Rozdział 1

3.3K 76 3
                                        

Houston nigdy nie było bezpiecznym domem - było tylko miejscem gdzie nauczyłam się, jak przetrwać. Zapach alkoholu przenikał nasze ściany na długo przed tym, zanim nauczyłam się czytać, a krzyki mojej matki były kołysanką przez większość dzieciństwa. Kiedy zabrali ją karetką po tym, jak ledwo przeżyła kolejne przedawkowanie, nie płakałam. Może dlatego, że nie miałam już łez?

Jestem Lily Walker. Brunetką, niskiego wzrostu i dość szczupłą sylwetką. Mam siedemnaście lat. Chodzę do Roosevelt Creek High, to jedna z najlepszych szkół w Houston, dostałam się tam przez moje osiągnięcia w nauce, a nie przez pieniądze rodziców, których i tak nie miałam. Wystarczyło że dobrze się uczyłam. Lubię tańczyć, dlatego jestem w grupie tanecznej u nas w szkole. Weekendami dorabiałam w małej kawiarence, nie płacili dużo ale wystarczało żebym kupiła sobie jakieś lepsze ciuchy.

*

Obudziło mnie pukanie, nie budzik, nie krzyki, nie dźwięk kolejnej rozbitej butelki po alkoholu- po prostu ciche, uporczywe pukanie do drzwi. Przez chwile leżałam nieruchomo próbując zrozumieć, czy to sen, czy kolejny głupi koszmar. Ale potem znów - trzy szybkie uderzenia.

Wstałam powoli, ubrałam szare dresy i tego samego koloru bluzę. Dom był dziwnie cichy, ah.. no tak przecież matkę wczoraj zabrali bo przedawkowała.

Kiedy otworzyłam drzwi, zobaczyłam mężczyznę w mundurze. Obok niego stała kobieta z teczką, patrzyła na mnie łagodnym wzrokiem. Miała kręcone włosy, ciemniejszą karnację i płaszcz sięgający jej do połowy ud.

- Lily Walker?- zapytał funkcjonariusz spokojnym tonem. Skinęłam głową. - Nazywam się oficer Jameson, a to pani Sophia z opieki społecznej. Czy możemy wejść na chwilę?

Patrzyłam na nich bez słowa. Odsunęłam się tym samym dając im znać żeby weszli do środka. Od razu skierowali się do salonu połączonego z kuchnią - nie mieszkam w dużej willi jak moi rówieśnicy z klasy, mieszkałam w mieszkaniu z jednym pokojem, salonem połączonym z kuchnią i łazienką.

-Lily wiemy co się stało z twoją mamą... zostanie przeniesiona na odwyk. Wiem że to może być dla ciebie przytłaczające, ale jesteśmy tu żeby ci pomóc.- powiedziała pani Sophia łagodnym tonem.

Nic nie odpowiedziałam jedyne skinęłam głową.

-Rozumiem, że to jest dla ciebie trudne - ciągnęła dalej - Ale w tej chwili nie możesz zostać sama. Musimy zapewnić ci opiekę, przynajmniej tymczasową.

-Nie mogę iść do rodziny zastępczej - wypędziłam.- Dam radę sama. Zawsze dawałam.

- Masz rodzinę Lily. I to nie byle jaką. Ale.. to rozmowa na kilka minut więcej. Dzisiaj spakujesz kila rzeczy, dobrze? Tylko to, czego potrzebujesz na kilka dni. Później porozmawiamy o reszcie.

Spojrzałam na nią, jakby właśnie mówiła w obcym języku. Miałam rodzinę? I to nie byle jaką? Czemu mi nikt o tym nie powiedział wcześniej?
Kobieta odczekała chwilę, jakby dawała mi czas na przetrawienie tego, co powiedziała.

- Mówisz, że mam rodzinę - rzuciłam chłodno. - Nagle, po siedemnastu latach?

- Wiem, że może brzmieć jak coś znikąd - odparła spokojnie. - Ale twój ojciec... on żyje, Lily. I od jakiegoś czasu próbuje się z tobą skontaktować. Formalnie. Przez system.

Zamarłam.

- Nie mam ojca.

- Masz - powiedziała cicho. - I wiem, ze to może być dla ciebie szokujące, ale nie jesteś całkiem sama. Twój ojciec mieszka w Seattle. Ma rodzinę. Dom. I chciałby cię poznać.

Poczułam, jak żołądek ściska się w ciasny, bolesny węzeł.

- Chciałby mnie poznać? Po tylu latach? - zapytałam z gorzkim śmiechem. - Co, akurat teraz sobie przypomniał, ze ma córkę, którą zostawił?

- Nie znam całej historii między twoją mamą a nim - przyznała pani Sophia.- Ale wiem jedno: chciał cię znaleźć. I teraz, kiedy sytuacja jest taka, jaka jest... on zaproponował, że się tobą zaopiekuje. Że możesz z nim zamieszkać.

Czułam się jakbym była w innej rzeczywistości.

- Nie zamierzam przeprowadzać się do jakiegoś obcego typa, który nagle stwierdził, ze będzie moim tatusiem. Nie wiem nawet jak wygląda.

- Masz pełne prawo tak się czuć - odparła łagodnie. - Nie zmuszam cię do niczego. Nikt cię nie zmusza. Ale to prawna alternatywa dla rodziny zastępczej. I... on naprawdę się stara.

Milczałam. Chciałam coś odpowiedzieć ale nie potrafiłam. Nie miałam innego wyboru niż pójść do swojego pokoju i się spakować. Po trzydziestu minutach stałam z spakowaną torbą i pustką w sercu.

Seattle. Obcy facet. Inny świat.

Hej! Tutaj możecie napisać przemyślenia dotyczące Lily... i jej nowego świata!

When Silence Ends - nie ukończona powieść... Opowieści tętniące życiem. Odkryj je teraz