Rozdział 1

26 0 0
                                        

-Cholera! Emma co to jest?- Emily, gdy tylko weszła do mieszkania potknęła się o kartony.

-No jak to co? Prezenty!- Z kuchni dobiegł niewinny głos siostry.

-Przecież prezenty już dawno odebrałaś. Dwa dni temu, a w zeszłym tygodniu dwa razy...

-Ale to były inne prezenty. To jest reszta.- Emma wyjrzała z kuchni i uśmiechnęła się szeroko.

Włosy związała w wysoki kucyk. Emily dostrzegła, że ma na sobie fartuszek, a na twarzy ślady mąki.

-Co robisz?

-Pierniczki!

Emma zniknęła w kuchni podśpiewując świąteczną melodię.

-Naprawdę uważam, że trochę przesadziłaś!- Krzyknęła Emily wchodząc do ich wspólnej sypialni. Koło łóżka siostry, piętrzyły się kolorowe pakunki.

-To nasze pierwsze takie święta od kilkunastu lat! Chcę, by było miło.

-Myślę, że i tak będzie! Niezależnie od tego, czy każdy dostanie od ciebie jeden, czy dwadzieścia prezentów.- Odpowiedziała spokojnie Emily, przebierając się w wygodny dres.

-Wiesz, że udało mi się sprzedać całkiem sporo wycieczek w grudniu, więc dostałam ładną prowizję. Mogłam więc kupić trochę więcej.

Emma świetnie odnajdywała się w biurze podróży. Jej doświadczenie w pracy w barze, bardzo pomogło. Dzięki niemu miała odpowiedni podejście do każdego klienta.

-Lepiej pomóż mi z wycinaniem pierniczków!- Krzyknęła, a Emily przewróciła oczami.

Kuchnia wyglądała jak po wybuchu bomby. Jak się okazało mąka była nie tylko na twarzy i fartuszku siostry, ale też na podłodze, blacie, a nawet kuchence. Emily rozejrzała się zaskoczona.

-Mąka mi upadła, wszystko posprzątam! A teraz mi pomóż!- Siostra wskazała wielką kulkę ciemnego, aromatycznego ciasta.

-Nie za dużo?- Emily znacząco wskazała na surowe ciasto, miskę już częściowo wypełnioną upieczonymi pierniczkami i porcją w piekarniku.

-Podwoiłam proporcje, ale faktycznie trochę przesadziłam... teraz już za późno. Łap za foremki.

Kobiety przez następną godzinę wykrawały różne kształty, a ciasta prawie nie ubywało.

-Co to za przepis. Na niekończące się ciasto...-jęknęła Emily, która najchętniej by już skończyła.

Był piątek, wróciła z pracy i od razu zabrała się do pomocy Emmie. W przeciwieństwie do siostry nadal szukała zajęcia z którego byłaby zadowolona. Obecnie pracowała w księgarni w centrum Warszawy, jednak czuła, że to nie jest jej wymarzona praca.

-Jedziesz dziś do Roberta?- Spytała po chwili Emma.

-Taki jest plan- odpowiedziała siostra i w tym samym momencie zawibrował jej telefon, odłożony kawałek dalej na blacie. Emily umyła i wytarła ręce. Chwilę patrzyła w ekran. Westchnęła.- Jednak zmiana planów. Okazało się, że Marcin i Piotrek źle go zrozumieli i zarezerwowali lokal na Wigilię dla pracowników dzisiaj, a nie jutro jak to miało być pierwotnie.

Emma nie mogła wyczytać z twarzy siostry jak bardzo jest zawiedziona. Emily widząc jej spojrzenie uśmiechnęła się szczerze.

-Nie wyszło źle. Strasznie padnięta jestem. Głowa mnie boli i okrutnie zmarzłam wracając. Nie przyzwyczaiłam się jeszcze do takich temperatur. Chętnie dziś zostanę w domu.

-Robert na pewno by cię odpowiednio rozgrzał!- Zaśmiała się Emma. Przez chwilę wykrajała pierniczki po czym nagle z iskrzącymi oczami spojrzała na siostrę.- Wiesz co to oznacza?!

Niemożliwe. Święta.Stories to obsess over. Discover now