Prolog

700 16 0
                                        

Miasto pachniało deszczem, benzyną i czymś, co przypominało stare wspomnienia. Ulice były jak nieposkładane wersy - urwane, pokrzywione, czasem rymujące się przypadkiem. Siedziałam wtedy na parapecie jego mieszkania, w jego zbyt dużej bluzie, słuchając, jak gdzieś w tle przewija się stary beat. Nie mówił nic. Palił papierosa, którego nigdy nie dopalał i patrzył w nicość, jakby tam właśnie szukał odpowiedzi.

Był w nim chaos i coś więcej. Czasami milczał tak, jakby w głowie pisał tekst - tylko dla siebie, tylko na raz, bez zapisu. A ja... próbowałam to wszystko odczytać.

Bo najwięcej mówił wtedy, gdy nie mówił nic.
Między jednym, a drugim westchnieniem.
Pomiędzy wersami.

pomiędzy wersami | jan-rapowanieStories to obsess over. Discover now