List nr. 1

27 2 0
                                        

„Nie wiem, jak oddychać w świecie, w którym nie ma Ciebie. Wszystko, co żyje, brzmi teraz jak bluźnierstwo.”

Moje kochanie,

Nie wiem, jak zacząć ten list, bo każde słowo wydaje się puste, kiedy nie mogę już spojrzeć w Twoje oczy. Siedzę na naszym parapecie, tym, który tak kochałeś – gdzie wiosną siadałeś z kubkiem cynamonowej herbaty i uczyłeś mnie patrzeć na niebo. Teraz jest zima. Okna są zimne jak Twoje dłonie w szpitalu. Jak moje serce, kiedy przestało bić razem z Twoim.

Minęło dokładnie trzydzieści sześć dni, odkąd odszedłeś, a ja nadal nie mogę oddychać bez bólu. Wciąż czuję Twój zapach na poduszce. Twoje ubrania wiszą w szafie jak duchy – nie mam odwagi ich ruszyć. Czasem otwieram drzwi, tylko po to, by przez chwilę poczuć, że jesteś.

Nie wierzę w Boga, Jeonginie. Ale wierzę w Ciebie. I jeśli gdzieś jesteś – jeśli możesz mnie usłyszeć – błagam, wybacz mi, że Cię nie ochroniłem. Że nie byłem tam, gdzie powinienem być. Że nie zamknąłem za Tobą drzwi, zanim wyszedłeś wtedy wieczorem.

Nie mogę przestać myśleć o Twoim śmiechu. Tym, który rozbrajał każdy mój zły dzień. Pamiętasz, jak mówiłeś, że jestem zbyt poważny? Że moje brwi układają się w „smutne kreski”? Tylko Ty potrafiłeś je rozprostować.

Kochanie, ja się rozpadam. Bez Ciebie nie ma dnia, nie ma nocy. Są tylko minuty ciągnące się jak wieczność. Są tylko wspomnienia, które wgryzają się we mnie jak szkło.

Próbowałem być dzielny. Próbowałem wstać, ugotować sobie coś, nawet wyjść na spacer – ale każda rzecz, którą robiłem z Tobą, teraz przypomina mi, że jesteś martwy. Że ktoś Cię zabił.

Mój Jeonginie... ktoś odebrał mi Ciebie. Wyrwał Cię ze mnie brutalnie, bezlitośnie. Policja mówi, że to był napad. Że nie wiedzieli, kim jesteś, że to przypadek. Ale ja wiem. Wiem, że to nie był przypadek.

Czasem w nocy myślę, jak to wyglądało. Czy bałeś się? Czy wołałeś mnie? Czy upadłeś powoli, jakbyś zasypiał, czy walczyłeś? Boże, nie mogę przestać myśleć, co czułeś w tej ostatniej minucie. Czy pomyślałeś o mnie? Czy poczułeś się samotny?

Obiecuję Ci coś, kochanie. Znajdę go. Tego, kto to zrobił. Choćbym miał wypalić ten świat do fundamentów – odnajdę go. Każdego dnia, kiedy się budzę i nie ma Cię obok, moje serce krzyczy tylko jedno imię – Twoje. Ale gdzieś obok tego bólu pojawia się gniew. I on rośnie. Jest jak czarna rzeka, która chce mnie pochłonąć.

Nie wiem, co się ze mną dzieje. Przedtem, zanim umarłeś, miałem w sobie światło – Twoje światło. Teraz mam tylko ciemność. I wiem, że ona mnie zmienia. Mam myśli, których nie powinienem mieć. Widzę tego człowieka w swojej wyobraźni. Widzę, jak krzyczy. I to nie przeraża mnie. To mnie uspokaja.

Jeonginie, kochanie moje, wiem, że nie chciałbyś, żebym taki był. Ty wierzyłeś w miłość, w przebaczenie. Ale ja już nie mam w co wierzyć. Wszystko, co piękne, odeszło razem z Tobą. Pozostał tylko popiół.

Pamiętasz, jak kiedyś mówiłeś, że „jeśli kiedyś mnie zabraknie, chcę, żebyś żył dalej, Hwangie”? Mówiłeś to z uśmiechem, jakby śmierć była tylko teorią. Miałem Ci wtedy odpowiedzieć, że nie ma mowy, że bez Ciebie nie istnieje żadna wersja „dalej”. Ale nie powiedziałem. Tylko Cię pocałowałem. Jak głupi.

I teraz to ja siedzę, rozmawiam z cieniem Ciebie, a powietrze nie ma Twojego ciepła.

Piszę ten list, bo nie mogę już milczeć. Może to forma modlitwy. Może to moje ostatnie tchnienie człowieczeństwa. Zanim… nie wiem. Zanim przestanę być sobą?

Czasem słyszę Twój głos. Jak wtedy, gdy mówiłeś: „Hyunjinie, jesteś wszystkim, czego potrzebuję.” Teraz ja potrzebuję Ciebie. Ale Cię nie ma. I nie będzie.

Kocham Cię. Kocham Cię bardziej, niż ktokolwiek mógłby zrozumieć. I ta miłość boli mnie tak bardzo, że zamienia się w coś innego. Coś niebezpiecznego.

Zacząłem szukać. Szukać prawdy. Szukać jego.

Jeśli mnie słyszysz – trzymaj mnie jeszcze przez chwilę przy sobie. Zanim całkiem zniknę.

Na zawsze Twój,
Hyunjin

Listy || HyuninWhere stories live. Discover now