1. OCTOBER

275 10 4
                                        

Był środek jesieni. Wyjątkowo słoneczny i ciepły dzień. Szłam przez jedną ze ścieżek obsypaną kolorowymi liśćmi. Było tak cudownie, spokojnie, ale jak to mówią cisza przed burzą. Jest trzydziesty października, jutro ma się odbyć impreza, na której mnie nie będzie. Dlaczego? Moi przyjaciele wymyślili już inne spotkanie. Jak co roku najpierw będziemy zbierać cukierki, co według mnie w tym wieku jest śmieszne. Następnie mieliśmy iść do Alice. Podobno ma już pomysł na urozmaicenie nocy, jednak tylko dla siebie pozostawiła szczegóły. Zgadując skończy się maratonem horrorów i straszeniem małych dzieci jak prawie zawsze. Jeśli mam być szczera, to nie przeszkadza mi żadna z tych rzeczy, chociaż czasami chciałabym coś zmienić, a może nawet więcej...

Takie dni jak ten miały swój urok. Niestety coraz częściej nie mogłam wychodzić na spotkania ze znajomymi. I to tylko z powodu nauki, z którą idą w parze najróżniejsze problemy. Wydaje mi się nawet, że z roku na rok jest coraz to gorzej. Sama nie mam pojęcia jak to działa, ale właśnie taki stan rzeczy się utrzymuje od paru ładnych lat.

A przynajmniej tak to nazywałam...

Zawiał wiatr, a za mną rozległ się dźwięk chrupiących liści. Ktoś jeszcze tu był. Moje tętno trochę przyspieszyło. Spojrzałam za siebie. Pusto. To nic nie znaczy, pewnie się przesłyszałam. Wzrok ponownie skierowałam na ścieżkę, która wiła się pomiędzy drzewami. I tym razem o wiele szybszym krokiem zaczęłam pokonywać ową dróżkę.

Nie raz przyśnił mi się koszmar, w którym ktoś zachodzi mnie od tyłu, a ja nawet nie mogę krzyczeć czy biec. Było to czymś w rodzaju traumy, tyle że nie wiedziałam skąd ona wynikała, jak się zrodziła. Przecież w snach nie wzięło się to znikąd.

Po paru minutach, że tak to nazwę grozy, dotarłam na chodnik, który znajdował się na jednej z najpiękniejszych uliczek w naszym miasteczku.

Przy nim stała rzeźba., która swoją drogą Zawsze mnie przerażała. Dlaczego? Przedstawiała kobietę z zakapturzoną twarzą. Postawę miała wyprostowaną, jak przystało na damę z czasów kiedy powstała. Dość długie włosy wychodziły spod kaptura. Z biegiem lat pomnik zaczął być porośnięty przez mech i najróżniejsze, małe roślinki. W nocy natomiast człowiek myślał, że jest to prawdziwa istota. Spowodowała dość dużo wypadków i chyba jeden był śmiertelny.

Podobno nawet, kiedy miałam cztery lata, doświadczyłam tego na własnej skórze. Przyszłam do tego miejsca, bo zgubiłam lalkę. Nikomu, jednak o tym nie wspomniałam, to też byłam w tym miejscu całkowicie sama. Padał deszcz, a ja słyszałam śpiew. Gdy dotarłam do tej uliczki, zobaczyłam człowieka. Miał ciemne włosy, płaszcz oraz oczy wlepione we mnie. Na jego policzkach spoczywały łzy albo krople deszczu. Może nawet lekko się uśmiechał? W ręku trzymał zagubioną przeze mnie rzecz.

Jako młodsza ja uznałam, że musi być istotą żeńską, ponieważ ma długie włosy.

A zatem kobieta wyciągnęła w moją stronę rękę, w której trzymała lalkę. Podała mi ją, lecz kiedy tylko dotknęłam przedmiotu, śpiew ustał. Pojawił się natomiast krzyk, niegdyś ogromnie się bałam takich sytuacji, więc zamknęłam oczy, a gdy je ponownie otworzyłam parę kroków ode mnie stała ta rzeźba i był to jedyny ślad, który pozostał po dziwacznym spotkaniu.

Historyjka jak historyjka. Możliwe, że trochę w niej prawdy, ale było to przeze mnie opowiedziane, a po paru latach mama mi przekazała ją ponownie. Sama tego nie pamiętałam. Wymazało mi się to z pamięci. Pewnie to i lepiej. Nikt by nie chciał mieć takich wspomnień, a potem wychodzić z domu po zmroku.

Weszłam do stojącej na rogu kawiarni, w której zawsze było można poczuć cudowny aromat herbaty. Bywałam tu praktycznie codziennie, więc zdziwił mnie fakt, że za ladą stoi obcy mi chłopak, ale cóż to pewnie jego pierwszy dzień. Podeszłam do niego.

In the Dark FantasiaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz