Wiał lekki wietrzyk, słońce paliło umiarkowanie, drzewa zieleniły się radosnym migotaniem, jednym słowem był to pogodny cudowny dzień. Wiki wędrowała ulicą, w wesołych podskokach. W plecaku niosła klasówkę z historii ocenioną na piątkę. Zamierzała użyć jej jako atut w zdobyciu potrzebnej gotówki. Cel był istotny, ważny, jak najważniejszy. Chciała pójść w piątek do kina. W kinie szedł amerykański hit z Selmą Gonzales i z tym przystojniakiem Mattem Connorem. Jak on potrafił patrzeć na dziewczynę, jak poruszał się prężnie, zwinnie biegł spóźniony na żółty szkolny autobus i zawsze na niego zdążył. Wiki zdarzało się spóźniać na miejski autobus, szczególnie w słotne dni. Albo kiedy była zima. Zawsze jej uciekał.
Duma rozpierała teraz Wiki, gdyż jak na razie wszystko biegło dla niej w jak najlepszym kierunku. Dzisiejsze lekcje miała już za sobą, nie było zadań domowych, było czwartkowe wczesne popołudnie, pozostał jeszcze tylko jeden dzień w szkole i nie ucieknie jej dziś żaden autobus ani tramwaj, gdyż rozpierająca ją radość skusiła Wiki na spacer ulicami miasta w powrotnej drodze ze szkoły. To jednak nie było wszystko. W kinie będzie też Kornel z kumplami. A po kinie może wpadną na siebie, oczywiście w najwyższym stopniu przypadkowo, a potem... Nie ma co na razie rozdmuchiwać oczekiwań, co będzie to będzie, a będzie jak sobie Wiki pomyśli i jak pokieruje sytuacją. Nie może być inaczej.
Kornel intrygował Wiki od dawna. Był szczupły lecz muskularny. Godziny na siłowni robiły swoje, rzeźbiły klasyczną chłopięcą sylwetkę, nadając jej wrażenie mocarnego ciała, które jest wytrzymałe, sprawne i nie do pokonania. Zawsze pewny siebie, zawsze z trafną, błyskawiczną i cięta odpowiedzią, zawsze z uśmiechem, zawsze dobrze ubrany, zawsze, zawsze... Sporo tych "zawsze". Plusów co niemiara. Krótko ostrzyżony, z czarną fantazyjna falą włosów nad odkrytym czołem, a poniżej oczy, jego oczy, dwa światła, dwie wabiące nocą latarnie morskie, oczy pożerające, oczy magnetyzujące, oczy...
Jakiś szybki van szybko przemknął, kiedy Wiki czekała na zielone światło, rozwiewając jej włosy, wytrącając dziewczynę z rozmarzenia. Trysnęła perlistym śmiechem. Uwielbiała czuć wiatr we włosach, to było takie świeże doznanie. Jakiś smutny pan popatrzał się dziwnym wzrokiem. "Gość kompletnie odklejony" - pomyślała. Już chciała go poczęstować ironicznym uśmieszkiem, jednak światła zmieniły się ułamek sekundy wcześniej zanim zrealizowała swój plan i Wiki ruszyła prędko przed siebie. Głód grał w tym przyspieszonym marszu rolę dosyć sporą, gdyż właśnie go poczuła, a głodna być nie lubiła. Kto by to lubił? Przebiegła park miejski jak wypuszczona strzała i za chwilę jej kroki dudniły już głośno po klatce schodowej, kiedy wdrapywała się na trzecie piętro.
