Pov: Peter
Otworzyłem oczy i poczułem ogromny ból w całym ciele. Pomrugałem kilkakrotnie próbując sobie przypomnieć co się wydarzyło. Rozejrzałem się dookoła leżałem w sali szpitalnej. Ból przeszywał całe moje ciało na co syknąłem. Usłyszałem poruszenie po mojej prawej. Przeniosłem tam wzrok i zobaczyłem mojego przyjaciela Paula razem z Zoe.
- O mój kurwa boże! - pisnęła Zoe wybiegając z sali
Zmarszczyłem brwi i spojrzałem na przyjaciela.
- Boże ty żyjesz. - powiedział niedowierzając wstając z fotela.
- Żyje... - odchrząknąłem czując niesamowitą suchość w gardle - Co się stało?
Gdy Paul miał odpowiadać lekarze weszli do sali. Kazali wyjść Paulowi więc nie uzyskałem odpowiedzi.
Przez pół dnia robili mi jakieś badania i nikomu nie pozwalano wejść do mojego pokoju. A ja cały czas myślałem nad tym czy faktycznie mam żonę i rodzinę czy tylko to był sen. Czy na prawdę Megan nie żyje? Co jeżeli to prawda? Nie chciałem nawet myśleć o tym co bym zrobił gdyby okazało się to prawdą. Może faktycznie przeleżałem o wiele dużej niż myślę?
Gdy w końcu przestali mnie badać pozwolili wejść moim przyjaciołom. Do pokoju weszli wszyscy. Jako pierwszy wszedł Paul a za nim cała reszta. Nigdzie nie widziałem kobiety która w moim śnie była moją żoną. Zoe od razu przytuliła się do mnie, w ślad za nią poszli wszyscy inni.
- Boże w końcu - usłyszałem głos Jake - Witamy z powrotem.
- Co się stało? - zmarszczyłem brwi - Nikt nic mi nie powiedział.
- Chłopie ty byłeś w śpiączce przez cztery lata - powiedział Corden siadając obok mnie na krześle
- Byliśmy przerażeni - powiedziała Zoe trzymając dziecko na rękach
Najwyraźniej w trakcie mojej śpiączki urodziła.
Po informacji, że byłem w śpiączce przez cztery lata myślałem, że zemdleje. Czyli to wszystko to był sen?
- Opowiedzcie mi wszystko ze szczegółami, proszę - powiedziałem mając jeszcze większy mętlik w głowie
- Miałeś wypadek samochodowy - odezwała się Isabela - Chciałeś zrobić Megan niespodziankę i do niej polecieć.
- Gdy jechałeś na lotnisko miałeś wypadek w Los Angeles - odezwał się Luke - Ciężarówka w ciebie wjechała. To cud, że żyjesz. Lekarze nadal w to nie wierzą.
Pomrugałem kilka razy w szoku.
- Gdzie Megan? - spytałem patrząc na każdego po kolei
- W New Haven - odezwała się Alice - Ma prace. Nie mogła przylecieć.
O mój boże. To wszystko było snem. Moja Evans żyje a ja nie potraktowałem jej jak największy śmieć.
Usmiechnąłem się i pokiwałem głową.
- Opowiecie mi jak wygląda teraz wasze życie? - spytałem uśmiechając się lekko
- Razem z Alice zaręczyliśmy się - jako pierwszy do opowiadania wyrwał się Corden a Alice pokazała pierścionek zaręczynowy - I mieszkamy razem w Santa Monica razem z Avą. Skończyłem studia informatyczne a Alice otworzyła własny salon kosmetyczny w której pomaga jej ojczym.
- W końcu go polubiłam - wtrąciła się Alice
- A ja dalej siedzę w nowym Jorku - odezwała się Isabela - przyjeżdżam gdy tylko mam okazję i okazało się że ciągnie mnie do Jake. - dziewczyna uśmiechnęła się i przytuliła do mojego przyjaciela
- Jesteśmy razem od trzech lat - wtrącił się Jake - Ja żyje po staremu - wzruszył ramionami
- Ja też po staremu - wtrącił się Luke - Jedynie pomagam Paulowi w jego barze
Spojrzałem na Paula i Zoe którzy zajmowali się dzieckiem.
- A wy? - spytałem - Widzę że u was najwięcej się zmieniło
- Aurora to nasze oczko w głowie, niedługo kończy cztery lata - zaśmiała się Zoe - Nadal mieszkamy w Seattle ale myślimy żeby przeprowadzić się do Santa Monica. Seattle jednak nie jest takie fajne. Tym bardziej jak jesteśmy tak daleko od was.
- No i planujemy ślub - powiedział Paul uśmiechając się - Chcieliśmy wyprawić je szybciej ale mieliśmy nadzieję że w końcu się wybudzisz i będziesz moim świadkiem. Jestem też szefem baru w którym kiedyś pracowałem. Z daleka ciężko nim zarządzać więc Luke mi pomaga.
Usmiechnąłem się. Spojrzałem na Ryana bo on siedział jak do tej pory najciszej.
- A ty? Jak tam?
- Po staremu - wzruszył ramionami - Nie studiuje bo nie wyszło po prostu. Pracuje razem z moim ojcem w jego firmie. I czasami pomagam Alice jak ma zapierdol.
- Po prostu go wyjebali z uczelni za to, że nie chodził na zajęcia - mruknęła Alice a Ryan walnął ją w ramię
- Auć! Taka prawda leniu!
Usmiechnąłem się widząc ich wszystkich. Jednak chciałem zobaczyć jedną konkretną osobę która ma piękne brązowe oczy.
I dalej nie mogłem przestać myśleć o tym, że w moim śnie córka Zoe i Paula miała tak samo na imię jak w prawdziwym życiu.
Tego się nie spodziewaliście co? Wracam po długiej przerwie z dużą siłą i nowymi pomysłami!! Mam nadzieję że nie zapomnieliście o mnie. Rozdział miał być o 20 ale nie miałam internetu i nie miałam jak go wstawić:/
Miłego dnia/wieczoru<33
