Dzisiejszego dnia moja najukochańsza ciocia zemdlała. Upadła na ziemię rozbijając sobie głowę. Mama podbiegła do niej i kazała mi zadzwonić po pogotowie. Po kilkunastu minutach przyjechało pogotowie i ratownicy natychmiast wbiegli do mieszkania. Nie wiedziałam co robić, więc się odsunęłam. Gdy ratownicy pojechali z ciocią do szpitala. Mama pojechała za nimi a ja zostałam sama. Ciocia po kilku dniach zmarła na udar mózgu. Została mi tylko Mama, która po tym wydarzeniu zaczęła rozpaczać. Próbowałam ją pocieszać że wszystko będzie dobrze. Ale to wszystko poszło na marne. Bo kolejnego dnia był wypadek samochodowy. W którym uczestniczyła moja Mama. Ale niestety zmarła. Nie miałam już nikogo oprucz samej siebie. Zbliżał się wieczur a ja nadal rozmyślałam co ze sobą zrobić. Zjadłam kolację, umyłam się, i położyłam się spać. Nie mogłam zasnąć. Ciągle myślałam o tej tragedii. Myślałam co ja teraz że sobą zrobię jaki los mnie czeka? Nie rozumiem czemu to spotkało akurat mnie. Wiedziałam że nie ma już nikogo za ścianą obok. Próbowałam zasnąć ale mi się nie udawało. Aż w końcu zasnęłam. Obudziłam się o 9:41
I zadzwonił do mnie telefon. Odebrałam. A osoba z drugiej strony powiedziała że spotykamy się jutro na lotnisku o 10:00. Zaczęłam się ogarniać pakowałam się, ubrania, piżamę, szczotkę do włosów i inne rzeczy. Zjadłam tosty na śniadanie. Musiałam zrobić je sama bo zawsze jak wstawałam były już gotowe. Robiła mi je mama. Wyszłam z domu pospacerować. Powdychać świeże powietrze i się uspokoić. Nadszedł dzień w którym spotykałam się z tajemniczą osobą. Dosłownie byłam już na lotnisku. Nie wiedziałam co zrobić, a ja nawet nie wiem jak ta osoba wygląda. I nagle podszedł do mnie jakiś pan. Był bardzo opalnony, a jego brązowe włosy były ułożone strasznie elegancko. Był ubrany w czarny garnitur z czerwonym krawatem. Uśmiechnął się do mnie i złapał mnie za rękę. Powiedział że idziemy do samolotu. Byliśmy już w samolocie, a ja usiadłam obok okna. Wyciągnęłam Zeszyt do rysowania a on nagle powiedział że lecimy do USA. Byłam zaskoczona. Przysunęłam się bardziej do okna i nie odzywałam się przez cały lot. A za to rysowałam. I przeglądałam w telefonie stare zdjęcia z mamą i ciocią. Dolecieliśmy już do USA wsiadlsimy do auta bez dachu. Który miał wygodne siedzenia. I zaczął mi mówić że jest moim tatą i mam dwie siostry Emily i Kate. Jak jechaliśmy rozmawialiśmy ze sobą. Emily ma 16 lat a Kate 18. Nadal mówiłam do mojego taty proszę pana. Nadal był to dla mnie obcy człowiek. Nagle zobaczyłam przed sobą ogromną dwupiętrową wille. Z ogromnym basenem na zewnątrz. Przed nami otworzyła się brama i wjechaliśmy do garażu. Weszliśmy do domu, a Kate i Emily przywitały mnie bardzo gorąco. Jakbyśmy znały się całe życie. Ojciec poprosił je żeby mnie oprowadziły po domu. Zrobiły to. Czułam się bardzo dobrze w ich towarzystwie. Zaczęliśmy od dołu. Na dole znajdowała się bardzo duża kuchnia z jadalnią. Też na dole był pokój malowniczy. Oczywiście uwielbiam rysowac więc będę spędzać tam najwięcej czasu. Było wielkie TV. No i łazienka. Poszłyśmy na górę były tylko pokoje. Pokazały gdzie jest mój pokój i poszły. Ja zamiast szafy miałam garderobę. Miękkie gigantyczne łóżko. Półki, dużo mazaków i kredek. I krzesło na kółkach przy biurku. A obok łóżka był strasznie miękki dywan. Była też tam moja prywatna toaleta. Przez resztę dnia nie wychodziłam z pokoju. A wieczorem zapukała do mnie jedna z sióstr. Kate. I zapytała czy wszystko w porządku. Odpowiedziałam że tak. I wyszła. Kolejnego dnia jak zawsze ubrałam się do szkoły zeszłam na dół. A ojciec powiedział że jutro idę do szkoły z Kate I Emily. Miałam czas wolny i chciałam iść do pokoju malowniczego. Ale kucharka zapytała co chce na śniadanie. Powiedziałam że tosty. I mi zrobila. Były dobre ale nie tak jak mama mi robiła. W pokoju malowniczym było dużo farb, flamastrów, kredek, mazaków. Byłam w raju. A papieru było strasznie dużo. Po rysowaniu chciałam gdzieś wyjść np. na spacer. Nie mogłam, mówili że może mi się coś stać. Wrócilam smutna do pokoju. Wzięłam telefon i zaczęłam pisać z znajomymi. Pytali czemu nie było mnie w szkole. Pisałam zawsze że wyjechałam i już nie wrócę. Nigdy nie pisałam im prawdy że zamieszkałam u bogatego ojca z 2 córkami w dwupiętrowej willi. Bo nie chciałam wyjść na chwalipiętę. Po 20 min odłożyłam telefon i zeszłam na dół. Była 16.25 a moje siostry wróciły z szkoły. Ojciec powiedział że zamówi nam jedzenie. Nalegałam że nic nie chce, ale on nie odpuścił. Więc stwierdziłam że wezmę surówkę. Po zjedzeniu poszłam wziąć chłodny prysznic. Siostry dały mi mundurek na jutro do szkoły. Przyszykowałam sobie go na jutro. Rysowałam, I poszłam do garderoby po piżamę. Ubrałam ją i położyłam się do łóżka bo było bardzo późno. Kolejnego dnia wstałam i ubrałam się. Zeszłam na dół i zjadłam tosty. Zeszły też moje siostry.
- Gotowa? - zapytały
- Tak - żekłam z uśmiechem na twarzy
Więc i wyruszyłyśmy, leciała fajna muzyka w radiu. Moja ulubiona. Podgłośnily ją i zaczęły śpiewać, a ja razem z nimi. Wjechałyśmy na parking szkolny i zajęłyśmy miejsce. Jak wyszłam z siostrami z auta, zaczepiły je jakieś dziewczyny. Pewnie ich koleżanki. Ja się spłoszyłam, weszłam do szkoły i zaczęłam poszukiwać mojej sali od wychowawczej. Pani kazała mi poczekać do końca przerwy. Więc I to zrobiłam. 2 minuty po dzwonku, wyszła pani i weszła że mną do klasy. Przywitałam się z wszytskimi i przedstawiłam się. Udało mi się zaprzyjaźnić z taką jedną Lily.
YOU ARE READING
Rose i ten jeden
AdventureCzternastoletnia dziewczynka zwana Rose, urodzona w KAZACHSTANIE musiala polecieć do bogatego ojca i jego dwóch córek w USA.
