I. Ta wiadomość

3.8K 32 1
                                        

- Słucham? - Parsknęła nerwowym śmiechem młoda kobieta, przyglądając się mężowi intensywnie. 
Była pewna, że to co przed chwilą usłyszała jest żartem lub się jej śni. 
- Jestem biseksualny - powtórzył, a powaga jaka malowała się na jego twarzy wprawiała Zuzannę w coraz większe przerażenie. 
Wyrwała dłonie z uścisku przyklękającego przed nią blondyna i wstała z krzesła gwałtownie. Poderwany do góry kawałek białego obrusu, którym nakryty był stół wpadł do talerza  i ubrudził się resztką cytrynowego sosu. 
- Daniel, co ty do mnie mówisz? - Podeszła do drzwi tarasowych, mając nadzieję, że podmuch kwietniowego wiatru pomoże jej przywrócić regularność w oddechu. 
- Zuza, kocham cię, - zapewnił z wyraźnym poczuciem winy w głosie - ale czuję też pociąg do facetów. 
Mimowolnie skrzywiła się.
- Od kiedy?! - Warknęła. 
- Od... zawsze - westchnął, wzruszając bezradnie ramionami.
Zabrakło jej tchu. To musi być jakiś koszmar, to się nie może dziać naprawdę. Wzrokiem przebiegła po ścianie w poszukiwaniu zegara. Gdzieś kiedyś wyczytała, że jawę można od snu odróżnić, spoglądając na zegar właśnie. Niestety sposób w jaki upływał czas był logiczny. 
- I mówisz mi to po dziesięciu latach związku? - Podniosła głos rudowłosa. 
Emocje, które w tym momencie targały nią od środka nie sposób było opisać. Od niedowierzania, przez przerażenie, po wściekłość. 
- Bo wcześniej... - urwał i wziął głęboki oddech. - Poznałem kogoś, kto mi uświadomił, że nie jestem w stanie być w pełni szczęśliwy... 
- Co ty pierdolisz?! - Potrząsnęła głową, a jej upięte w luźnego koczka włosy rozsypały się na ramiona. Miała wrażenie, że duchem wyszła ze swojego ciała i obserwuje tę absurdalną scenę z boku. 
- Poznałem mężczyznę, do którego coś czuję. 
Gdyby słowa miały ostrza, właśnie wykrwawiałaby się na podłodze z sześciu ran kłutych. Wszystkie zlokalizowane byłyby w okolicy serca, które łomotało jej w piersi jak oszalałe. 
- Ty nie możesz mówić poważnie - prychnęła, pocierając dłonią czoło. Spojrzała na małżonka z nadzieją, że zaraz roześmieje się i stwierdzi, że to jedynie okrutny żart, w który brnie, bo już nie wie jak się z tego wycofać. - Daniel?
- Zuziu, - zrobił krok w stronę ukochanej - nie chcę stracić ani ciebie, ani jego...
Zmrużyła oczy, wymierzając mu wyczekujące spojrzenie. Spojrzenie tak pełne wściekłości, że aż dostał gęsiej skórki. Daniel postanowił sobie jednak, jeszcze przed tym jak zasiedli do rocznicowej kolacji, że co by się nie działo, nie rozmieni się na drobne. Wiedział doskonale, że to co ma do powiedzenia będzie dla małżonki druzgocące. Wychodził jednak z założenia, że lepsza jest najgorsza prawda, niż kłamstwa i niedomówienia. 
- To znaczy, jak ty to sobie, do kurwy nędzy, wyobrażasz? - Cedziła przez zęby słowa, zaciskając palce w pięści.
- Wiem, jak to zabrzmi... - zaczął ostrożnie, kątem oka zauważając stojącą na komodzie mosiężną figurkę przedstawiającą zakochaną parę pod parasolem. Oczyma wyobraźni widział, jak przedmiot leci w jego stronę z impetem, gdy wypowiadał te słowa: - Chcę cię prosić, by on mógł być obecny w naszym życiu. 
Zuzanna rozchyliła usta i straciła oddech. 
- Ymmm, - przymknęła powieki, opierając ręce na biodrach. - Możesz powtórzyć? - Wychrypiała, dostrzegając w piwnych oczach ukochanego coś, co wyglądało jak nadzieja. Zemdliło ją. 
- Proszę cię, żeby on mógł być obecny w naszym życiu - wyprostował się i ostrożnie zrobił krok w tył.
Nie spuszczał uważnego wzroku z żony, obawiając się gwałtownej reakcji, która byłaby całkowicie zrozumiała. Zdawał sobie sprawę z tego, co jej proponuje, ale znał Zuzkę i... czuł, że ostatecznie się zgodzi. Nie chciał tego wykorzystywać, ale kobieta miała wobec niego dług wdzięczności.
- Naszym życiu? Możesz, kurwa, powiedzieć wprost czego chcesz?! - Kobieta tak jakby odcięła się od istoty tematu tej rozmowy i całą swoją irytację skupiła na braku odwagi męża do wyłożenia kawy na ławę. Nienawidziła owijania w bawełnę.  - Ma z nami mieszkać?! Jadać śniadania, obiady i kolacje?! Sypiać z nami?!! - Każde kolejne słowo wypowiadała coraz głośniej. 
- Nie... - zawahał się, przekraczając próg pokoju dziennego - nie musi się wprowadzać, bo mieszka na przeciwko.
- Aleksander Jabłoński?! - Krzyknęła, a mężczyzna w ostatniej chwili odchylił się w prawo, kryjąc za ścianą przed nadlatującą w jego kierunku doniczką. 
Porcelanowe naczynie roztrzaskało się z hukiem, a czarna ziemia rozsypała po podłodze, brudząc biały, okrągły dywan. 
- Wynoś się! - Warknęła i ruszyła w jego kierunku. - Nie chcę cię widzieć, słuchać, czuć... - okładała go rękami, popychając w stronę drzwi wyjściowych. Daniel przyjmował te nieporadne ciosy bez szczególnych starań, by się przed nimi obronić. Rozumiał reakcję żony, więc posłusznie opuścił ich wspólne mieszkanie, chcąc dać jej czas, by ochłonęła. 
Kiedy w końcu została sama, przekręciła zasuwę maksymalną ilość razy i tak samo postąpiła z kluczem w zamku. Oprała się plecami o ścianę i osunęła na podłogę, pozwalając by szloch wyrwał się z piersi. 

Kochanek mego mężaOpowiadania do pokochania. Odkryj je teraz