W nowojorskiej galerii sztuki, gdzie cisza była złotem i emocje tętniły w powietrzu, Y/N stanęła przed obrazem, którego nie potrafiła oderwać wzroku. Ale jej skupienie zostało przerwane, gdy za jej plecami usłyszała znajomy, chropowaty głos.
- Znowu tu jesteś, Y/N? - Timothée Chalamet, osoba, której obecność potrafiła wywołać burzę w jej spokojnym świecie.
- Zawsze musisz się wtrącać? - odparła, odwracając się w jego stronę z wyzwaniem w oczach.
- Ona nadal z tobą, czy w końcu cię porzuciła? - zapytał, ale w jego tonie była nuta ciekawości, a nie pogardy.
Y/N uniosła brew, czując, jak w niej kipią emocje. - To nie twoja sprawa - odrzekła ostro.
Timothée skrzywił się, ale zamiast odpowiedzieć, tylko sięgnął po katalog z obrazami, które również oglądała Y/N.
- Może warto spojrzeć na coś innego niż to, co nas dzieli? -
Y/N wzruszyła ramionami, ale w głębi serca wiedziała, że Timothée miał rację. Może faktycznie było warto spróbować spojrzeć na świat przez inne okno.
Mijały dni, a Y/N i Timothée spotykali się przypadkowo na ulicach miasta, w kawiarniach i na imprezach. Stopniowo zaczęli rozmawiać, odkrywając, że mają więcej wspólnego, niż początkowo sądzili. Ich poglądy na sztukę, muzykę, a nawet życie zaczęły się ze sobą splatać, tworząc niewidzialne więzy.
- Gdzie byłaś całe moje życie? - zapytał Timothée jednego dnia, gdy siedzieli na ławce w parku, oddychając powietrzem miasta.
Y/N się uśmiechnęła. - Byłam tu cały czas, czekałam tylko na ciebie, żebyś to zauważył. -
Ich drogi coraz częściej się krzyżowały, aż w końcu stali się nieodłączną częścią życia drugiej osoby. Wzajemne przekomarzanie się przerodziło się w żarty i śmiech, a wrogość zamieniła się w szacunek i zrozumienie.
Kiedy Y/N w końcu spojrzała w jego oczy, zrozumiała, że to, co między nimi istnieje, to coś więcej niż tylko przyjaźń. To była miłość, która tkwiła w ich sercach od samego początku, tylko czekając na odpowiedni moment, by rozkwitnąć.
- Chcę być z tobą - wyznała, czując, jak jej serce wali mocniej.
A Timothée tylko się uśmiechnął, przytulając ją do siebie. - Ja też chcę być z tobą. -
Ich pocałunek był jak finałowa kropka na obrazie ich wzajemnej historii, sygnalizując początek nowego rozdziału, w którym nie ma już miejsca na wrogość i przeciwności. Tylko miłość, która przenikała przez wszystkie różnice i przeszkody, prowadząc ich do szczęśliwego końca, o którym zawsze marzyli.
