I. (Nie)znajomy i (Nie)znajoma

116 2 0
                                        

- Czy mogłabym na chwilę zostać sama? – Spojrzała przez ramię w kierunku tarasowych drzwi.
Drobny blondyn szamotał się w progu z długimi, jasnymi firanami, dźwigając na ramieniu profesjonalną kamerę. 
– Na moment – dodała błagalnym tonem, czując, jak supła jej się żołądek.
Nieco niechętnie członkowie ekipy filmowej przystali na jej prośbę.
Podeszła do mosiężnej balustrady i mocno złapała poręcz. Nogi miała, jak z waty. Podmuch majowego wiatru szarpnął welonem wpiętym w starannie upięty kok.
- Co ja, kurwa, robię ze swoim życiem? – Wymamrotała pod nosem, próbując zapanować nad drżeniem całego ciała.
Zauważyła, że na parking podjechało czerwone audi. Samochód był na tyle blisko, że była w stanie dostrzec jego rejestrację.
– KNT – odczytała i odruchowo położyła ręce na biodrach, by z kieszeni wyjąć telefon komórkowy. Chciała sprawdzić w Internecie skąd pochodzi ten skrót. I w tej chwili przypomniała sobie, że musiała oddać smartfon osobom z produkcji programu. Poza tym w suknie ślubne raczej nie wszywa się kieszeni.
- Gabi, pan młody czeka – usłyszała. Po plecach przeszedł jej lodowaty dreszcz.
- Jak wygląda? – Odwróciła się na tyle gwałtownie, że biały materiał spódnicy zamiótł podłogę.
Jej świadkowa uśmiechnęła się nerwowo. - Dobrze – mruknęła, przygryzając wargę. Róż na jej policzkach był wyjątkowo intensywny na tle bladej skóry. Coś było nie tak.
- Co jest? – Wydukała z przerażeniem.
Joanna zrobiła krok w jej kierunku, rozchylając usta, ale w tym momencie na taras wparował zniecierpliwiony kierownik produkcji.
- Ja wiem, że wielki dzień, że ślub z nieznajomym i bla bla – przewrócił oczami. Jego ton był pełen pretensji. – Ja naprawdę to rozumiem, droga pani, ale my tutaj jesteśmy w pracy i chcielibyśmy widzieć na horyzoncie jej koniec – splótł dłonie. – Kto ma panią zaprowadzić do ołtarza?
- Tata – wychrypiała Gabriela, nie spuszczając wzroku z przybyłej.
- Pani jest świadkową? – Zwrócił się do blondynki, która w odpowiedzi skinęła głową. – No to co pani tu robi? Proszę już iść na salę i zaczynamy. Urzędniczka też już się niecierpliwi – Odwrócił się bokiem i machnął ponaglająco ręką.
Kobieta spojrzała bezradnie na siostrę, po czym jęknęła cicho. Spełniła oczekiwania mężczyzny, pozostawiając pannę młodą bez odpowiedzi.
- Ja chcę... – zaczęła, ale natychmiast wszedł jej w słowo.
- Niech zgadnę, zrezygnować? – Wywrócił oczami. – Nie pani pierwsza. Przypominam, że kara za wycofanie się na tym etapie wynosi siedemset pięćdziesiąt tysięcy – wyrecytował beznamiętnie.
W trakcie jedenastu zeszłych sezonów tego szalonego reality show mężczyzna usłyszał o chęci rezygnacji, tuż przed kluczowym momentem programu, chyba od każdego z głównych bohaterów. Wspomnienie kwoty, na jaką produkcja wyceniła zerwanie umowy zawsze działało. Tym razem też. 

Kiedy Gabriela Leszczyńska schodziła krętymi schodami na parter, w głowie miała pustkę. Nie czuła ani przerażenia, które jeszcze przed chwilą czaiło się gdzieś w sercu, ani ekscytacji nowym rozdziałem. Miała wrażenie, że ogląda kadr z, nomen omen, filmu. Oto rudowłosa, szczupła dziewczyna, ubrana w długą, białą suknię ślubną o prostej spódnicy i dopasowanej górze, idzie korytarzem w kierunku sali, gdzie za kilkanaście minut zostanie żoną. Żoną obcego sobie człowieka.
Parsknęła śmiechem, przypominając sobie, że kilka milionów Polaków rzeczywiście obejrzy tę scenę na ekranach swoich telewizorów, w któryś jesienny wtorek tego roku.
Podniosła głowę i zobaczyła otwarte na oścież dwuskrzydłowe drzwi. Na końcu pomieszczenia, do którego prowadziły, stało mahoniowe biurko, a przy nim kobieca postać. Bała się skierować wzrok w lewo, choć kątem oka dostrzegała sylwetkę przyszłego męża. Męża od pierwszego wejrzenia.
- Gabrysiu– wzruszony głos ojca wyrwał ją z zamyślenia.
Widok łagodnego, pełnego troski wyrazu twarzy rodzica przyniósł chwilowe ukojenie. Złapała się jego ramienia, jak tonący brzytwy. – Cała dygoczesz. 
Choć myśli się uspokoiły, ciało odczuwało ogrom stresu, jaki niosła za sobą ta sytuacja.
- Zaraz zobowiążę się wejść w związek małżeński z obcym facetem na oczach milionów widzów – wciągnęła mocno powietrze.
Kiedy już wiedziała, że eksperci znaleźli jej partnera, czasem stawała wieczorem przed lustrem i wypowiadała do siebie na głos te słowa. Teraz dotarło do niej, że wówczas nie uświadamiała sobie ciężaru ich powagi.
- Przepraszam, że was w to wyciągnęłam...
- Zawsze chciałem zostać celebrytą – rzucił żartobliwie pan Kazimierz, by rozładować atmosferę. – Zgodziliśmy się z Asią pokazać w tym programie, a to co myśli i pomyśli o nas otoczenie jest nieistotne – wzruszył ramionami, uśmiechając się ciepło.
- Nie wiem czym sobie zasłużyłam na tak wspaniałego tatę – po jej policzku spłynęła łza wzruszenia.
- Naprawdę nie możemy już dłużej czekać – do Leszczyńskich podszedł jeden z członków ekipy filmowej. – Powinniśmy zacząć czterdzieści minut temu. Szef wkurzony... – podrapał się po potylicy. Młody chłopak wydawał się być zakłopotany przerwaniem rozmowy panny młodej z ojcem.
Wzięła głęboki wdech, zaciskając mocno palce na małym bukiecie białych lilii. Odrzuciła welon do tyłu i poprawiła suknię.
- Jestem gotowa – powiedziała z mocą i wyprostowała się.

(Nie)ZnajomiHistorias para obsesionarse. Descúbrelo ahora