Otwierając drzwi omal nie przewróciła się o zwijające się, kręcące we wszystkie strony ciałko Fiony, radosnego małego mopsika. To była rzadka chwila aktywności ruchowej psa. Na spacerach nie można powiedzieć, że Fiona biegała jak szalona, ale jednak węszyła zawzięcie i parła zygzakami do przodu. Podczas posiłków, Fiona mogłaby konkurować ze sprinterami w szybkości dotarcia do celu, czyli wszędzie tam, gdzie pojawiało się coś do jedzenia, potem już tylko stała jak posąg na dwóch tylnych łapach, opierając przednie o uda siedzących przy stole. Patrzyła wtedy bez ruchu litościwie w oczy jedzących, oczekując na smakowite kęsy. Głównym jej zajęciem było przesypianie całych dni i nocy, jak gdyby zbierała na coś co nigdy nie nadchodziło siły. Dlatego najbardziej autentyczne było u Fiony witanie Wiki, kiedy wracała do domu. Pies wtedy szalał z radości. To była kolejna dobra rzecz, jaka wydarzyła się Wiki dzisiejszego dnia.
- Mamo, jestem! - zawołała z przedpokoju pochylona nad skaczącym pieskiem, głaszcząc go po głowie - Co na obiad?
Mama siedziała w pokoju gościnnym, oglądając któryś z kolei raz ulubiony serial. Słysząc, że córka wróciła do domu, zatrzymała film i przywitała Wiktorię.
- Hej, Wiki! - odpowiedziała - Dziś mamy naleśniki.
- Extra, ty wiesz co dobre - ucieszyła się głodna już porządnie dziewczyna. Trzeb zawsze chwalić swojego kucharza. Ten dzień obfitował w same wspaniałe chwile. Spotkały się w korytarzu dzielącym kuchnie od pokoju mamy.
- Cześć, Poziomeczko - powiedziała mama i z uśmiechem na twarzy wysunęła ku córce rękę zaciśnięta w pięść.
- Cześć - odparła Poziomeczka i nastąpiło przybicie żółwika, po czym mama skierowała kroki do kuchni i zajęła się smażeniem naleśników z uprzednio przygotowanej masy, a kiedy tylko kolejny naleśnik opuszczał patelnię, Wiki brała go łapczywie na swój talerz. Słoiki z dżemem tańczyły na stole na przemian truskawkowy, wiśniowy i brzoskwiniowy. Takie naleśniki na słodko się rozumie.
- Dostałam piątkę z klasówki - pochwaliła się niby to mimochodem.
- Z czego? - mama udawała, że zapomniała z jakiego przedmiotu Wiki uczyła się od trzech dni do zapowiedzianego sprawdzianu wiedzy.
- Mamoooooooooo - Wiki udała oburzenie.
- Wiem, z historii, wspaniale córko, jesteś wielka! - duma rozpierała mamę - Moja zwycięska Wiktoria - uśmiech nie schodził z twarzy mamy.
Przerzuciła ostatni naleśnik na talerz i odłożyła patelnię, by przytulic córkę.
- Za rok ostatnia klasa liceum, a ty już jesteś taka mądra.
Wiki zręcznie odchyliła się nieco, niwelując czułości.
- Mamo, ja nie mam sześciu lat - oznajmiła Wiki.
- Dobrze już, dobrze, moja nastolatko - mama doskonale wiedziała ile Wiki ma lat i jak reagują na czułości rodziców nastolatki, ale podroczyć się można przecież zawsze.
- Trzeba wyjść z Fioną na spacer - zmieniła temat mama - tak do godziny.
- OK, tylko trochę odpocznę.
Popołudni Wiki spędziła na buszowaniu po necie, przerwane spacerem z Fioną. Coś tam chciała nawet poczytać w podręcznikach, ale uznała, że dziś był zbyt piękny dzień, żeby kończyć go w ten sam sposób jak się zaczął, czyli nauką. I tak przyniosła dziś ze szkoły piątkę z klasówki. To musiało wystarczyć. Wieczorem Wiki powiedziała mamie o zamiarze pójścia nazajutrz do kina i kładła się do snu, schowawszy uprzednio pod etui do smartfonu dwa banknoty o nominale 20 zł. Kołderka i noc szczelnie otuliły Wiki, która szybko zasnęła, zmęczona nadmiarem wrażeń.
YOU ARE READING
Poziomkowa dziewczyna
RomanceWiki myśli, że zna już życie i świat, który zamyka się w szkolnych murach i w kręgu jej przyjaciół, tymczasem okazuje się, że wiedziała mało, a życie lubi serwować niespodzianki.
