Rozdział 1

15 3 0
                                        

Lubię zimowe poranki, kiedy wszystko pokryte jest śniegiem. Świat budzi się ze snu. Pojawiają się pierwsze promienie słońca, a niebo jest różowoniebieskie i bezchmurne. Stoję na szczycie góry i delektuję się tym widokiem. Stąd widać całą naszą wioskę, nad którą góruje pałac z dwiema wieżami. Na środku fasady wyrzeźbiony jest herb naszej watahy: dwa wilki - jeden biały, drugi czarny, u góry księżyc, a na dole słońce. Przypomina Yin i Yang - równowagę i harmonię między przeciwstawnymi siłami.
​Dawno temu byliśmy najpotężniejszymi lykanami na świecie, ale gdy nadeszła wojna, wszystko się zmieniło. Została nas tylko garstka małoletnich wilków. Uciekliśmy do Nardu - miejsca, gdzie nasza rasa miała swój początek i o którym mało kto wie, jak się tu dostać. To nasz mały azyl: raj i więzienie jednocześnie.
​Zapytałam, czy mało kto wie, jak się tu dostać? Właśnie mamy gościa. To czarny wilk, nieco większy ode mnie. Poczułam zapach krwi - jest ranny. Dobrze, może dzięki temu będzie mniej czujny i nie zorientuje się, że za nim idę. Ma poranione łapy, a głowę całą we krwi. Idzie ledwo co, zaraz padnie z sił. Gdy spojrzał w moją stronę, postanowiłam stanąć z nim twarzą w twarz. Spojrzałam w jego wielkie, piwne oczy, a on padł na ziemię.
​Podbiegłam do niego - żyje. Z rany na głowie zaczęło wypływać więcej krwi; nie przeżyje, jeśli go tu zostawię. Wzięłam go na grzbiet. Dobrze, że jako Alfa jestem bardzo silna, bo naprawdę sporo waży. Pobiegłam z nim w stronę pałacu. Gdy tylko weszłam do wioski, wywołałam niemałe poruszenie wśród ludzi. Mamy dość sporo gości, ale nikt nigdy nie był lykanem. Odwiedzają nas czarownice, elfy i inne istoty z pobliskiego magicznego lasu. Ziemia, na której mieszkamy, jest łącznikiem między światem ludzi a magiczną krainą. Zwykle przychodzą do nas istoty złe, a nie dobre, ale przynajmniej mamy na kim ćwiczyć. Można powiedzieć, że nie mamy sobie równych w walce z potworami. Dlatego też przybyszom z królestwa wilków tak trudno się tu dostać - potwory czekają już przy granicy. A ten czarny wilk z piwnymi oczami dał radę. Czy pomoc mu to dobra decyzja? Zobaczymy. Z pewnością ma ważny powód, by tu przybyć... i to sam. Chyba sam.
​Paul otworzył mi bramę i od razu ruszył za mną. Weszłam do pierwszego wolnego pokoju i położyłam wilka na łóżku. Poczekałam chwilę, by ocenić jego stan; miałam nadzieję, że się przemieni i zobaczę, z kim mamy do czynienia, ale nic się nie stało.
- Paul, powiedz strażnikom, żeby patrolowali okolicę. Musimy sprawdzić, czy przyszedł sam.
- Już to zrobiłem. Sara zaraz przyjdzie. A ty Aria idź się umyj, jesteś cała we krwi. Zajmiemy się nim - powiedział Paul, mój beta i młodszy brat.
​Wychodząc z pokoju, minęłam biegnącą Sarę.
- Ma ranę na głowie z zieloną wydzieliną. Myślę, że zaatakował go Jaszczur - przekazałam jej telepatycznie.
- O, i dał sobie radę w pojedynkę? Brawo - odpowiedziała, wyciągając odpowiednie zioła z torby.
​Gdy mnie minęła, przyjęłam ludzką postać i poszłam się odświeżyć. Po dwudziestu minutach wróciłam do naszego gościa. Zaglądało do niego parę młodych dziewcząt; chichotały i szeptały coś do siebie, wyraźnie zachwycone. Gdy mnie zobaczyły, skłoniły się i odeszły. Nagle poczułam zdenerwowanie. Stanęłam przed drzwiami, a moja wilczyca zaczęła szaleć.
- O co chodzi, Etna? - spytałam zaciekawiona. Może ona będzie wiedzieć, dlaczego tak się czuję. Jakbym była najszczęśliwsza na świecie, a zarazem najsmutniejsza. To było piękne uczucie miłości, ale zamknięte gdzieś głęboko w sercu, niemogące się uwolnić. Jakby zakazano mi kochać.
- Znalazłyśmy partnera, ale mamy problem. On nie ma wilka, nie poczuje tego połączenia.
- Jak to? Przecież był przemieniony - odpowiedziałam zmieszana.
- Może stracił kontakt z wilkiem przez ranę na głowie. Wejdź do środka, to sprawdzimy.
​Chciało mi się płakać. Tak długo czekałam, by poczuć to niezwykłe połączenie dwóch pisanych sobie dusz, a dostałam jedynie ułamek tych uczuć, na dodatek nieodwzajemniony. Miałam udawać, że nic się nie stało, czy być stanowcza i mimo wszystko mu powiedzieć? Bardzo mało wilków odnajduje swoich przeznaczonych partnerów po wielkiej wojnie, nie mogę tego olać .
- Wejdź do środka, bo zaraz nie wytrzymam - wyrwała mnie z zamyślenia Etna.
- Okej, wchodzę.
​Nie zdążyłam nawet dobrze wejść, gdy mocna ręka przygwoździła mnie do ściany. Gratulacje dla mnie - przez te emocje straciłam czujność. Spojrzałam mu w oczy; były wściekłe. Uścisk na mojej szyi nieco zelżał. Chciałam mu pokazać, że umiem się bronić, ale jego twarz nagle złagodniała, a ja zaczęłam mu się uważniej przyglądać. Miał czarne włosy, grzywkę splecioną w warkocz i delikatny zarost. Po lewej stronie czoła widniała blizna, która kończyła się, przecinając brew. Jego piwne oczy miały długie rzęsy. Twarz była idealnie w moim guście, a ciało wielkie i wyrzeźbione. Etna aż zawyła z radości.
- No, no, udało nam się. Nie pozwól mu uciec, błagam! - uśmiechnęłam się pod nosem i w końcu się odezwałam:
- Uratowałam ci życie, a ty tak mi się odpłacasz?
​Od razu mnie puścił.
- Ja... przepraszam - odpowiedział zmieszany i odsunął się. - Jestem trochę zdezorientowany. Nie mogę porozumieć się z moim wilkiem i nie pamiętam, co się stało. Dlaczego moje rany się nie goją?

