Rozdział 1

18 0 0
                                        

Hejka!Nowe opowiadanie. Mam nadzieje, że się wam spodoba. Rozdziały postaram się dodawać w poniedziałki i czwartki, ale rozdział pierwszy dodaje już dziś. Miłej lektury.❤️

pov:Vivianne

Jechaliśmy już dobre cztery godziny, aż w końcu zobaczyłam znak: "Witamy w Outer Banks - raju na ziemii". Z jednej strony trochę ucieszył mnie ten napis, ale z drugiej... nie chciałam tam wracać.

Zaczynając od początku: jestem sierotą. To znaczy, mam rodziców, ale ci porzucili mnie, gdy miałam siedem lat, a teraz mieszkam z rodziną zastępczą.
Mam też brata, właściwe to miałam. Opieka społeczna rozdzieliła nas, a on poszedł mieszkać u wujka, który mógł zaopiekować się tylko jednym z nas, no i wybrał jego. Cóż, wiadomo, męska solidarność. Wiem, że mieszka gdzieś tutaj, w Outer Banks, ale dokładnie gdzie, to nie mam pojęcia.

Eve, czyli moja matka zastępcza, jest księgową, a ojciec... szkoda gadać, pijak i nierób; moja matka go utrzymuje. Nie wiem, dlaczego opieka społeczna dokładnie nie sprawdza, do kogo trafiają dzieciaki z sierocińca.

Gdybym tylko mogła się stad wyrwać...

Zerknęłam na telefon matki, na którym była włączona nawigacja. Godzina 11:00, a nam zostało jeszcze 30 minut jazdy do celu. Oczywiście kierowała ona, bo Jack jak zwykle był pod wpływem. Nie lubię, kiedy to robi, kiedy pije. Wtedy traci nad sobą kontrolę.

***

-Jesteśmy! - usłyszałam głos kobiety, przez co otworzyłam oczy i podniosłam się do siadu.

Dojechaliśmy na miejsce. Do domu. Tak właściwie, nie jest to do końca nasz dom, ale dom, w którym się wychowywałam. Eve postanowiła tu wrócić, bo niby „sprawiałam problemy", więc pomyślała, że może tutaj będzie mi lepiej.
Nie za bardzo pamiętam, co tutaj robiłam, ale we wspomnieniach przewija się kilka osób.

Chyba się przyjaźniliśmy.

Po ciężkim dniu w podróży postanowiłam wziąć długi, gorący prysznic. Zgarnęłam tylko z torby czystą bieliznę i jakąś koszulkę. Umyłam włosy i całe swoje ciało. Czułam, jak wrzątek spływa po moim karku i plecach. Uwielbiam prysznice, jak i kąpiele we wrzątku, nawet gdy temperatura na zewnątrz przekracza 30°C.

Po kąpieli, gdy już się ubrałam, wskoczyłam pod kołdrę. Jeszcze chwilę przeglądałam telefon i nawet nie wiem, kiedy zasnęłam.

***

- Vivian! - usłyszałam kobiecy głos dochodzący z dołu. Czy ta kobieta musi się tak drzeć z samego rana?

Wygramoliłam się z łóżka, włożyłam na siebie spodenki, żeby nie paradować w samych majtkach, i zeszłam na dół. Eve, jak zwykle, siedziała zapatrzona w laptop przy wyspie kuchennej, popijając kawę.

- Wolałaś mnie - rzuciłam, nawet na nią nie patrząc, otwierając lodówkę. Była pełna. Chyba wczoraj była na zakupach. Wyciągnęłam jogurt truskawkowy i sięgnęłam do szuflady po łyżeczkę.

- Tak, za godzinę muszę być w pracy, pilnie mnie do czegoś potrzebują. Poradzisz sobie sama? - powiedziała, nie odrywając wzroku od ekranu.

- Czemu niby miałabym sobie nie poradzić? - spojrzałam na nią pytającym wzrokiem. - A ojciec...ojciec jest w domu?

