✦•┈๑⋅⋯ ⋯⋅๑┈•✦
— Przepraszam, czy ma pani chwilę? — usłyszałam spokojny, męski głos zza moich pleców.
Natychmiast odwróciłam się, wpatrując się w osobę stojącą za mną.
— Nie chcę żadnych prochów, nie mam drobnych ani nie chcę się sprzedawać — mruknęłam.
Próbowałam nie dać po sobie poznać, że byłam wystraszona, jednak nie wyszło mi to zbyt dobrze. W końcu nikt normalny nie zaczepia samotnej kobiety w środku nocy, a żadna normalna kobieta nie reaguje na to zwyczajnie.
— Spokojnie — odparł, okrążając ławkę, na której siedziałam. Stanął przede mną, uśmiechając się jak najgorszy psychopata. — Mam dla pani propozycję pracy.
— Już mam robotę — westchnęłam, zaciągając się papierosem. — Spierdalaj — dodałam, odwracając głowę w bok.
Facet nic nie zrobił sobie z moich słów. Stał przede mną, nie mając zamiaru odejść choćby na krok.
Zirytowana jego nachalnością wstałam i szybko ruszyłam w stronę samochodu, który zaparkowałam kilkadziesiąt metrów dalej.
— Umie pani posługiwać się bronią, prawda? — zapytał ciszej.
Zatrzymałam się czując dreszcze na całym ciele. Ciężko oddychałam, starając się nie panikować.
— Prawda, Nam Yun-seo?
Co do kurwy...
Szybko odwróciłam się, z kieszeni czarnej bluzy wyciągając niewielki, rozkładany nóż. Podeszłam do faceta, przystawiając ostrze do jego szyi. On jedyne co zrobił, to skrzywił się, nawet nie odchodząc. Nie zauważyłam nawet, kiedy papieros wypadł mi spomiędzy palcy.
— Skąd znasz moje imię? — zapytałam z zaciśniętymi zębami.
— Siedem dni pracy — rzekł z uśmiechem, który nie chciał opuścić jego twarzy. — Miliard wonów dziennie — wyjaśnił, podając mi małą karteczkę.
Miliard dziennie? Co to za robota? Handel ludźmi?
Wbiłam wzrok w karteczkę, na której narysowane były trzy symbole.
Kółko, trójkąt oraz kwadrat.
Trójkąt był narysowany zdecydowanie mocniej, niż pozostałe dwa kształty. Szybkim ruchem wyrwałam facetowi wizytówkę, chowając ją do kieszeni.
— Co to za praca? — zapytałam, wciąż nie będąc pewna co do faceta. Właśnie dlatego wciąż mocno trzymałam nóż przy jego szyi.
Jednak skądś musiał znać moje imię i fakt, że potrafiłam obchodzić się z bronią.
— Umie pani strzelać? — zapytał znów, po czym odszedł z tym samym uśmiechem.
Nie miałam zamiaru za nim iść, choć miałam wiele pytań. Zostawił mnie samą bez żadnych logicznych wyjaśnień.
Biegiem popędziłam do auta, w którym szybko zapaliłam małe światełko. Patrzyłam na numer zapisany z tyłu wizytówki i ściskając telefon w drugiej dłoni zastanawiałam się, czy powinnam zadzwonić.
Dawno nie byłam tak przestraszona, jak teraz. Na początku bałam się, że ten mężczyzna coś mi zrobi. Chwilę później bałam się, że to ktoś stamtąd. Bałam, że przeszłość do mnie wróci, że będą chcieli mnie złapać.
A przecież obiecałam, że nie dam się złapać.
Wzdychając ciężko, wybrałam numer podany na wizytówce.
Nie wiedziałam do końca, dlaczego tak szybko to zrobiłam. Pewnie zmusił mnie do tego stres i strach oraz przerażenie wywołane przez tego faceta.
— Podaj imię, nazwisko, datę oraz kraj urodzenia — usłyszałam szorstki, męski głos po drugiej stronie, ale zdecydowanie nie był to ten facet, który wręczył mi wizytówkę.
— Nam Yun-seo. Osiemnasty grudnia tysiąc dziewięćset dziewięćdziesiąty siódmy.
Słyszałam w słuchawce ciche pisanie na klawiaturze. Zacisnęłam usta w cienką linię, nie wiedząc, czy robię właściwą rzecz.
— Kraj pochodzenia? — dopytał.
— Korea Północna.
✦•┈๑⋅⋯ ⋯⋅๑┈•✦
YOU ARE READING
Pink soldier | Lider / Hwang In-ho
FanfictionWizytówka, którą dostała od dziwnie uśmiechającego się faceta w środku nocy miała zamiar kompletnie zmienić jej dotychczasowe życie. Ciągły strach odszedł, kiedy znów chwyciła za broń. Zamiast strachu, pojawiło się obrzydzenie, bo przecież... handlo...
