I

31 1 1
                                        

Chęć zniknięcia nigdy nie była tak silna jak w tej chwili. Dlaczego wszyscy trzymają mnie tutaj na siłę? Czy nie mogą mnie po prostu puścić? Dlaczego mi to robią? Chcę zniknąć, chcę zniknąć, chcę zniknąć, chcę zniknąć!

Te myśli krążyły w jej umyśle, nie mogła skupić uwagi na niczym innym poza psychicznym bólem. Była krucha jak skrzydła motyla, a zarazem bardzo silna, bo mimo tylu ciosów wciąż potrafiła unosić się nad ziemią.

– DZIECKO, ZEJDŹ TU NATYCHMIAST!

Usłyszała ostry głos matki dobiegający z dołu. Nie miała już siły ani ochoty się z nią kłócić, więc po prostu zeszła. W salonie siedział jakiś mężczyzna, którego nigdy wcześniej nie widziała. Był za młody, by być kochankiem matki, ale zbyt zadbany, jak na kolegę ojca od picia, który zresztą leżał na wpół przytomny na kanapie.

Mężczyzna spojrzał na nią surowo, mierząc ją wzrokiem od stóp do głowy, po czym zwrócił się do jej matki.

– Będzie odpowiednia. Ile chcesz za nią?

Mówił to spokojnym tonem, ale Cornelia czuła, że coś w nim budziło niepokój.

Przez chwilę próbowała zrozumieć sens jego słów. "Będzie odpowiednia? Ile chcesz za nią?" Co? Cornelię zamurowało. Jak to, ile za mnie chce? – przemknęło jej przez głowę.

– Mamo, co tu się dzieje? Czemu masz coś za mnie dostać?

Matka spojrzała na córkę obojętnie, a potem znów przeniosła wzrok na mężczyznę.

– Nie może ugryźć się w język, głupia dziewucha! Dwadzieścia tysięcy i dogadamy się.

– Niech tak będzie. Przelew dostaniesz jutro, ale ją zabieram już dziś.

Cornelia stała oszołomiona, słuchając tej wymiany zdań. Jak to zabierze ją? Dokąd? Do burdelu? Na handel ludźmi? Mężczyzna wyrwał ją z zamyślenia, pstrykając palcami przed jej twarzą.

– Nie słyszysz, że do ciebie mówię? Ignorowanie jest niegrzeczne, wiesz o tym?

Powiedział to suchym tonem.

Dziewczyna nieśmiało spojrzała mu w oczy, co najwyraźniej było błędem, bo natychmiast została mocno uderzona. Złapała się za pulsujący policzek. Nim zdążyła pomyśleć, krzyknęła:

– Co ty sobie wyobrażasz? Kim jesteś, żeby mnie bić?!

To najwyraźniej go rozwścieczyło, bo chwycił ją mocno za włosy i przyciągnął bliżej siebie, sycząc przez zęby:

– Powinienem zapytać, kim jesteś ty, żeby się do mnie tak zwracać! Nie licz na to, że będę tolerował takie zachowanie. Ale o reszcie porozmawiamy w domu. Straciłem już dziś na ciebie wystarczająco dużo czasu. Teraz idziesz spakować najpotrzebniejsze rzeczy i wracasz tu w podskokach. Masz dziesięć minut, rozumiesz?

Mówił spokojnie, ale ton, jakim wypowiedział te słowa, sprawił, że przeszły ją dreszcze. Przestała nawet zwracać uwagę na ból spowodowany szarpnięciem za włosy. Była w szoku.

Kruszynka Donde viven las historias. Descúbrelo ahora