Ohayoooo! ^>^ A oto przybywam!!! Bardzo was przepraszam za tak długą przerwę, ale dopadło mnie wakacyjne lenistwo T___T Mam nadzieję, że jednak rozdział który dla was napisałem będzie w stanie odpokutować za moje grzechy ;__; Jest dość długi, ale mam nadzieję, że uda wam się wytrwać do końca... Bo przecież najlepsze zostawia się na koniec xD Serdecznie zapraszam was do przeczytania ^^
Szliśmy w milczeniu wprost przed siebie. Spalona ziemia chrupała pod nogami, a ostre powietrze coraz bardziej dokuczało, powodując bóle głowy i kaszel. Co kilka minut któreś z nas wyciągało butelkę wody i przepłukiwało wyschnięte gardło uśmierzając niesforny ból i napady mdłości.
Nie miałem zielonego pojęcia gdzie możemy się znajdować, ponieważ nikt nigdy nawet mi nie wspomniał, że taka kraina w ogóle może istnieć. Coraz bardziej przekonywałem się do teorii, że wylądowaliśmy w innym wymiarze. Na całe szczęście nie spotkaliśmy po drodze żadnej dziwnej istoty. Chociaż, gdy szliśmy przez las, który dawno temu został pochłonięty przez ogień, zaatakował nas samotny diord. Tsukasa w dość drastyczny sposób pozbył się nieproszonego gościa, rozcinając mu brzuch jednym ze swych srebrnych ostrzy.
Byłem już nieco rozdrażniony, tak samo jak czerwonowłosy, ponieważ szliśmy od dobrych kilku godzin, a na horyzoncie nie było widać zupełnie nic, prócz ogromnego pustkowia skąpanego w czarnym i czerwonym kolorze. Gdy dotarliśmy do małego wzniesienia, postanowiłem zarządzić postój. Byliśmy zmęczeni, głodni i wyczerpani bo długim marszu przez piekło.
- Możecie odpocząć, a ja wezmę pierwszą wartę. Spróbuję przejść się kawałek... Może znajdę coś ciekawego...
- Powodzenia ci życzę, ogniku.
- Ogniku? - spytał Tsukasa, odwracając się do niej ze zdziwionym wyrazem twarzy.
- Nie słyszałeś? Nie ważne.. Idź już! A ja popilnuję Haru – uśmiechnęła się do niego wrednie. Czerwonowłosy wyglądał tak, jakby ktoś właśnie zdzielił go w twarz. Zerknął na mnie ukradkiem, ale ja tylko pokiwałem głową i rzuciłem mu przepraszający uśmiech. Westchnął cicho i po chwili zniknął w ciemnościach lasu, które pod postacią nocy zdążyły już opatulić zmarłe rośliny.
Usiadłem opierając się plecami o jedną ze skał i skierowałem wzrok w górę. Sam nie wiem czego miałem się spodziewać. Wątpiłem w to, że znajdę na niebie jakieś gwiazdy, ale ich widok bardzo by mnie ucieszył. Niestety. Tam w górze panowała jedna wielka ciemność, rozświetlana słabym światłem czerwonego ciała niebieskiego, które zapewne były odpowiednikiem księżyca.
- Haaaaalo! Panie mówię do ciebie! - przed moją twarzą znalazła się ręka, którą energicznie poruszała Raiona.
- Przepraszam, zamyśliłem się – mruknąłem. - Co tam?
- Nie jesteś śpiący? - zapytała.
- Sam nie wiem. Boję się tutaj zasnąć...
- Śpij spokojnie. Tsukasa zaraz wróci, a ja nie potrzebuję takiej ilości snu jak zwykli ludzie. Będę stać na czatach – poklepała mnie w ramię i podniosła się z klęczek. Zerknąłem na nią ostatni raz, a później moje powieki zrobiły się ciężkie i bezwładnie opadły, zabierając mnie do krainy Morfeusza.
Przebudziłem się, gdy poczułem ruch obok siebie. Otworzyłem oczy i zobaczyłem nade mną śpiącą twarz Tsukasy. Leżałem głową na jego nogach, a on sam opierał się o kamień, cicho drzemiąc. Jego wyraz twarzy był spokojny, a mięśnie najwyraźniej rozluźnione. Mógłbym tak siedzieć godzinami i na niego patrzeć, ale niestety nie było mi to dane.
YOU ARE READING
Walka żywiołów
FantasyWśród ludzi zaczęli pojawiać się tacy, którzy obdarzeni są wyklętą mocą. Mianowicie potrafią manipulować danym żywiołem, co dla zwykłych śmiertelników jest odrazą i ''wyklętych" traktują jak zwyczajny błąd tego świata robiąc z nich pośmiewisko. Kied...