​- Dlaczego moje rany się nie goją? - powtórzył, patrząc na swoje dłonie, które wciąż drżały.
​Podeszłam bliżej, ignorując instynkt Etny, która chciała tylko jedno: wtulić się w niego. Musiałam być Alfą.
- Bo zostałeś zaatakowany przez Jaszczura z Magicznego Lasu - wyjaśniłam spokojnie, wskazując na ranę na jego boku. - Ich ślina zawiera toksynę, która blokuje regenerację lykanów. Musisz pić napar z czarnego bzu i pozwolić Sarze nałożyć okłady z mchu księżycowego. Bez tego... twoje ciało będzie się zachowywać jak ludzkie. Słabe i kruche.
​Nieznajomy osunął się na krawędź łóżka, chwytając się za głowę.
- Jaszczur... - szepnął, a w jego oczach pojawił się błysk wspomnienia.

​Walka na Granicy
​Ciemność lasu była gęsta jak smoła, a zapach zgnilizny ostrzegał go za późno. Czarny wilk wyskoczył z paproci, ale Jaszczur był szybszy. To nie było zwykłe zwierzę - to była bestia o skórze twardej jak kamień, z rzędem zębów ociekających jadowitą, zieloną mazią.
​Wilk uderzył w bok potwora, próbując wgryźć się w jego gardło, ale poczuł tylko smak zimnych łusek. Jaszczur machnął potężnym ogonem, posyłając lykana prosto na pień starego dębu. Trzask żeber odbił się echem w głuszy. Gdy bestia rzuciła się do ostatecznego ataku, resztkami sił, skoczył nad nią i rozdarł miękkie podbrzusze potwora pazurami. Trysnęła czarna krew, a Jaszczur zawył, uciekając w głąb puszczy.
​Wilk wygrał, ale cena była wysoka. Trucizna już krążyła w jego żyłach, odcinając go od głosu własnej natury. Świat zaczął wirować, a on wiedział tylko jedno: musi dotrzeć do pałacu z dwiema wieżami.
​Powrót do pokoju
​- Pamiętam tylko... jego ślepia. I to, że musiałem tu dotrzeć - powiedział cicho, podnosząc na mnie wzrok. - Skąd wiedziałaś, co to za potwór?
​- To moja ziemia - odpowiedziałam, krzyżując ręce na piersi. - Każda bestia, która próbuje się tu przedostać, prędzej czy później trafia na moją watahę. Ale ty... ty nie jesteś potworem. Choć wciąż nie wiem, kim jesteś i dlaczego szukałeś Nardu.
​Uniósł brew, a blizna na jego czole lekko zadrżała.
- Nazywam się Silas. I nie szukałem Nardu . Szukałem Alfy, o którym legendy mówią, że potrafi uleczyć to, co zepsute.

- Jestem Aria Alfa tego stada ,ale to nie mnie szukasz .

Kamień BoginiStories to obsess over. Discover now