Rozdział 1

27 1 0
                                        



Siedząc w ostatnim rzędzie naszej auli wykładowej, czułam mieszankę ekscytacji i niepokoju. Wykład właśnie się rozpoczął, a ja widziałam już w oczach mojej najlepszej przyjaciółki Adele błysk oczekiwania. Czekałyśmy na ten moment – ten, w którym nasz profesor w końcu ogłosi nasze kolejne zadanie z dziennikarstwa sportowego.

— Dobrze, wszyscy — powiedział profesor Martinez, a jego głos rozbrzmiał w dużej sali. — Mam nadzieję, że jesteście gotowi na ekscytujący projekt w tym semestrze! Każdy z was napisze artykuł o swoim ulubionym zawodniku Barcelony. — Zrobił pauzę, a moje serce przyspieszyło. — A dzięki naszej współpracy z klubem mamy dla was bilety na najbliższy mecz z Valencią. Będziecie mieli okazję zobaczyć swojego wybranego zawodnika w akcji!

Adele zapiszczała obok mnie, a jej podekscytowanie było zaraźliwe.

— O mój Boże! O kim zamierzasz pisać?

— Jeszcze nie wiem — przyznałam, przygryzając wargę i zastanawiając się nad opcjami. Przez moją głowę przelatywały różne nazwiska – Pedri, Lewandowski, Lamine, a może nawet Gavi. Młody pomocnik miał w sobie coś wyjątkowego; iskrę, która mnie przyciągała.

— No weź, to musi być Gavi! — szturchnęła mnie Adele, nie tracąc entuzjazmu. — Jest wschodzącą gwiazdą! No i jest uroczy!

Zaśmiałam się na jej uwagę, doceniając to, jak zawsze potrafiła znaleźć jasne strony w każdej sytuacji.

— Masz rację. Napiszę o Gavim — powiedziałam z uśmiechem. — A ty?

— Myślę o Araujo. Świetny obrońca! — odpowiedziała, już zapisując coś w swoim notatniku.

Kiedy zajęcia dobiegły końca, zebrałyśmy swoje rzeczy i ruszyłyśmy do wyjścia, wciąż czując podekscytowanie w powietrzu.

— Nie mogę się doczekać meczu! Chodźmy do mnie, żeby się przygotować — zaproponowała, wiedząc, że chciałam uciec od mojego domu, zwłaszcza od toksycznej atmosfery, jaką tworzyli moja matka i ojczym.

Mieszkanie Adele znajdowało się zaledwie kilka ulic od mojego, a ja zawsze traktowałam je jako azyl od chaosu mojego własnego domu. Kiedy weszłyśmy, natychmiast poczułam kojący zapach wanilii i lawendy unoszący się w powietrzu. Miała talent do tworzenia przytulnej atmosfery, czego jej zazdrościłam.

— Dobra, w co się ubieramy? — zapytała, opierając ręce na biodrach i przyglądając się swojej szafie.

— Coś luźnego — odpowiedziałam, przeglądając jej ubrania. Nie chciałam zakładać koszulki Barcelony; wolałam wtopić się w tłum. Ostatecznie obie wybrałyśmy wygodne dżinsy i obszerne bluzy, które pozwolą nam robić notatki bez poczucia skrępowania.

Kiedy byłyśmy gotowe, zabrałyśmy nasze notatniki i długopisy, zdeterminowane, by jak najlepiej wykorzystać mecz. Rozmawiałyśmy o naszych planach, gdy zmierzałyśmy na Camp Nou.

Atmosfera na stadionie była elektryzująca, a fala energii przeszła przez moje ciało, gdy zajęłyśmy swoje miejsca. Słońce powoli chyliło się ku zachodowi, rzucając ciepłe światło na murawę, gdzie piłkarze rozgrzewali się przed meczem. Moje serce przyspieszyło, gdy dostrzegłam Gaviego, który z ogromną intensywnością ćwiczył drybling. Był tak skupiony, tak pochłonięty chwilą.

— Patrz na niego! — zawołała Adele, jej oczy błyszczały z podziwu. — Strzeli dzisiaj gola, czuję to!

Mecz się rozpoczął, a ja gorączkowo robiłam notatki, zapisując każdy szczegół dotyczący gry Gaviego. Był nieustępliwy, z łatwością lawirował między obrońcami. Za każdym razem, gdy dotykał piłki, czułam przypływ ekscytacji, dreszcz, którego nie umiałam do końca wyjaśnić.

Mecz posuwał się naprzód, a Barcelona przejmowała kontrolę. Tuż przed przerwą Gavi strzelił oszałamiającego gola, a ja ledwo mogłam powstrzymać swoją radość. Odwróciłam się do Adele, która niemal podskakiwała na swoim miejscu.

— Widziałaś to?! — wykrzyknęłam, mój głos ledwo przebijał się przez ryk tłumu.

— Oczywiście! Jest dziś w ogniu! — zaśmiała się, a my obie podskoczyłyśmy, wiwatując razem z resztą kibiców.

Barcelona ostatecznie wygrała 2:0, a Lewandowski również zdobył bramkę. Kiedy zabrzmiał ostatni gwizdek, ogarnęła mnie euforia. Byłam świadkiem prawdziwej magii i nie mogłam się doczekać, by podzielić się swoimi przeżyciami z Adele.

— Chodźmy na drinka! — zaproponowała, ale zawahałam się, spoglądając w stronę stadionowych toalet.

— Poczekaj, muszę się odświeżyć — powiedziałam, chcąc zebrać myśli i uporządkować emocje po meczu.

Idąc w kierunku łazienek, zauważyłam korytarz prowadzący do strefy zawodników, strzeżony przez ochronę. Gdy kontynuowałam spacer, zauważyłam grupkę ludzi gromadzących się przy wyjściu.

I wtedy, skręcając za róg, wpadłam na kogoś. Podniosłam wzrok i zamarłam. To był Gavi – cały spocony, jego mokre włosy opadały mu na czoło, a jego oczy lśniły w sztucznym świetle stadionowych korytarzy.

— O! Przepraszam! — wydukałam, czując, jak moje policzki płoną.

Zaśmiał się, a w jego oczach zatańczyły iskierki rozbawienia.

— Nic się nie stało! Po prostu próbuję stąd uciec.

— Um... czy mogłabym zrobić sobie z tobą zdjęcie? — zapytałam cicho, ledwo wierząc, że to się dzieje naprawdę.

— Oczywiście! — odpowiedział z szerokim uśmiechem.

Drżącymi rękami wyciągnęłam telefon i zrobiłam nam wspólne zdjęcie. Chwila wydawała się nierealna.

— Dziękuję! — powiedziałam, moje serce waliło jak oszalałe.

— Nie ma za co! Miłego wieczoru! — powiedział, zanim zniknął w korytarzu.

Gdy wróciłam do Adele, niemal kipiałam z ekscytacji.

— Nie uwierzysz, co się właśnie stało!

— Zrobiłaś zdjęcie?! — zapytała, jej oczy rozszerzyły się z zachwytu.

— Tak! Wpadłam na Gaviego! Był taki miły!

Resztę wieczoru spędziłyśmy, pisząc nasze artykuły, a ja nie mogłam przestać myśleć o tym spotkaniu. Może to był tylko przypadek, ale czułam, że coś się zaczęło – coś, czego jeszcze nie rozumiałam.

Trust Issues / Pablo GaviStories to obsess over. Discover now