Bałam się zostać z nim sama, jeśli coś pił...

-Wczoraj nawet do niego nie wszedł, a rano w łóżku go nie zastałam, więc go nie ma - podniosła wzrok od laptopa i spojrzała w moją stronę. - Nie martw się, na pewno niedługo wróci - rzuciła i wyszła z kuchni z zapakowaną torbą do pracy.

O to, czy wróci, albo czy w ogóle żyje, się nie martwię. Martwię się o siebie, kiedy w końcu się pojawi.

-Pa, Vivi, muszę już lecieć - powiedziała, całując mnie w policzek, i wyszła.

Co ja mam tutaj niby robić, w dodatku sama?
Przed przyjazdem tu myślałam o tym, czy może nie zacząć szukać mojego brata.
Ale nawet nie wiem, gdzie mogłabym zacząć.

Wyrzuciłam puste opakowanie po jogurcie i skierowałam się na górę, aby się przebrać.

-Piękna pogoda - powiedziałam sama do siebie, stojąc przy oknie w swoim pokoju.

Postanowiłam założyć strój kąpielowy i iść się opalać bądź popływać. Tak też zrobiłam. Spakowałam do torby potrzebne mi rzeczy, włożyłam na siebie to, co musiałam, i wyszłam.

Dotarłam na plażę. Ktoś surfował, ktoś pływał. Większa grupa osób siedziała na piasku przy wodzie dobrze się bawiąc.
Rozłożyłam swoje rzeczy i położyłam się na ręczniku w celu opalania się.

Pov: John B

- Hej, John B! Uważaj! - krzyknęła do mnie brunetka stojąca na dole.
Stałem na dachu remontowanego budynku z puszką piwa.

- Wysokość trzech pięter, szansa na przeżycie jeden do trzech - powiedział Pope, podnosząc wiertarkę, którą ktoś tu zostawił.

- Mam skoczyć?

- Skacz! Zestrzelę cię w locie - stwierdził, podnosząc wiertarkę do góry, udając że to broń.

- Nie zabij się - krzyknęła Kie.

- Nie rozlej, drugiego nie dostaniesz - dorzucił JJ.

- Kurwa - piwo poleciało na dół.

- A nie mówiłem? - rzucił blondyn, co jeszcze bardziej mnie podkurwiło.

- Hej, ludzie, ochrona!

- W nogi! - blondyn zeskoczył z rusztowania.

- Gary, to ty? Poznajesz mnie? Dobrze cię widzieć! - krzyknął JJ do strażnika.

- Prosisz się o kłopoty - stwierdziła brunetka.

Wbiegliśmy do budynku i zaczęliśmy uciekać, śmiejąc się przy tym.

- Stój! - krzyknął ochroniarz. - Łap ich, biegną w twoją stronę! JJ wpadł na jednego z nich, ale udało mu się wyrwać.

- Dawaj, Pope! - krzyknął blondyn, aby ten szybko przeskoczył płot. Oczywiście przy tym musiał się przewrócić.

- Wstawaj szybko.

- Chodźcie tu, gnoje! - wrzasnął za nami Gary.

Wskoczyliśmy do Twinki i zaczęliśmy odjeżdżać, ale Gary nie odpuszczał i dalej nas gonił, tyle że na piechotę.

- Gary biegnie po podwyżkę - zaśmiał się czarnoskóry.

- Dawaj, Gary! - blondyn poprosił, żebym zwolnił, po czym otworzył tylne drzwi.

- Przestańcie, bo dostanie zawału - powiedziała mulatka.

- Już prawie! A teraz łap - blondyn rzucił czymś do niego. - Za mało ci płacą.

- Daj spokój - Kie, to chyba się nie spodobało.

- Przestań, sam się o to prosił - zaśmiał się JJ.

Gary zrezygnował z pościgu za nami, a my odjechaliśmy.

Daddy Issues / JJ MaybankHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora