie umyłam borówki i moje ukochane truskawki, które pokroiłam w drobniejsze kawałki, co chwilę mieszając owsiankę. Ręce miałam jak z waty, ale to uczucie nie było mi obce. Sprawdziłam glikemię. Nadal była niska. Insulinę bolusową musiałam odłożyć na później.
Nałożyłam wszystko do miseczki i usiadłam przy stole. Za oknem ulica jeszcze spała. Latarnie na moim osiedlu gasły w nocy i zapalały się dopiero po piątej. Jedynie blade światło z East Capitol Boulevard przenikało przez szczeliny między blokami. Jeszcze chwila, a ruszą pierwsze autobusy, ktoś wyjdzie z psem, ktoś na poranną zmianę. Salt Lake City miało swoje niepisane godziny, których nauczyłam się na pamięć.
Zajadałam się owsianką, wpatrując się w półmrok salonu. Na sofie piętrzyła się sterta prania, która cierpliwie czekała, aż w końcu się nią zajmę. Miałam to zrobić poprzedniego dnia, ale padłam jak zabita. Dokończyłam śniadanie i sięgnęłam po deskę do prasowania oraz żelazko. Praca w kancelarii wymagała ode mnie konkretnego wizerunku – eleganckiego, schludnego i dopracowanego. Prasowałam, odwieszałam sukienki, układałam koszulki i nim się obejrzałam mogłam zacząć szykować się do wyjścia.
Przeszłam do łazienki, gdzie umyłam zęby i ochlapałam twarz zimną wodą. Najpierw wybór stroju, później makijaż, to była moja złota zasada, której zawsze starałam się trzymać. Kiedy tylko przychodziło mi do głowy, żeby to zmienić, lądowałam z ufajdaną od podkładu bluzką.
Pomaszerowałam do sypialni, a mój wzrok od razu powędrował do wciąż otwartej szafy. Przejechałam palcami po wiszących tam ubraniach, szukając czegoś lekkiego. Zapowiadał się upalny lipcowy dzień. Zatrzymałam się przy kobaltowej sukience z rozkloszowanym dołem. Wciągnęłam na udo elastyczną opaskę, którą oczywiście własnoręcznie przerobiłam. Wolałam, żeby wyglądała jak seksi podwiązka, więc doszyłam do niej koronkę i drobne koraliki po zewnętrznej stronie, żeby nie podrażniały mi skóry. Odpięłam pompę insulinową z paska szortów od piżamy i pozbyłam się ich, a urządzenie umieściłam w niewielkiej kieszonce przy opasce. Najczęściej praktykowałam wkłucia na udach, mogłam wtedy nie przejmować się tym, że pompa jest na widoku albo że odcina się gdzieś pod materiałem.
YOU ARE READING
Suits & Sweets
RomanceLena Foster od dzieciństwa zmaga się z cukrzycą. Jednak ciągłe nakłucia, siniaki, przeliczanie spożytych węglowodanów i alarmy są niczym w porównaniu z sercem, które uparcie bije szybciej na widok jednego z prawników z kancelarii, w której pracuje j...
